Był przekonany, że nie spał, jednak rano,
gdy Matt próbował go obudzić, z trudem otworzył oczy. Spojrzał nieprzytomnie na
swojego współlokatora, zastanawiając się, czego ten może od niego chcieć. Z
trudem zapytał o co chodzi.
-
Już ranek, pora wstawać – powiedział Matt na pozór wesoło, choć Chris nie
usłyszał żadnej prawdziwej wesołości w tym zdaniu. Skrzywił się, nie chcąc
wstawać z wygodnego łóżka. Chciał tu zostać, chociaż jeszcze przez chwilę.
Przez trochę poleżeć, może odrobinkę się zdrzemnąć, dać sobie czas na
rozbudzenie.
-
Źle się czujesz? – zapytał Matt, nachylając się nad nim. Chris automatycznie
zamknął oczy, ale na swoim czole poczuł jedynie czoło Matta. Zdał sobie sprawę,
że jego mama zawsze w taki sam sposób sprawdzała, czy ma gorączkę, gdy był
jeszcze mały. Nagle, z tak trywialnego powodu, zatęsknił za tamtymi czasami.
- Wszystko
w porządku – odpowiedział cicho, a szarooki odsunął się. – Jestem po prostu
śpiący. Nie mogłem zasnąć.
Mimo tego całego zagmatwania, które czuł
ze względu na Matta, to w tym momencie jakoś poczuł do niego wielką sympatię.
Sam zdziwił się tym, nie mając pojęcia skąd takie uczucie.
Powoli wygramolił się z łóżka, nie patrząc
na współlokatora. Przeciągnął się i ziewając zgarnął świeże ubrania, po czym
skierował się do łazienki.
-
Tylko pospiesz się, Chrissy, nie mamy zbyt wiele czasu – usłyszał zza drzwi.
Westchnął, wciąż rozmyślając o dziwnej sytuacji, w której się znalazł. A raczej,
będąc zupełnie szczerym, w której kompletnie nie potrafił się odnaleźć.
~*~
Większość lekcji minęła mu dosyć
spokojnie. Nie bardzo myślał, o czym mówią nauczyciele, bądź ludzie wokół
niego. Starał się również ignorować uczucie senności, które nie opuszczało go
przez cały dzień. Jednak za każdym razem, gdy zamknął oczy na dłużej, niż dwie
minuty, Matt szturchał go delikatnie, nie pozwalając mu zasnąć. Nie był pewien,
czy ten robi to dla jego dobra, czy chce się nad nim trochę poznęcać. Choć
akurat dziś był niemal pewien, że chodzi o tę pierwszą opcję. Od rana Matt nie
rzucił do niego żadnej uwagi w jego stylu. W sumie, prawie w ogóle się nie
odzywał. Blondyn podejrzewał, że tak, jak on sam, Matt również ma głowę
zapchaną myślami, które niekoniecznie były tam mile widziane.
Dopiero na obiedzie szarooki trochę się
ożywił, w przeciwieństwie do Chrisa, który cały czas czuł się, jakby ogarnięty
senną mgłą.
- Wytłumaczę ci to teraz – powiedział
Matt, a blondyn spojrzał na niego pytająco, nie wiedząc, o czym ten mówi. –
Chodzi o moje zwolnienie.
Chris
westchnął jedynie, a szarooki uznał to za zgodę na tłumaczenia.
- Po
pierwsze, wiesz gdzie jest gabinet lekarski? – Chris zaprzeczył. – Jest w lewej
części, na pierwszym piętrze. Jedyne śnieżnobiałe drzwi w tamtym miejscu. Zresztą
jest również napis, nawet ktoś z twoim poczuciem orientacji tam trafi.
Oho, chyba wraca do formy, pomyślał
jedynie Chris, przemilczając zaczepną uwagę.
- Weźmiesz mój identyfikator, na szczęście
nie ma na nim zdjęcia i podasz się za mnie. – Chris przytaknął. – Powiesz, że
chciałbyś zwolnienie z zajęć fizycznych na cały rok, podając jakiś tam powód.
-
Jaki niby? – Odezwał się po raz pierwszy podczas tej rozmowy.
- Ja
wiem? Cokolwiek. Chociażby przeciągłe migreny, czy coś w tym stylu. Myślę, że
jeśli nawet powiedziałbyś, że jesteś alergikiem, to daliby ci zwolnienie. O to
się tak bardzo nie martw. Mówiłem, że to łatwiejsze, niż myślisz. – Uśmiechnął
się do niego, a Chris sięgnął po zapiekankę.
-
Załóżmy, że już mam wypisane to zwolnienie. Co mam dalej zrobić? Pójść z tym do
dyrektora, nauczyciela, czy do kogo? – zapytał blondyn.
- Do
mnie.
- Do
ciebie?
-
Owszem. Dalej już sam muszę wszystko załatwić. Byłoby dziwne, gdyby chłopak
oddający zwolnienie na cały rok pojawiał się na zajęciach, nie sądzisz?
Chris
wzruszył ramionami.
-
Lekarka wypisze ci to w trzech kopiach. Jedno jest dla niej, dwa przynosisz
mojej skromnej osóbce.
Prychnął,
nie mogąc się powstrzymać, ale Matt zignorował to i mówił dalej:
-
Pójdziesz w jutro po lekcjach. Kończymy wcześnie, do tego nie zajmie ci to zbyt
dużo czasu, więc będziesz mógł się spotkać z tym… Billem, czy kimś.
- Willem
– poprawił.
-
Nieważne. – Wstał i nachylił się nad Chrisem, sięgając po bułkę. - Tylko
niczego nie pomieszaj.
-
Ta.
- Do
zobaczenia na następnej lekcji, Chrissy – dodał i oddalił się w kierunku
wyjścia. Blondyn jeszcze przez chwilę żuł swoją zapiekankę, po czym odłożył ją
na talerz, zerwał się z miejsca i rzucił biegiem za Mattem. Kompletnie nie miał
pojęcia, gdzie jest następna lekcja. W sumie, to nawet nie wiedział jaka jest następna lekcja, a co dopiero,
gdzie jest sala – zostawił swój plan w pokoju.
Dogonił swojego współlokatora, który
powitał go kpiącym uśmiechem, jednak nie odezwał się. Chris również nie widział
potrzeby tłumaczenia mu, czemu za nim pobiegł. Zresztą był przekonany, że Matt
doskonale o tym wie.
~*~
Przez całą ostatnią lekcję nie mógł
powstrzymać zamykających się oczu. Już nawet Matt zrezygnował z szturchania go,
za co Chris był mu wdzięczny. Miał tyle szczęścia, że siedzieli dosyć daleko od
nauczyciela fizyki, który zresztą wydawał się sam nie być zainteresowany, co
robią jego uczniowie.
Przypomniał
sobie słowa Pete’a, że profesor zapewne nie ma pojęcia, jaka klasa właśnie
przed nim siedzi. Uśmiechnął się do swoich myśli, jednak wciąż niecierpliwie
wyczekiwał na dzwonek. Jedynie fakt, że była to ostatnia lekcja i że już za
niedługo będzie smacznie spał w łóżku, trzymał go w ławce. Odmówił nawet po
lekcyjnego spotkania z Willem, który przyjął to tylko i wyłącznie dlatego, że
widział stan Chrisa. Chociaż i tak przyszło mu to z trudem. Co prawda blondyn
trochę żałował, że nie potrafi wykrzesać z siebie sił choć na krótkie
spotkanie, jednak kraina Morfeusza krzyczała głośniej, niż Will.
W końcu zadzwonił upragniony dzwonek, na
który poderwał głowę z ławki, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. Jednak zajęło
mu tylko chwilkę odnalezienie się w sytuacji i już po chwili szedł wraz z
Mattem korytarzem, kierując się do pokoju. Przez całą drogę nie odezwali się do
siebie – Matt zbyt pogrążony w swoich myślach, a Chris zbyt zmęczony, by
jeszcze cokolwiek mówić.
Gdy znaleźli się w środku, jedyną myślą,
jaka tłukła się w głowie blondyna, było: spać.
Szybko przebrał się i wskoczył do swojego
łóżka, którego nawet rano nie zaścielił. Okrył się kołdrą, ułożył wygodnie i
zamknął oczy, nie mogąc się powstrzymać od uśmiechu.
-
Dobranoc – powiedział sennie, ale już nie usłyszał odpowiedzi. Zasnął.
~*~
Otworzył oczy, choć sam nie wiedział, czy
rzeczywiście są otwarte, gdyż otaczała go ciemność. Dopiero po dłuższej chwili,
wciąż jeszcze będąc jedną częścią we śnie, zaczął rozpoznawać kształty. Musiał
usiąść, żeby wyrwać się z sennych łap, zaciskających się na nim. Chciał
zobaczyć godzinę, jednak było zbyt ciemno, by mógł dostrzec wskazówki na
zegarze, wiszącym nad drzwiami. Był niemal pewny, że wciąż jeszcze jest noc,
inaczej nie byłoby tak ciemno.
Przetarł zaspaną twarz i spojrzał na
Matta, leżącego w drugim łóżku. Przez myśl przeszło mu, by go obudzić, jednak
szybko pozbył się tego pomysłu, nie widząc w nim sensu. Chyba każdemu
skoczyłaby adrenalina, gdyby został wyrwany ze snu w samym środku nocy bez
wyraźnego powodu. A po co pogarszać i tak już napiętą i dziwną sytuację między
nimi.
Przeciągnął się i wstał. Zarzucił na
siebie bluzę, bo pomyślał, że na korytarzu może być zimno. Podszedł do drzwi i
nacisnął na klamkę. Spodziewał się potwornego skrzypienia, jak to zwykle bywa w
filmach, jednak nic takiego nie nastąpiło. Jeszcze raz spojrzał na śpiącego
Matta i wszedł w mrok korytarza, cicho zamykając za sobą drzwi. Szybko
przemierzył ciemność i znalazł się na schodach, po których zbiegł, przeskakując
po dwa stopnie. W końcu znalazł się na samym dole i bez wahania ruszył wzdłuż schodów,
kierując się do jadalni, która znajdowała się w głębi budynku. Przez chwilę bał
się, że drzwi okażą się zamknięte, ale gdy nacisnął klamkę ustąpiły bez trudu.
Uśmiechnął się do swojego szczęścia i szybko, aczkolwiek ostrożnie ruszył przed
siebie. W końcu dotarł do drzwi od kuchni. Właśnie tam tłoczą się ci wszyscy
kucharze, którzy codziennie gotują posiłki dla tylu wygłodniałych chłopięcych
paszczy. Otworzył również te drzwi i niepewnie wszedł do środka. Nie znał tego
pomieszczenia, nigdy wcześniej w nim nie był, a ciemność niczego nie ułatwiała.
Dlatego w tym miejscu zwolnił swoją podróż, powoli krocząc po zimnych kafelkach
i omijając przeszkody piętrzące się na jego drodze. W końcu, ku jego radości,
zobaczył wyjście, do którego się skierował. Ostatnie metry pokonał biegiem, nie
zważając na to, że może coś potrącić i narobić hałasu. Mimo wszystko udało mu
się wyjść bez żadnych kłopotów z kuchni i znalazł się w jeszcze ciemniejszym
miejscu. Był to korytarz, dosyć długi, gdyż Chris nie mógł dostrzec jego końca.
Chociaż w tym mroku nie dostrzegłby go nawet gdyby był tuż przed nim. Przysunął
się do prawej ściany i opierając o nią dłoń, zaczął iść nieprzyjemnie ciemnym i
zimnym korytarzem.
Pogratulował sobie,
że wziął bluzę, inaczej by zamarzł. Ta część szkoły pewnie od wielu, wielu lat
nie była ogrzewana.
Szedł stałym tempem, wciąż jak najbliżej
prawej ściany. Starał się nie myśleć o niczym lecz nagle usłyszał jakiś głos,
na co jego wyobraźnia od razu zareagowała. Słyszenie głosów nigdy nie wróży nic
dobrego. Nigdy.
Zatrzymał się na moment, lecz znowu
usłyszał ten głos. Tym razem znacznie bliżej. Jednak nie potrafił określić z
którego dobiega kierunku, czy z tego z którego przyszedł, czy – co gorsza – z
tego, do którego zmierzał. W dodatku, jakby tego wszystkiego było mało, znał
ten głos. Nie potrafił tylko przypomnieć sobie twarzy tej osoby.
Westchnął, próbując wyrównać oddech oraz
choć trochę uspokoić mocno bijące serce. Ponownie ruszył przed siebie,
wmawiając sobie, że to tylko jego zbyt bujna wyobraźnia, która zawsze odzywa
się w takich momentach. Jednak im bliżej był celu, tym wyraźniej słyszał ten
głos, zdając sobie sprawę, że to jakaś melodia. W końcu zobaczył postać,
stojącą mniej więcej pośrodku, tyłem do niego. Zdołał zobaczyć blond włosy, o
wiele jaśniejsze od jego własnych, a gdy podszedł trochę bliżej, postać nieznacznie
odwróciła ku niemu głowę, a nucenie ustało. Chris zdążył zobaczyć jedynie małą
nutkę tuż za uchem, gdy został powalony na podłogę. Zobaczył zmasakrowaną
twarz, na której widok – w innych okolicznościach oraz w normalnym wydaniu -
ucieszyłby się. A w tym momencie jedyne na co go było stać, to zamknięcie oczu
i po chwili głośny krzyk, gdyż poczuł na ramionach dotyk rąk.
- Już dobrze, Chrissy! – usłyszał i
otworzył oczy. Był w swoim pokoju, za oknem było już zupełnie jasno, a postać,
która trzymała go za ramiona okazała się być Mattem. Rozejrzał się
zdezorientowany, zdając sobie sprawę, że jest cały spocony. Omiótł spojrzeniem
sąsiednie łóżko, drzwi do łazienki, zegar nad drzwiami i dopiero wtedy spojrzał
w szare oczy. Chciał zapytać, co się właśnie przed chwilą wydarzyło, ale nie
był w stanie wydusić z siebie głosu. Bardziej machinalnie podniósł rękę i
zacisnął pięść na rękawie Matta, przypominając sobie straszny widok.
-
Chrissy, w porządku?
Powoli
pokiwał głową, zaczynało do niego docierać, że to co widział było jedynie snem.
Co prawda koszmarnym i bardzo realistycznym, ale wciąż tylko snem.
Matt usiadł obok niego, po czym
przyciągnął go do siebie. Chris instynktownie objął szarookiego, wtulając głowę
między jego ramię, a szyję. Poczuł się nagle bardzo bezpiecznie, więc odetchnął
głęboko. W nozdrza uderzył go zapach Matta, który był dziwną mieszanką słodyczy
i orientu. Lekko duszący, jednak nie potrafił odsunąć się, by przestać go
wdychać. Pamiętał, że bardzo podobnie pachniał jakiś kwiat, nie mógł tylko
przypomnieć sobie jego nazwy.
Uniósł delikatnie głowę, tak że czubkiem
nosa dotykał szyi Matta, przymknął powieki i wziął głęboki wdech. Poczuł, że
senna zmora odpływa od niego, a on sam odprężył się nieznacznie.
-
Pachniesz, jak jaśmin – powiedział cicho, przypominając sobie nazwę kwiatu,
który niegdyś wąchał.
-
Co?
-
Jaśmin. – Spojrzał na niego. – Tak właśnie pachniesz.
Matt
wyglądał na lekko zdziwionego, jednak uśmiechnął się do Chrisa, by to ukryć.
Zdał sobie sprawę, że to były chyba jedyne miłe słowa blondyna, jakie usłyszał
w swoją stronę, a uśmiech na jego twarzy poszerzył się bez jego woli. Nie
odpowiadając na to stwierdzenie, poczochrał Chrisa po i tak wiecznie
rozczochranych włosach i wstał.
- A
teraz się zbieraj, niedługo zaczynamy lekcje – powiedział, wciąż się
uśmiechając. Po czym odwrócił się i z głową pełną sprzecznych myśli, podszedł
do swojego łóżka. Słysząc, jak blondyn powoli wstaje, chwycił książkę, która
umili mu czekanie na Chrisa.
Wiem,
wiem, wiem. Spóźnione, ale jest. Nie wiem, czemu spóźnione, po prostu…
zapomniałam. A potem jakoś nie miałam czasu, ale już jest. W sumie, to tylko
dwa dni. Do tygodnia to prawie nie spóźnienie XD.
A
tak swoją drogą, to lubię ren rozdział. Aczkolwiek zdecydowanie wolę to, co
dzieję się dalej. Na jaw wychodzi pewna dosyć ciekawa i dosyć znacząca rzecz,
aczkolwiek nic nie zdradzę. Czekajcie w niepewności.
Dobra,
a teraz lecę dalej oglądać serial, bo skończył się w bardzo ciekawym momencie.
Do
zobaczenia w… grudniu!
Witam,
OdpowiedzUsuńmuszę mię powiedzieć, ze rozdział wspaniały... ten sen był taki rzeczywisty... i o wiele lepiej jest teraz między chłopakami...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia