sobota, 12 października 2013

Rozdział VII, część 2

     Will uczył go najprostszych chwytów, ale szybko okazało się, że Chris nie ma co do tego talentu. Mimo, że Will obiecał, że nie będzie się z niego śmiał, to nie mógł się powstrzymać. Nawet Charlie oderwał się od lektury i przypatrywał gitarowym zmaganiom Chrisa.
- To trudniejsze, niż myślałem – tłumaczył się Chris. Dopiero pod sam koniec udało mu się zagrać coś na wzór tego, co pokazywał mu Will. Mimo że prawie nic mu nie wychodziło przy gitarze, to musiał przyznać, że miał z tego ubaw i kompletnie stracił poczucie czasu. Dlatego przeżył niemały szok, gdy spojrzał na zegarek.
- Już prawie godzina po ciszy nocnej – powiedział, stając w popłochu z łóżka i biorąc swoją torbę. – Muszę się zbierać.
- Już tak późno? – zdziwił się Will, chwytając zegarek, stojący na szafce. – Charlie, on dobrze chodzi?
- Tak – odpowiedział. – Chris, musisz częściej wpadać. Zaginasz czas.
Blondyn uśmiechnął się, pożegnał Willa i Charliego, zapewniając że sam trafi do pokoju i wyszedł na ciemny korytarz. Starał się iść najciszej, jak to możliwe, modląc się w duchu, by nie wpaść na jakiegoś nauczyciela. Doszedł do końca korytarza i znalazł się w miejscu, w którym spotkał się z Willem. Zaczął powoli wchodzić po schodach. Minął pierwsze piętro i zaczął wspinać się wyżej. W końcu, nie wierząc w swoje szczęście, znalazł się przy drzwiach od swojego pokoju. Nacisnął klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Dopadła go chwilowa panika, ale przypomniał sobie o kluczu, który powinien mieć w kieszeni. Po przyjeździe znalazł go na swoim stoliku nocnym, a Matt wyjaśnił, że to klucz od pokoju. Sięgnął do kieszeni spodni, ale znalazł tam tylko telefon. Zaczął przeszukiwać wszystkie możliwe kieszenie oraz torbę, próbując nie panikować. Jednak, mimo iż przeszukał wszystko, klucza wciąż nie było.
Wziął głęboki oddech, analizując co może zrobić w tej sytuacji. Mógł zejść do woźnego po zapasowy klucz, jednak wiązało się to z ogromnym ryzykiem. Mógł też wrócić do pokoju Willa i Charliego, jednak po drodze mógł zostać przyłapany, a poza tym nie chciał im sprawiać kłopotu. Pozostała też trzecie opcja – mógł po prostu zapukać, licząc na to, że Matt mu otworzy. Westchnął i zapukał. W cichym korytarzu usłyszał kroki za drzwiami, które po chwili uchyliły się lekko. Chris zobaczył szare oczy współlokatora.
- No kto to postanowił w końcu wrócić? – Matt otworzył trochę szerzej, jednak nie na tyle, by Chris mógł wejść.
- Zgubiłem klucz – wymamrotał blondyn.
- Ten klucz? – zapytał Matt i z kieszeni spodni wyjął to, czego Chris tak usilnie przed chwilą szukał.
- Zabrałeś mi go?
- Gdzieżbym śmiał? – Ten uśmiech! – Zostawiłeś go.
Przez chwilę zastanawiał się nad tym, ale uznał że rzeczywiście mógł zostawić klucz w pokoju. Już wcześniej, w domu, często mu się to zdarzało.
- Wpuścisz mnie? – zapytał w końcu. Matt uśmiechnął się i Chris wiedział, że ten uśmiech nie wróży niczego dobrego. Nawet podejrzewał o co zaraz zapyta szarooki.
- A co będę z tego miał? – Oczywiście, właśnie tego się spodziewał.
- Będziesz miał podbite oko, jak mnie nie wpuścisz – odpowiedział, choć nie miał wielkich nadziei, że to poskutkuje.
- Jeżeli dosięgniesz – odparł Matt ze śmiechem. Chris starał się panować nad nerwami. Po raz kolejny westchnął i zapytał:
- A co chcesz?
- Drugie z moich trzech życzeń. Załatw mi zwolnienie z zajęć fizycznych.
- Co? Przecież to niewykonalne!
- To łatwiejsze, niż myślisz.
- To czemu sam tego nie załatwisz, co?
- Bo moja nienaturalnie piękna twarz jest nie do zapomnienia, ale nazwisko już niekoniecznie. Dlatego jeżeli ty pójdziesz z moim identyfikatorem i poprosisz o zwolnienie, to uwierz mi, nie powinieneś mieć większych problemów.
Chris zastanowił się, chciał odmówić, jednak na schodach usłyszał kroki. Spojrzał z przerażeniem na Matta, który udał, że nic nie słyszy.
- Zgoda – powiedział, a szarooki odsunął się. Chris wpadł do pokoju i cicho zamknął za sobą drzwi. Jeszcze przez chwilę słyszał kroki na korytarzu, bez wątpienia był to jakiś nauczyciel. Odetchnął z ulgą dopiero, gdy kroki całkowicie ucichły i spojrzał z wyrzutem na Matta.
- Jesteś okropny – wycedził przez zaciśnięte zęby, a szarooki zaśmiał się. – Zapamiętam to sobie, nie myśl, że nie.
- W porządku, Chrissy. Zapamiętuj sobie, co chcesz – powiedział Matt, siadając na swoim łóżku. – A po zwolnienie dla mnie możesz się wybrać w piątek. Do tego czasu wszystko ci dokładnie wyjaśnię.
Blondyn nic nie odpowiedział. Podszedł do szafy, wyjął coś, co nadawało się do spania i skierował się do łazienki. Marzył już tylko o tym, by jak najszybciej się położyć i zasnąć.
~*~
     Dopiero, gdy leżał już pod ciepłą kołdrą, zdał sobie z czegoś sprawę. Na początku myślał, że albo Matt się pomylił, albo to on się przesłyszał. Jednak dokładnie pamiętał, że szarooki powiedział o dwóch życzeniach z trzech.                                                                                                
     Czyli że jedno… Nie pamiętał tylko…
     I nagle coś sobie uświadomił. Usiadł na łóżku i spojrzał na śpiącego Matta.
- Nie – powiedział do siebie i ponownie się położył. – To był tylko sen.
Jednak nie dawało mu to spokoju. Ponownie usiadł i powiedział do siebie:
- Niemożliwe. Chociaż może.
Ponownie spojrzał na sąsiednie łóżku i na śpiącą w nim postać.
- No nie wierzę.
- Zamkniesz się w końcu, czy trzeba się uciszyć? – usłyszał stłumiony głos Matta. Nie zwrócił na niego większej uwagi, zbyt zaaferowany swoim odkryciem. Przyłożył palce do ust, przypominając sobie sen, który niekoniecznie był snem.
- Okłamałeś mnie – powiedział w końcu, a Matt podniósł głowę, by na niego spojrzeć. – To nie był sen.
- O czym ty bredzisz? – Tym razem to szarooki usiadł na łóżku. – Znowu śni ci się coś dziwnego?
- Nic mi się nie śni! – powiedział, chwycił swoją poduszkę i rzucił nią w Matta. Ten, kompletnie na to nieprzygotowany, oberwał nią w głowę.
- O co ci chodzi? – Wstał, biorąc poduszkę Chrisa i podszedł do niego.
- O co mi chodzi? Jeszcze się pytasz? – Chris również wstał, wyrwał mu poduszkę i rzucił nią gdzieś w bok. – Najpierw robisz mi… takie coś, wmawiasz, że to był sen i robisz mi totalny mętlik w głowie, by potem udawać, że nic się nie stało?!
- Chrissy… – zaczął Matt, ale blondyn nie dał mu dokończyć.
- Co ty sobie w ogóle wyobrażasz, co? Jesteś, jesteś…
- Uspokój się!
Chris aż podskoczył. Spojrzał na Matta i zobaczył to, czego tak bardzo się obawiał. Ten wzrok szarych oczu. Mógłby przysiąc, że te oczy lustrują jego duszę i poczuł się nagle strasznie niekomfortowo. Jakby zajmował swoim ciałem zbyt wiele miejsca. Zdał sobie sprawę, że dyszy lekko po swoim wybuchu złości i spróbował wyrównać oddech. Dopiero wtedy odważył się spojrzeć na Matta.
- Nie okłamałem cię – powiedział spokojnie szarooki, zanim Chris zdążył się odezwać. – Przypomnij sobie dokładnie pytanie, które mi wtedy zadałeś.
- Pytałem, czy mnie pocałowałeś – odparł Chris z wyrzutem. – A ty powiedziałeś, że nie.
Matt westchnął i przymknął oczy. Przez chwilę blondyn rozważał odsunięcie się na bezpieczną odległość, w końcu pamiętał, jak wyglądał Sebastian po „kłótni” z Mattem. Jednak zrezygnował z tego, postanowił nie uciekać.
- Nie, Chrissy. Zapytałeś wtedy, czy pocałowałem cię wczoraj – wytłumaczył, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – A o ile pamięć mnie nie myli, to pocałowałem cię tego samego dnia, w którym później zadałeś mi to pytanie.
Przez chwilę Chris patrzył na niego tępo, lecz w końcu zrozumiał. Poczuł, że musi natychmiast usiąść i osunął się na łóżko.
- No, to skoro wszystko wyjaśnione, to ja wracam spać – powiedział Matt i odwrócił się od blondyna.
- Czekaj – powiedział cicho, a szarooki zatrzymał się i spojrzał na niego. Sam nie wiedział, od czego ma zacząć. Miał tyle pytań, które bał się zadać. Nie był pewny, czy po prostu pytać, czy od razu rzucić się na Matta z pięściami.
- O co jeszcze chodzi? – zapytał szarooki, gdy Chris się nie odzywał.
- Przecież jesteśmy… – zaczął Chris, ale Matt nie był pewny, czy mówi do niego. – Chłopakami. Obaj.
- Nie zadręczaj się tym tak. – Matthew podszedł do niego. Usiadł obok i delikatnie położył rękę na jego ramię. – Nie warto. Po prostu się stało.
- Po prostu się stało? – powtórzył, niedowierzając i strzepnął jego rękę z ramienia. – To, co się stało, nie miało prawa się stać.
Mimo woli, Matt zaśmiał się, słysząc kolejne poplątane zdanie. Zauważył, że gdy Chris zaczyna się denerwować, to kompletnie zaczyna gubić się w tym, co mówi. Jakby nie było, brzmiało to komicznie, szczególnie wypowiadane z taką powagą.
- Przestań się śmiać! To poważne! – Chris podniósł głos, a Matt zaczął śmiać się jeszcze bardziej, mimo najszczerszych chęci zachowania powagi. – Możesz mi wyjaśnić, co w tym takiego śmiesznego?!
Matt spróbował się uspokoić i dopiero, gdy przestał się śmiać, spojrzał na blondyna.
- Całuje cię chłopak i robisz o to tyle szumu, jakby wybuchła co najmniej wojna – powiedział Matt, patrząc na Chrisa z tym swoim typowym uśmiechem.
- Czy ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, co zrobiłeś? – zapytał Chris. – Pocałowałeś…
- Pocałowałem, pocałowałem. Skończ – przerwał mu Matt, wstając z łóżka. – To nawet nie był porządny pocałunek.
- Nie był… pocałunek? Co?
- Oczywiście, że nie – zaśmiał się, po czym jedną ręką popchnął go na łóżko i nachylił się nad nim. Na początku Chris poczuł jedynie miękką poduszkę pod głową, a dopiero potem usta Matta na swoich. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, szarooki wepchnął mu język do ust, a z gardła blondyna wyrwał się niepohamowany jęk. Znowu poczuł to dziwne gorąco, jak poprzednio i już miał odepchnąć Matta, gdy ten sam się odsunął.
- Dopiero to był pocałunek – powiedział tak cicho, że Chris nie był pewien, czy czarnowłosy rzeczywiście się odezwał. Dopiero po chwili odważył się spojrzeć na niego, przygotowany na ten kpiący uśmiech, ale ku jego zdziwieniu Matt się nie uśmiechał. Stał nad nim, a blondyn nie potrafił wyczytać niczego z jego twarzy.
     Chris powoli podniósł się do pozycji siedzącej, a Matt odwrócił się i podszedł do swojego łóżka.
- Dobranoc – rzucił tylko i szczelnie okrył się kołdrą.

     Chris westchnął, patrząc na czarną czuprynę współlokatora, wystającą spod kołdry. Po raz kolejny Matt zostawia go z natłokiem myśli oraz pytaniami, których – zamiast ubywać – jest coraz więcej.



Dobra, tak więc jest druga część 7 rozdziału. Mam nadzieję, że Wam się podoba i nie pytajcie, czemu wklejam go w nocy… Nadal tkwię na początku 9 rozdziału i nie mogę wybrnąć, ale mam nadzieję, że jednak niedługo mi się uda. W międzyczasie wciągnęło mnie inne opowiadanie, które piszę i które zapewne pojawi się tutaj jako one shot, choć jeszcze będę musiała to przemyśleć.
Właśnie, zanim zapomnę. Chciałam bardzo serdecznie podziękować jednej z mojej czytelniczek, która praktycznie pod każdym moim postem zostawia motywujący mnie do dalszej pracy komentarz. Tak więc dziękuję Ci droga Basiu za tyle pozytywnej energii w komentarzach i za Twoją opinię, bo jest to dla mnie ważne. Czasami naprawdę dopadają człowieka chwile zwątpienie, gdy publikuje swoją pracę i ma wrażenie, jakby pokazywał je duchom. Dlatego, gdy tylko widzę jakikolwiek komentarz, to na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
Myślę, że napisałam o wszystkim, o czym chciałam, dlatego ja się z Wami już pożegnam i do zobaczenia na początku listopada! Trzymajcie się cieplutko do tego czasu, bo na zewnątrz coraz zimniej!

1 komentarz:

  1. Witam,
    wspaniały tekst... Matt to się czepia słówek.... zakrzywienie czasu... dobre...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń