Lekcja o dziwo zleciała mu bardzo szybko.
Mimo, że nie cierpiał matematyki, sam nauczyciel nie był wcale taki zły. Na
pewno znał się na tym, co uczył, a nie jak poprzedni nauczyciele Chrisa. To na
pewno był wielki plus, zdaniem blondyna, dla pana Robertsa.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę,
wszyscy opuścili klasę, Chris pożegnał się z Willem i wraz z Mattem podeszli do
biurka profesora.
- A
tak, wasz szlaban – powiedział nauczyciel, zbierając notatki z dzisiejszej
lekcji z biurka. – Chodźcie do mojego gabinetu.
Skierował
się do drzwi, które były w klasie, niedaleko tablicy. Tam właśnie mieścił się
gabinet profesora, dzięki czemu nie musiał za każdym razem wychodzić z jednego
pomieszczenia na korytarz, by dostać się do drugiego.
Chris i Matt weszli za nim do
pomieszczenia, gdzie na biurku już czekały na nich białe teczki. Zupełnie jak w
jakimś więzieniu, pomyślał Chris, jednak nic nie powiedział.
- Za
chwilę mam następną lekcję i ufam, że mogę was tutaj zostawić samych, prawda?
Oboje
skinęli głowami, a pan Roberts zabrał materiały na następną lekcję z jednej z
szafek i z lekkim uśmiechem opuścił swój gabinet. Gdy tylko zamknęły się za nim
drzwi Matt bez słowa podszedł do biurka, usiadł na krześle i spojrzał na białe
teczki.
-
Dużo tego? – zapytał Chris. Matt spojrzał na niego, jak na idiotę i wskazał
głową stertę teczek. Blondyn miał ochotę walnąć się twarz.
Skup się, idioto. To było naprawdę głupie,
nawet jak na ciebie.
-
Podzielmy to po połowie – powiedział Chris, podchodząc do biurka. Matt
wyznaczył jedną połowę blondynowi, a drugą zostawił dla siebie. Przez chwilę układali
w ciszy, aż w końcu Chris ponownie się odezwał:
- To
co powiedział Will o tobie…
-
Nie musisz się tłumaczyć.
-
Ale chcę – naciskał Chris. – Jak ci powiem zrobi mi się lepiej.
-
Niech będzie, zamieniam się w słuch. Co takiego miałeś na myśli mówiąc temu
całemu Willowi, że mnie nie lubisz? Może chcesz mi powiedzieć, że nic takiego
nie powiedziałeś, ale nie myśl, że w to uwierzę.
-
Powiedziałem, tego się nie wyprę. Ale powiedziałem to po tym, jak byłem na
ciebie wkurzony, gdy nie chciałeś mnie wypuścić z tego gabinetu i spóźniłem się
na spotkanie z Willem.
-
Powiedziałeś mu, że nie chciałem cię wypuścić? – zapytał Matt.
-
Nie, nie do końca…
- To
w jakim momencie powiedziałeś, że mnie nie lubisz, jak nie w momencie
opowiadania, jaki to ja zły i niedobry?
Sprytny,
pomyślał Chris.
-
Jakoś tak wyszło…
-
Lepiej ci chociaż?
-
Nie, wprost przeciwnie. Nie chcę, żebyś myślał, że myślę, że jesteś głupi, czy
coś w tym stylu.
-
Mówiłem ci już, że strasznie komplikujesz swoje wypowiedzi? – zaśmiał się.
Chris również się uśmiechnął.
-
Naprawdę jestem taki nie do polubienia? – Szarooki posłał uśmiech do Chrisa,
tym razem bez żadnej kpiny.
-
Nie wiem – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Znam cię od dwóch dni i raz myślę o
tym, żeby cię zabić, a czasem jesteś nawet… znośny.
Matt
wybuchł śmiechem. Chris spojrzał na niego zdziwiony.
-
Cóż, znośny to jeszcze nie tak źle – powiedział, gdy już się uspokoił. – A
teraz bierzmy się do roboty, nie chcę spędzić tutaj całego popołudnia.
Chris
przytaknął, też nie miał zamiaru siedzieć tutaj zbyt długo. Szczególnie, że
Will obiecał na niego poczekać, jak skończy obiad.
~*~
Stos papierów, które mu zostały do
posegregowania stawał się coraz mniejszy, a po godzinie naprawdę niewiele mu
pozostało. Stwierdził, że jeżeli skończy wcześniej, niż Matt, to po prostu stąd
wyjdzie. Przekaże posegregowane papiery szarookiemu i pójdzie spotkać się z
Willem. Chyba to dodało mu sił, żeby to wszystko posegregować.
-
Skończyłem – powiedział Matt, a Chris spojrzał na niego. – Czekać na ciebie?
Chris
zawahał się, ale w końcu zaprzeczył. Powiedział, że już sobie poradzi. Sam
niedługo kończy, odłoży papiery na miejsce i wyjdzie niedługo za Mattem.
-
Jak tam chcesz – stwierdził Matt. – Do zobaczenia później.
Blondyn
nie odpowiedział. Szarooki nie wiedział nic o tym, że Chris wcale nie wraca tak
szybko do pokoju. Stwierdził, że Matt wcale nie musi o tym wiedzieć.
Skończył segregować papiery, podpiął do
swoich te, które zrobił Matt i schował do szuflady. Wyszedł z gabinetu pana
Robertsa i skierował się ku schodom. Jeszcze zanim zszedł zobaczył Willa,
stojącego na dole. Chłopak uśmiechnął się, gdy tylko zobaczył Chrisa i podał mu
kilka zawiniętych w serwetkę tostów.
-
Pomyślałem, że możesz być głodny – powiedział, a Chris, wdzięczny mu za to,
zaczął jeść z apetytem. – Gdzie idziemy?
Blondyn
wzruszył ramionami, zbyt zajęty wcinaniem tosta.
-
Może mój pokój? – zaproponował Will.
-
Pewnie – ucieszył się. – Zobaczę, gdzie cię ulokowali.
Will
ruszył korytarzem w lewo, a Chris poszedł za nim. W tej części szkoły jeszcze
nie był, dlatego rozglądał się ciekawie. Jednak zdał sobie sprawę, że ta część
wygląda bardzo podobnie, jak pozostałe. A raczej ta jedna – środkowa – w której
przebywał. Zastanowił się nad tym, przecież ten budynek był tak ogromny, że
spokojnie mógłby robić za coś innego.
-
Duża jest ta szkoła – powiedział do Willa, wycierając dłonie o spodnie, gdyż
właśnie skończył jeść.
-
Kiedyś był to hotel – wyjaśnił Will. – Dopiero później zrobili z tego prywatną
szkołę. Jeszcze wtedy nie była to szkoła tylko dla jednej płci. Stąd takie
rozmieszczenie pokoi. Po lewej stronie, czyli w tej, której jesteśmy teraz,
były pokoje chłopców. Po prawej – dziewczyn.
- A
co tam teraz jest?
-
Też pokoje. Ale są pozamykane. Są używane tylko w ostateczności. – Will
spojrzał na niego przez ramię i uśmiechnął się. – A po środku, tam gdzie ty
masz pokój, były klasy.
-
Nadal są tam klasy – zauważył Chris.
-
Owszem, na pierwszym piętrze. Ty masz pokój na drugim i tam też były klasy. W
którymś tam roku wszystko przeremontowali, zakładam że to wtedy postanowili
zrobić tę szkołę tylko dla chłopców. Teraz teoretycznie działają tylko dwie
części tego budynku z czterech.
-
Czterech? – zdziwił się Chris. – Przecież jest lewa część, środkowa, no i
prawa, która nie działa.
-
Nie tyle nie działa, co jest zamknięta. Ale jest też tylna część.
-
Tylna?
-
Tak, która też jest zamknięta. – Zatrzymał się i odwrócił do Chrisa.
- Co
tam jest?
-
Nie mam pojęcia – opowiedział i spojrzał na drzwi, przy których stali. – To
tutaj.
Chris
również spojrzał na drzwi, a raczej na ich numer. Zdążył zauważyć, że numeracja
pomieszczeń jest zupełnie przypadkowa. Tak, jakby ktoś chciał zabawić się
kosztem wszystkich, którzy będą błądzić po całym budynku w poszukiwaniu
odpowiednich drzwi.
-
Ach, zapomniałem ci powiedzieć, że jest tam mój współlokator. Ale nic się nie
martw, on jest dla mnie, jak brat. – Otworzył drzwi i wszedł do środka. –
Cześć, Charlie. Mam gościa.
-
Cześć. Kogo tam ze sobą przyprowadziłeś?
Chris
trochę niepewnie wszedł za Willem i zobaczył wysokiego chłopaka z długimi,
brązowymi włosami. Z jednej strony były lekko wygolone. Miał również duże,
brązowe oczy, które bacznie przyglądały się Chrisowi.
-
Cześć – powiedział, wstając z łóżka i wyciągając rękę do blondyna. – Charlie
jestem. Przyjaciel Willa.
-
Chris. – Uścisnął jego dłoń.
-
Miło cię poznać, Chris. Musisz być tym chłopakiem, o którym opowiadał mi Will.
-
Tak, to właśnie ten Chris – powiedział Will. – To właśnie z nim obmyślam
wspólną ucieczkę z tego więzienia.
-
Świetnie. Zabiorę się z wami, jak wpadniecie na coś dobrego. – Uśmiechnął się i
usiadł na łóżku, chwytając książkę, która tam leżała. – A teraz was przeproszę
i zagłębię się w cudowny świat fantasy.
-
Pewnie – powiedział Will i usiadł na łóżku. – Siadaj, Chris.
Blondyn
usiadł obok niego i rozejrzał się po pokoju. Był zdecydowanie mniejszy, niż
ten, który dzielił z Mattem. Powiedział o tym Willowi.
-
Zapewne – odparł. – W końcu tam kiedyś były klasy. Wydaje mi się, że ten cały
remont polegał na wstawieniu ściany pośrodku, by powstały dwa niezależne pomieszczenia.
- To
by wszystko wyjaśniało – powiedział Chris. – Ale to trochę niesprawiedliwe.
-
Ej, ciesz się. Możesz się uważać za vipa.
- Z
chęcią oddałbym mój pokój za wolność. Dorzuciłbym współlokatora.
Will
jedynie uśmiechnął się, a Chris zwrócił uwagę na wystrój pokoju. Na ścianach
wisiały plakaty nieznanych mu zespołów, a na biurku i, jedynym w tym
pomieszczeniu, stoliku nocnym walały się różne płyty, wycinki z gazet i zeszyty
na nuty.
-
Można je wieszać w pokojach? – zapytał Chris, wskazując głową plakaty.
-
Raczej nie – odpowiedział Will. – Ale kogo to obchodzi?
Zaśmiali
się oboje, a Chris nagle przypomniał sobie o dziwnym śnie. Wspomnienie tego
męczyło go cały dzień i zastanawiał się, w jaki sposób opowiedzieć o tym
Willowi. Chciał się dowiedzieć, czy to może coś znaczyć, a Will przyznał, że
interesuje się interpretacją snów. Nie bardzo wiedział, jak ma zacząć. Nie
chciał zdradzać dokładnie, kto mu się śnił, miał nadzieję, że to nie będzie
potrzebne do interpretacji.
-
Miałem ostatnio dziwny sen – zaczął ostrożnie.
-
Sen? Opowiedz.
-
Śniła mi się pewna osoba… – Spojrzał na Willa. – Za którą nie przepadam.
Will
zaśmiał się, a Chris spojrzał na niego z wyrzutem i lekkim przerażeniem, bojąc
się że domyślił się o kogo może chodzić.
- To
trochę zabawne – wyjaśnił Will. – Jeżeli ktoś ci się śni, to znaczy, że
tęsknisz za tą osobą. Ewentualnie podświadomie o niej myślisz.
- A
jeżeli ta osoba mnie całuje? – zapytał Chris. – Oczywiście w tym śnie.
-
Pocałunek może oznaczać tęsknotę do czułej miłości – powiedział, a Chris
prychnął. – Albo po prostu sympatię do tej osoby.
Chris
zamyślił się. Nie był pewien, co do swoich uczuć wobec Matta. Irytował go,
czasem przerażał, ale chyba w pewnym sensie może i go lubił. Był to typ osoby,
którą nie umiał rozszyfrować od razu, już wcześniej zdał sobie sprawę, że jest
intrygujący. Nie miał wątpliwości, co do Willa, był pewny że go polubił, ale
jeżeli chodziło o Matta… to sam nie wiedział.
-
Jesteś pewien, że śniła ci się osoba, której nie lubisz? – Will wyrwał go z
zamyślenia.
-
Nie – odparł zgodnie z prawdą. – Nie ważne, może coś pokręciłem. Zapomnij o
tym.
-
Jak chcesz. – Will wzruszył ramionami. – Ej, chcesz spróbować swoich sił na
gitarze?
-
Dobra, tylko się nie śmiej! – powiedział blondyn, gdy Will wstał po gitarę. –
Nie znam się na tym.
Stwierdziłam,
że podzielę to na dwie części. I tak już zostanie raczej do końca tego
opowiadania, gdyż rozdziały moim zdaniem są trochę długie i niektórych mogą one
po prostu przerastać. Zresztą wciąż stoję na początku 9 rozdziału, a ostatnio
mam naprawdę mało czasu by pisać akurat to opowiadanie (a dlaczego – pochwalę się
kiedy indziej, ale ma to naprawdę bardzo duży związek z pisaniem ^^). Dlatego w
tym miesiącu jedna część 7 rozdziału, a za miesiąc następna. W międzyczasie
będzie jeszcze jakiś shot, o to się nie martwcie. Myślę, że to dosyć dobre
rozwiązanie, zważywszy na to, że lepiej teraz zamieszczę mniej, niż później
blog by sobie stał przez jakieś 2-3 miesiące bez niczego, bo nie nadążałabym z
pisaniem nowych rozdziałów. Dlatego bądźcie wyrozumiali, robię to dla Was J. I cóż, w tym miesiącu to na
razie tyle, do zobaczenia na początku następnego!
Ah,
no i zaprasza na aska, jak ktoś ma ochotę: http://ask.fm/NezumiSkrillex
Witam,
OdpowiedzUsuńrozdział jest wspaniały... Chris wyjaśnił z Matem tą niefortunna sprawę.... wiele też dowiedzieliśmy się na temat samej szkoły...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia