W
końcu mi się przypomniało, wybaczcie ;___;
W
sumie nie mam nic ciekawego do powiedzenia oprócz tego, że Święta minęły mi
okropnie, ale za to Sylwester cudownie.
Kolejne
opowiadanie, które znalazło się na stronie www.straszne-historie.pl
Ze względu
na treść jest +18, miłego czytania :)
Nie
musisz umierać, żeby być martwym. To jedno zdanie znam aż za dobrze. Każdego
dnia odczuwam je coraz mocniej, choć tak usilnie staram się je ignorować. Mam
wrażenie, że stoję na granicy, w ciemności, w beznadziei, zupełnie sam. Choć
mam wokół siebie ludzi, jednak zdają się oni być z innego świata. Czuję się
samotny, odrzucony, jak śmieć. Jestem już zmęczony. Udawaniem, uśmiechaniem
się, życiem. Wszystkim. Powoli zaczynam mieć tego dosyć, choć sam nie umiem
dokładnie powiedzieć, co tak naprawdę jest nie w porządku. Znowu jestem w tym
dziwnym stanie otępienia, jest mi wszystko jedno. Jest tak źle, że nawet nie
płaczę. Zresztą, nie umiem płakać, już nie. Wylałem wszystkie łzy, jakie
kiedykolwiek miałem. Dosięgnąłem limitu, którego nie da się już przekroczyć. Po
prostu wszystko mi jedno. Stojąc przed lustrem nie mam pojęcia, na kogo patrzę.
Ten „ja” z odbicia to nie ja. Ten prawdziwy już dawno odszedł. Popełnił
samobójstwo. Z uśmiechem na twarzy przyłożył lufę do skroni i pociągnął za
spust. Jego krew rozbryzgała się na ścianie wielkim, szkarłatnym, tak
niesamowicie pięknym kwiatem. To dosyć przerażające, ale jest w tym coś
niezwykłego, coś od czego dostaję gęsiej skórki. Gdy myślę o tym coraz
bardziej, coraz intensywniej, moje ciało w końcu zaczyna reagować w jeden
sposób. Dostaję silnej i bolesnej erekcji, wyobrażając sobie, jak krew powoli
spływa z moich nadgarstków, jak płynie w dół – po dłoniach, by w końcu kropelka
po kropelce utworzyć czerwone kleksy pod moimi bosymi stopami. To trochę, jak
zabawa w psychologa.
Co
ci przypomina ten kleks? Motyla, takiego
pięknego z czerwonymi skrzydłami. A ten na co ci wygląda? Ten wygląda, jak
słońce z krwawymi promieniami. I ostatnia próba, co widzisz tutaj? O, ten jest
najbardziej interesujący. Przypomina mi potwora. Lekarz by spytał – jakiego
potwora? W tym momencie uśmiecham się szeroko, bo odpowiedź bardzo mnie bawi.
Lecz zanim odpowiem, sięgam po żyletkę, którą z taką chęcią podaje mi lekarz.
Poszerzam nią swój uśmiech, bo odpowiedź naprawdę jest tego warta. To nawet nie
boli, bardziej odczuwam swoją erekcję, choć staram się ją ignorować i uśmiecham
się coraz szerzej i szerzej. Uśmiech od ucha do ucha, jak to mówią. W tym
sensie dosłownie.
Żadnych
przenośni, doktorze, żadnych. Zróbmy to porządnie.
Widzę
jego zniecierpliwiony wzrok, więc uśmiecham się najszerzej, jak mogę. Potwór,
mówię, podczas gdy krew spływa mi po brodzie. Człowiek. Ten kleks przypomina mi
człowieka, największego i najokrutniejszego potwora, jaki istnieje. One nie
mieszkają pod łóżkami, nie chowają się w szafach, ani nie kryją w cieniach. One
chodzę wśród nas, żyją wśród nas, są nami, a my jesteśmy nimi.
Otwieram
oczy i patrzę na swoje odbicie. Żadnej krwi, żadnych skaleczeń, żadnego
uśmiechu. Wzdycham zmęczony, w końcu to był długi dzień. Powstrzymując
ziewnięcie, kieruję się do łóżka, ściągając po drodze ubranie. Jutro kolejny
dzień, następny nic nie znaczący dzień. Zamykam oczy, szepcząc jedno zdanie,
nim zasypiam. Nie musisz umierać, żeby być martwym.
Króciutki oneshot ale za to jaki treściwy. Z pewnością gdybym miała dzisiaj ten jeden z gorszych dni, zaczęłabym się zastanawiać, czy może dzisiaj nie skoczyć z okna. Przyznam szczerze, że opisane tutaj emocje, znam bardzo dokładnie. I muszę przyznać, że cudownie je oddałaś. Też mam jedną sentencję, którą lubię sobie powtarzać przed zaśnięciem, ale to już zostawię dla siebie. Podoba mi się jak konstruujesz zdania, nie są za długie ani za krótkie. Wszystko jest przejrzyste i można spokojnie skupić się na treści. Oby tak dalej. A w wolnej chwili zapraszam http://chotto-matte-ne-bun.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDużo weny ^^
Witam,
OdpowiedzUsuńbardzo króciutki shot, ale za to jak treściwy, emocje wspaniale opisałaś...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia