czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział VIII, część 1

     Był przekonany, że nie spał, jednak rano, gdy Matt próbował go obudzić, z trudem otworzył oczy. Spojrzał nieprzytomnie na swojego współlokatora, zastanawiając się, czego ten może od niego chcieć. Z trudem zapytał o co chodzi.
- Już ranek, pora wstawać – powiedział Matt na pozór wesoło, choć Chris nie usłyszał żadnej prawdziwej wesołości w tym zdaniu. Skrzywił się, nie chcąc wstawać z wygodnego łóżka. Chciał tu zostać, chociaż jeszcze przez chwilę. Przez trochę poleżeć, może odrobinkę się zdrzemnąć, dać sobie czas na rozbudzenie.
- Źle się czujesz? – zapytał Matt, nachylając się nad nim. Chris automatycznie zamknął oczy, ale na swoim czole poczuł jedynie czoło Matta. Zdał sobie sprawę, że jego mama zawsze w taki sam sposób sprawdzała, czy ma gorączkę, gdy był jeszcze mały. Nagle, z tak trywialnego powodu, zatęsknił za tamtymi czasami.
- Wszystko w porządku – odpowiedział cicho, a szarooki odsunął się. – Jestem po prostu śpiący. Nie mogłem zasnąć.
     Mimo tego całego zagmatwania, które czuł ze względu na Matta, to w tym momencie jakoś poczuł do niego wielką sympatię. Sam zdziwił się tym, nie mając pojęcia skąd takie uczucie.
     Powoli wygramolił się z łóżka, nie patrząc na współlokatora. Przeciągnął się i ziewając zgarnął świeże ubrania, po czym skierował się do łazienki.
- Tylko pospiesz się, Chrissy, nie mamy zbyt wiele czasu – usłyszał zza drzwi. Westchnął, wciąż rozmyślając o dziwnej sytuacji, w której się znalazł. A raczej, będąc zupełnie szczerym, w której kompletnie nie potrafił się odnaleźć.
~*~
     Większość lekcji minęła mu dosyć spokojnie. Nie bardzo myślał, o czym mówią nauczyciele, bądź ludzie wokół niego. Starał się również ignorować uczucie senności, które nie opuszczało go przez cały dzień. Jednak za każdym razem, gdy zamknął oczy na dłużej, niż dwie minuty, Matt szturchał go delikatnie, nie pozwalając mu zasnąć. Nie był pewien, czy ten robi to dla jego dobra, czy chce się nad nim trochę poznęcać. Choć akurat dziś był niemal pewien, że chodzi o tę pierwszą opcję. Od rana Matt nie rzucił do niego żadnej uwagi w jego stylu. W sumie, prawie w ogóle się nie odzywał. Blondyn podejrzewał, że tak, jak on sam, Matt również ma głowę zapchaną myślami, które niekoniecznie były tam mile widziane.
     Dopiero na obiedzie szarooki trochę się ożywił, w przeciwieństwie do Chrisa, który cały czas czuł się, jakby ogarnięty senną mgłą.
     - Wytłumaczę ci to teraz – powiedział Matt, a blondyn spojrzał na niego pytająco, nie wiedząc, o czym ten mówi. – Chodzi o moje zwolnienie.
Chris westchnął jedynie, a szarooki uznał to za zgodę na tłumaczenia.
- Po pierwsze, wiesz gdzie jest gabinet lekarski? – Chris zaprzeczył. – Jest w lewej części, na pierwszym piętrze. Jedyne śnieżnobiałe drzwi w tamtym miejscu. Zresztą jest również napis, nawet ktoś z twoim poczuciem orientacji tam trafi.
     Oho, chyba wraca do formy, pomyślał jedynie Chris, przemilczając zaczepną uwagę.
     - Weźmiesz mój identyfikator, na szczęście nie ma na nim zdjęcia i podasz się za mnie. – Chris przytaknął. – Powiesz, że chciałbyś zwolnienie z zajęć fizycznych na cały rok, podając jakiś tam powód.
- Jaki niby? – Odezwał się po raz pierwszy podczas tej rozmowy.
- Ja wiem? Cokolwiek. Chociażby przeciągłe migreny, czy coś w tym stylu. Myślę, że jeśli nawet powiedziałbyś, że jesteś alergikiem, to daliby ci zwolnienie. O to się tak bardzo nie martw. Mówiłem, że to łatwiejsze, niż myślisz. – Uśmiechnął się do niego, a Chris sięgnął po zapiekankę.
- Załóżmy, że już mam wypisane to zwolnienie. Co mam dalej zrobić? Pójść z tym do dyrektora, nauczyciela, czy do kogo? – zapytał blondyn.
- Do mnie.
- Do ciebie?
- Owszem. Dalej już sam muszę wszystko załatwić. Byłoby dziwne, gdyby chłopak oddający zwolnienie na cały rok pojawiał się na zajęciach, nie sądzisz?
Chris wzruszył ramionami.
- Lekarka wypisze ci to w trzech kopiach. Jedno jest dla niej, dwa przynosisz mojej skromnej osóbce.
Prychnął, nie mogąc się powstrzymać, ale Matt zignorował to i mówił dalej:
- Pójdziesz w jutro po lekcjach. Kończymy wcześnie, do tego nie zajmie ci to zbyt dużo czasu, więc będziesz mógł się spotkać z tym… Billem, czy kimś.
- Willem – poprawił.
- Nieważne. – Wstał i nachylił się nad Chrisem, sięgając po bułkę. - Tylko niczego nie pomieszaj.
- Ta.
- Do zobaczenia na następnej lekcji, Chrissy – dodał i oddalił się w kierunku wyjścia. Blondyn jeszcze przez chwilę żuł swoją zapiekankę, po czym odłożył ją na talerz, zerwał się z miejsca i rzucił biegiem za Mattem. Kompletnie nie miał pojęcia, gdzie jest następna lekcja. W sumie, to nawet nie wiedział jaka jest następna lekcja, a co dopiero, gdzie jest sala – zostawił swój plan w pokoju.
     Dogonił swojego współlokatora, który powitał go kpiącym uśmiechem, jednak nie odezwał się. Chris również nie widział potrzeby tłumaczenia mu, czemu za nim pobiegł. Zresztą był przekonany, że Matt doskonale o tym wie.
~*~
     Przez całą ostatnią lekcję nie mógł powstrzymać zamykających się oczu. Już nawet Matt zrezygnował z szturchania go, za co Chris był mu wdzięczny. Miał tyle szczęścia, że siedzieli dosyć daleko od nauczyciela fizyki, który zresztą wydawał się sam nie być zainteresowany, co robią jego uczniowie.     
     Przypomniał sobie słowa Pete’a, że profesor zapewne nie ma pojęcia, jaka klasa właśnie przed nim siedzi. Uśmiechnął się do swoich myśli, jednak wciąż niecierpliwie wyczekiwał na dzwonek. Jedynie fakt, że była to ostatnia lekcja i że już za niedługo będzie smacznie spał w łóżku, trzymał go w ławce. Odmówił nawet po lekcyjnego spotkania z Willem, który przyjął to tylko i wyłącznie dlatego, że widział stan Chrisa. Chociaż i tak przyszło mu to z trudem. Co prawda blondyn trochę żałował, że nie potrafi wykrzesać z siebie sił choć na krótkie spotkanie, jednak kraina Morfeusza krzyczała głośniej, niż Will.
     W końcu zadzwonił upragniony dzwonek, na który poderwał głowę z ławki, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. Jednak zajęło mu tylko chwilkę odnalezienie się w sytuacji i już po chwili szedł wraz z Mattem korytarzem, kierując się do pokoju. Przez całą drogę nie odezwali się do siebie – Matt zbyt pogrążony w swoich myślach, a Chris zbyt zmęczony, by jeszcze cokolwiek mówić.
     Gdy znaleźli się w środku, jedyną myślą, jaka tłukła się w głowie blondyna, było: spać.
     Szybko przebrał się i wskoczył do swojego łóżka, którego nawet rano nie zaścielił. Okrył się kołdrą, ułożył wygodnie i zamknął oczy, nie mogąc się powstrzymać od uśmiechu.
- Dobranoc – powiedział sennie, ale już nie usłyszał odpowiedzi. Zasnął.
~*~
     Otworzył oczy, choć sam nie wiedział, czy rzeczywiście są otwarte, gdyż otaczała go ciemność. Dopiero po dłuższej chwili, wciąż jeszcze będąc jedną częścią we śnie, zaczął rozpoznawać kształty. Musiał usiąść, żeby wyrwać się z sennych łap, zaciskających się na nim. Chciał zobaczyć godzinę, jednak było zbyt ciemno, by mógł dostrzec wskazówki na zegarze, wiszącym nad drzwiami. Był niemal pewny, że wciąż jeszcze jest noc, inaczej nie byłoby tak ciemno.
     Przetarł zaspaną twarz i spojrzał na Matta, leżącego w drugim łóżku. Przez myśl przeszło mu, by go obudzić, jednak szybko pozbył się tego pomysłu, nie widząc w nim sensu. Chyba każdemu skoczyłaby adrenalina, gdyby został wyrwany ze snu w samym środku nocy bez wyraźnego powodu. A po co pogarszać i tak już napiętą i dziwną sytuację między nimi.
     Przeciągnął się i wstał. Zarzucił na siebie bluzę, bo pomyślał, że na korytarzu może być zimno. Podszedł do drzwi i nacisnął na klamkę. Spodziewał się potwornego skrzypienia, jak to zwykle bywa w filmach, jednak nic takiego nie nastąpiło. Jeszcze raz spojrzał na śpiącego Matta i wszedł w mrok korytarza, cicho zamykając za sobą drzwi. Szybko przemierzył ciemność i znalazł się na schodach, po których zbiegł, przeskakując po dwa stopnie. W końcu znalazł się na samym dole i bez wahania ruszył wzdłuż schodów, kierując się do jadalni, która znajdowała się w głębi budynku. Przez chwilę bał się, że drzwi okażą się zamknięte, ale gdy nacisnął klamkę ustąpiły bez trudu. Uśmiechnął się do swojego szczęścia i szybko, aczkolwiek ostrożnie ruszył przed siebie. W końcu dotarł do drzwi od kuchni. Właśnie tam tłoczą się ci wszyscy kucharze, którzy codziennie gotują posiłki dla tylu wygłodniałych chłopięcych paszczy. Otworzył również te drzwi i niepewnie wszedł do środka. Nie znał tego pomieszczenia, nigdy wcześniej w nim nie był, a ciemność niczego nie ułatwiała. Dlatego w tym miejscu zwolnił swoją podróż, powoli krocząc po zimnych kafelkach i omijając przeszkody piętrzące się na jego drodze. W końcu, ku jego radości, zobaczył wyjście, do którego się skierował. Ostatnie metry pokonał biegiem, nie zważając na to, że może coś potrącić i narobić hałasu. Mimo wszystko udało mu się wyjść bez żadnych kłopotów z kuchni i znalazł się w jeszcze ciemniejszym miejscu. Był to korytarz, dosyć długi, gdyż Chris nie mógł dostrzec jego końca. Chociaż w tym mroku nie dostrzegłby go nawet gdyby był tuż przed nim. Przysunął się do prawej ściany i opierając o nią dłoń, zaczął iść nieprzyjemnie ciemnym i zimnym korytarzem.
     Pogratulował sobie, że wziął bluzę, inaczej by zamarzł. Ta część szkoły pewnie od wielu, wielu lat nie była ogrzewana.
     Szedł stałym tempem, wciąż jak najbliżej prawej ściany. Starał się nie myśleć o niczym lecz nagle usłyszał jakiś głos, na co jego wyobraźnia od razu zareagowała. Słyszenie głosów nigdy nie wróży nic dobrego. Nigdy.
     Zatrzymał się na moment, lecz znowu usłyszał ten głos. Tym razem znacznie bliżej. Jednak nie potrafił określić z którego dobiega kierunku, czy z tego z którego przyszedł, czy – co gorsza – z tego, do którego zmierzał. W dodatku, jakby tego wszystkiego było mało, znał ten głos. Nie potrafił tylko przypomnieć sobie twarzy tej osoby.
     Westchnął, próbując wyrównać oddech oraz choć trochę uspokoić mocno bijące serce. Ponownie ruszył przed siebie, wmawiając sobie, że to tylko jego zbyt bujna wyobraźnia, która zawsze odzywa się w takich momentach. Jednak im bliżej był celu, tym wyraźniej słyszał ten głos, zdając sobie sprawę, że to jakaś melodia. W końcu zobaczył postać, stojącą mniej więcej pośrodku, tyłem do niego. Zdołał zobaczyć blond włosy, o wiele jaśniejsze od jego własnych, a gdy podszedł trochę bliżej, postać nieznacznie odwróciła ku niemu głowę, a nucenie ustało. Chris zdążył zobaczyć jedynie małą nutkę tuż za uchem, gdy został powalony na podłogę. Zobaczył zmasakrowaną twarz, na której widok – w innych okolicznościach oraz w normalnym wydaniu - ucieszyłby się. A w tym momencie jedyne na co go było stać, to zamknięcie oczu i po chwili głośny krzyk, gdyż poczuł na ramionach dotyk rąk.
     - Już dobrze, Chrissy! – usłyszał i otworzył oczy. Był w swoim pokoju, za oknem było już zupełnie jasno, a postać, która trzymała go za ramiona okazała się być Mattem. Rozejrzał się zdezorientowany, zdając sobie sprawę, że jest cały spocony. Omiótł spojrzeniem sąsiednie łóżko, drzwi do łazienki, zegar nad drzwiami i dopiero wtedy spojrzał w szare oczy. Chciał zapytać, co się właśnie przed chwilą wydarzyło, ale nie był w stanie wydusić z siebie głosu. Bardziej machinalnie podniósł rękę i zacisnął pięść na rękawie Matta, przypominając sobie straszny widok.
- Chrissy, w porządku?
Powoli pokiwał głową, zaczynało do niego docierać, że to co widział było jedynie snem. Co prawda koszmarnym i bardzo realistycznym, ale wciąż tylko snem.
     Matt usiadł obok niego, po czym przyciągnął go do siebie. Chris instynktownie objął szarookiego, wtulając głowę między jego ramię, a szyję. Poczuł się nagle bardzo bezpiecznie, więc odetchnął głęboko. W nozdrza uderzył go zapach Matta, który był dziwną mieszanką słodyczy i orientu. Lekko duszący, jednak nie potrafił odsunąć się, by przestać go wdychać. Pamiętał, że bardzo podobnie pachniał jakiś kwiat, nie mógł tylko przypomnieć sobie jego nazwy.
     Uniósł delikatnie głowę, tak że czubkiem nosa dotykał szyi Matta, przymknął powieki i wziął głęboki wdech. Poczuł, że senna zmora odpływa od niego, a on sam odprężył się nieznacznie.
- Pachniesz, jak jaśmin – powiedział cicho, przypominając sobie nazwę kwiatu, który niegdyś wąchał.
- Co?
- Jaśmin. – Spojrzał na niego. – Tak właśnie pachniesz.
Matt wyglądał na lekko zdziwionego, jednak uśmiechnął się do Chrisa, by to ukryć. Zdał sobie sprawę, że to były chyba jedyne miłe słowa blondyna, jakie usłyszał w swoją stronę, a uśmiech na jego twarzy poszerzył się bez jego woli. Nie odpowiadając na to stwierdzenie, poczochrał Chrisa po i tak wiecznie rozczochranych włosach i wstał.

- A teraz się zbieraj, niedługo zaczynamy lekcje – powiedział, wciąż się uśmiechając. Po czym odwrócił się i z głową pełną sprzecznych myśli, podszedł do swojego łóżka. Słysząc, jak blondyn powoli wstaje, chwycił książkę, która umili mu czekanie na Chrisa.


Wiem, wiem, wiem. Spóźnione, ale jest. Nie wiem, czemu spóźnione, po prostu… zapomniałam. A potem jakoś nie miałam czasu, ale już jest. W sumie, to tylko dwa dni. Do tygodnia to prawie nie spóźnienie XD.
A tak swoją drogą, to lubię ren rozdział. Aczkolwiek zdecydowanie wolę to, co dzieję się dalej. Na jaw wychodzi pewna dosyć ciekawa i dosyć znacząca rzecz, aczkolwiek nic nie zdradzę. Czekajcie w niepewności.
Dobra, a teraz lecę dalej oglądać serial, bo skończył się w bardzo ciekawym momencie.
Do zobaczenia w… grudniu! 

1 komentarz:

  1. Witam,
    muszę mię powiedzieć, ze rozdział wspaniały... ten sen był taki rzeczywisty... i o wiele lepiej jest teraz między chłopakami...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń