I
kolejny one shot. Tym razem ten nie ma tytułu (miałam go zapisanego „Z
piosenką”, tak więc tego…). Ktoś kojarzy piosenkę? J Na pewno! Aczkolwiek i tak napiszę.
Piosenka Niepokonani zespołu Perfect. To ważna dla
mnie piosenka, z bardzo ważnym tekstem. Przypomina mi dobre czasy bez tylu
zmartwień, co teraz. Znaczy, może inaczej. Bez tak poważnych problemów, jak
teraz, o. To bardziej prawdziwe. I tak, nie ma akapitów, wiem. W następnym one
shocie już będą, obiecuję (tak, specjalnie już sobie wybrałam one shot na
następny miesiąc XD). Co jeszcze mogę napisać? Nie lubię tego opowiadania. Po
prostu nie lubię, nie wiem czemu. Aczkolwiek mam napisaną nawet datę, kiedy ono
powstało. Mianowicie 27.06.2009 jeśli to kogoś interesuje. Kurczę, czyli aż
cztery lata temu, jak ten czas leci. K, i to chyba tyle, bo rozpisuję się o
głupotach.
Enjoy~!
Zawsze myślałam, że kłótnie nie są takie straszne.
Myliłam się. Nawet nie wiecie, jak bardzo… Myślałam, że Aoi zawsze będzie tylko
mój. Chciałam go dla siebie. Tylko dla siebie. Nadal chcę, ale teraz… to już
niemożliwe. On kocha inną. Mnie skreślił. Dla niego jestem kolejną nic nie
znaczącą zdobyczą, którą w sobie rozkochał, a potem złamał jej serce. Tak było
i tak pozostanie. Nie wierzę, by on był zdolny pokochać kogoś naprawdę. Chociaż
może i ja też zawiniłam. Przecież mówił mi, że to mnie kocha, że się zmienił, a
ja… mu wierzyłam, i nadal wierzę. Może wszystko to, co było takie piękne,
zepsułam właśnie… ja. Byłam zazdrosna. Właśnie o to się z nim pokłóciłam,
powiedział mi, że za bardzo się tym przejmuję. Od tego się zaczęło.
Powiedziałam parę słów za dużo i…
Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Dopiero potem to zrozumiałam. Popełniłam chyba
największy błąd w swoim życiu. Mówiąc, że go nienawidzę, skreśliłam naszą
wspólną drogę do szczęścia. Tych parę słów za dużo, wykrzyczanych prosto w jego
twarz. Jego zaszklone oczy, zdziwiona mina. Moje łzy i moja bezsilna złość. I
trzaskające drzwi, gdy wychodził. Oraz poczucie beznadziejności, wiedząc, że to
już koniec szczęścia…
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Koniec. Naprawdę koniec. Chciałam to jeszcze
naprawić. Próbowałam, naprawdę się starałam. Codziennie. Jednak mi się nie
udało. I ponownie to uczucie beznadziejności, przytłaczające wszystkie myśli.
Rozdarcie serca, i ten ból. Ten straszny ból… A najgorsze było to, że sama to sobie
zrobiłam. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że skażę się na takie cierpienie,
nigdy bym się tego nie podjęła. Oszczędziłabym cierpienia i sobie, i jemu.
Jednak chcę spróbować jeszcze raz. Naprawdę ostatni…
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da
Poszłam do niego. Udało mi się nakłonić go na
spacer. Już z tego cieszyłam się jak dziecko. Jego szare oczy lśniły w
promieniach południowego słońca. I te jego czarne włosy targane wiatrem.
Brakowało mi tego i zdałam sobie sprawę, że nie potrafię bez niego żyć.
Powiedziałam mu o tym. Nie odpowiedział, a w moich oczach zebrały się łzy, bo
wiedziałam, że nie odpowie. Teraz dla niego ja nie znaczę już nic. Ale on dla
mnie jest wszystkim… Zanim mu to powiedziałam, zaczął się oddalać. Chciał mnie
zostawić. Na zawsze. Przechodził przez ulicę. Nie zauważył nadjeżdżającego zza
zakrętu samochodu. A ja usłyszałam tylko pisk opon. I po chwili poczułam coś
ciepłego na skórze. To była krew…
Gdy ktoś, kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Wybiegłam na jezdnię. Nie chciałam widzieć tego, co
się stało. Nie chciałam w to wierzyć. Przecież to nie mogła być prawda, nie to…
Zaczęłam uciekać. Minęłam samochód, w którym leżał nieprzytomny kierowca. Nie
obejrzałam się za siebie. Nie umiałam. Chciałam biec tak długo, aż opadłabym z
sił, ale gdy usłyszałam klakson zatrzymałam się. Nie byłam zdolna się poruszyć.
Zza rogu wyjechał kolejny samochód, a ja stałam mu na drodze. I nie ruszyłam
się stamtąd…
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie.
Witam,
OdpowiedzUsuńwspaniale, aż wyciska łzy z oczu.... bardzo dobrze przedstawione emocje, zdarzenia...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia