Zbiegał po schodach, zupełnie nie
przejmując się ilością osób na nich oraz tym, że potrąca co drugą osobę.
Również fakt, że zaraz może spowodować jakiś wypadek nie robił na nim wrażenia.
Po prostu zbiegał, chcąc jak najszybciej zobaczyć się z Willem i choć na moment
zapomnieć o tym, czego się dowiedział. Starał się nie myśleć o tym lecz w
głowie ciągle widział wyraz oczu Pete’a. Starał się wyrzucić to wspomnienie,
ale ono wciąż wracało. Przez całą
rozmowę, którą odbył z Petem gdy Matt i
Sebastian wyszli z pokoju, Chris nie odważył się spojrzeć w jego oczy dłużej,
niż zaledwie kilka krótkich chwil. Które i tak były za długie, bo ich obraz
wrył się w jego świadomość nazbyt wyraźnie. To, jak został sam z Petem w pokoju
było najbardziej niezręczną sytuacją w jego życiu. Gdy tylko ukradkowo na niego
spoglądał, to za każdym razem łapał się na myśli, że taka powaga nie pasuje do
tego chłopaka. Pete bez uśmiechu, to nie… Pete, tak wtedy pomyślał, ale nic nie
powiedział. Czuł się strasznie głupio, przypominając sobie wtedy, jak bardzo
nalegał i jak bardzo Pete próbował go odciągnąć od tego pomysłu. Teraz już
wiedział dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, by nie naciskał na Matta. By
nie pytał. Chris poczuł wtedy, że wkroczył do świata, w którym nie powinno go
być, do którego wtargnął siłą, by potem zdać sobie sprawę, że nie chce tu być,
a powrót jest niemożliwy. Czuł, że to zbyt intymne, zbyt ważne, zbyt naładowane
uczuciami, o których nie powinien wiedzieć, ale które czuł aż nazbyt wyraźnie.
Biły od Matta – zimno, obojętność i złość i od Pete’a – smutek, zrezygnowanie,
poczucie winy. Oboje dali mu je odczuć aż za bardzo, jakby był naczyniem, do
którego przelali swoje emocje.
W końcu znalazł się na dole i rozejrzał w
poszukiwaniu Willa. Cudem wypatrzył go pośród tego tłumu, a jeszcze większym
cudem było to, że dopchał się do niego i to dosyć szybko.
-
Skąd tu tyle ludzi? – zapytał Chris.
-
Właśnie skończyli zajęcia i właśnie jest pora obiadowa.
- W
sumie, to by wszystko wyjaśniało. – Sam zrobił się głody, ale gdy tylko
przypomniał sobie ostatnio odbytą rozmowę, momentalnie odechciało mu się jeść.
Poczekali
aż największy tłum przejdzie obok nich i skierowali się w przeciwną stronę.
Postanowili bez sensu połazić korytarzami i zobaczyć, gdzie są jakie numerki.
Mieli nadzieję dowiedzieć się, dlaczego jest taka numeracja w tym budynku,
chociaż nie liczyli na zbyt wiele. Zaczęli od samego dołu, szli korytarzem w
którym znajdował się pokój Willa i Charli’ego. Rozmawiali o różnych rzeczach,
które tylko przyszły im do głowy, kompletnie zapominając, że chcieli rozwiązać
sprawę z numerkami. W końcu doszli do końca korytarza i wspięli się na następne
piętro. Przeszli kawałek nic nie mówiąc, gdy nagle Will zaczął coś nucić pod
nosem. Chris na początku nie poznał tej melodii, dopiero po chwili zaświtało mu
w głowie, że gdzieś ją już słyszał. Już miał zamiar zapytać o to przyjaciela,
ale gdy tylko spojrzał na jego twarz, przed oczami pojawił się Will z jego snu.
Właśnie stąd znał tę melodię, która – dopiero teraz to sobie uświadomił – była
w jakimś sensie niepokojąca i przyprawiała go o dreszcze. Zrobiło mu się trochę
słabo, poczuł że musi przytrzymać się ściany, żeby nie upaść.
-
Wszystko w porządku? – Will podszedł do niego i chciał położyć rękę na jego
ramieniu, ale Chris odsunął się.
-
Tak, w porządku, tylko coś mi się przypomniało. Muszę natychmiast wrócić do
pokoju.
-
Wnioskuję z twojej reakcji, że to dosyć pilne. – Will uśmiechnął się.
-
Tak, to bardzo pilne. – Również próbował się uśmiechnąć, choć nie wiedział, jak
mu to wyszło.
- To
chodźmy, odprowadzę cię.
-
Nie! – Will spojrzał na niego zdziwiony. – Nie musisz. Poradzę sobie. W sumie,
to muszę pobiec, bo to dosyć pilne…
Weź
się w garść, Chris!
-
Nie musisz się kłopotać, Will, naprawdę. Zobaczymy się jakoś niedługo – dodał,
po czym odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w stronę schodów. Sam nie
wiedział, czemu ucieka. Chociaż jakby się nad tym zastanowić, to Willa nie zna
wcale tak długo. W sumie, Matta zna nawet troszkę dłużej, jeśli być
małostkowym, a od razu wyszedł z założenia, że Willowi ufa bardziej. Matt może
nie był idealnym towarzyszem, ale jego postawa wobec Chrisa zawsze była szczera
i taka sama, chociaż niechętnie przyznawał, że nie potrafi do końca powiedzieć,
co kryje się za tym złośliwym uśmieszkiem. W końcu każdy ma jakieś tajemnice i
Matt jest osobą, która na pewno ma ich pełno, ale czyni go to ludzkim. A z
Willem przecież było inaczej. Obaj po niedługim czasie zaczęli zachowywać się,
jakby znali się od dawna, a przecież wcale tak nie było. Zresztą wcześniej
Chris zawsze miał problemy, by kogoś polubić na tyle, by mu zaufać, dopiero
teraz zaczęło być dla niego dziwne to, że tak szybko otworzył się przed Willem.
Starając się pozbyć wszystkich dręczących
go ostatnimi czasy myśli, znalazł się przy swoim pokoju. Znalazł klucz w
kieszeni spodni i szybko otworzył drzwi. Miał nadzieję zobaczyć Matta, ale się
rozczarował. Czarnowłosego nie było w pokoju, nie było go również w łazience, a
pomysł, żeby pójść go poszukać odrzucił bardzo szybko.
Zrezygnowany usiadł na łóżku, ale
momentalnie się z niego zerwał. Do głowy wpadła mu dziwna myśl. Postanowił, że
pójdzie do pokoju Pete’a i Sebastiana, by porozmawiać z tym pierwszym. Chociaż
doskonale wiedział, że w sumie nie powinien tego robić, chciał, bardzo chciał
ponownie zobaczyć uśmiech na jego twarzy. Chciał dowiedzieć się, dlaczego Matt
traktuje Pete’a w taki sposób, przecież w końcu byli braćmi. I chciał
dowiedzieć się, dlaczego Pete nic z tym nie zrobi, przecież nie mógł pozwolić,
by szarooki traktował go gorzej. Chciał dowiedzieć się, dlaczego tak jest, bo
nagle nabrał przekonania, że gdy tylko się dowie tego wszystkiego, to będzie w
stanie coś z tym zrobić. Sam nie umiał wyjaśnić skąd takie przekonania, ale był
pewny, że może to zrobić. Jednak musiał przede wszystkim porozmawiać z Petem,
dlatego teraz do niego pójdzie, z nadzieją, że Sebastiana nie ma w ich pokoju.
Sam nie wiedział, jakim sposobem trafił
pod właściwe drzwi, posiadając jedynie ich numerek, który kiedyś powiedział mu
Matt. Przez chwilę jeszcze stał, zbierając w sobie całą odwagę, by zapukać. Nie
miał kompletnie pojęcia, co powie Pete’owi, gdy otworzy mu drzwi. Nie
wspominając o tym, co powie, jeśli w progu ujrzy Sebastiana. Przymknął powieki,
wziął głęboki oddech i zapukał. Czekał i miał wrażenie, że minuty leciały, jak
szalone, ale nikt nie otworzył. Zapukał jeszcze raz, nie mając wielkich
nadziei. Nawet nie słyszał kroków w ich pokoju, nic co by świadczyło, że któryś
z nich jest w środku. Rozejrzał się po korytarzu, a gdy uznał że nikogo nie ma,
nacisnął na klamkę i ku jego zdumieniu drzwi otworzyły się. Zobaczył pokój
umeblowany dokładnie tak samo, jak jego i Matta. Niepewnie wszedł do środka i
cicho zamknął za sobą drzwi. Podszedł do jednego z łóżek, gdy nagle odezwał się
jego telefon. Szybko wyjął go z kieszeni, chcąc odczytać smsa. Zdążył jedynie
odblokować klawiaturę, gdy na korytarzu usłyszał odgłos zamykanych drzwi.
Podskoczył, a komórka wypadła mu z ręki prawie pod samo łóżko. Przeklął cicho i
schylił się, by ją podnieść, ale jego wzrok natrafił na coś interesującego. Coś
leżało pod łóżkiem. Bez wahania sięgnął po to. Był to zeszyt, sądząc po jego
stanie dość często używany. Otwierając go, Chris doskonale zdawał sobie sprawę,
że nie jest to zwykły zeszyt, przecież takich nie trzyma się pod łóżkiem. Było
to coś, co ktoś chciał ukryć, a tym kimś okazał się Pete. Blondyn przerzucił
kilka kartek, czytając tylko niektóre fragmenty, ale w końcu natrafił na coś,
co przyciągnęło jego uwagę. Wpis był z niedawna, o czym informowała data na
górze kartki. Chris jeszcze przez chwilę walczył z tym, by odłożyć zeszyt na
miejsce, ale w końcu ciekawość wzięła górę i zaczął czytać.
Dlaczego coraz częściej mam wrażenie, że
nie jestem nikomu potrzebny na tym świcie? Dlaczego pomimo tylu starań wciąż w
mojej głowie coś uparcie krzyczy, że jestem nikim? Tak bardzo czuję, że lepiej
by było dla wszystkich, gdybym po prostu zniknął. Czemu zawsze, gdy się staram,
to nic mi nie wychodzi? Czy aż tak beznadziejną osobą jestem, by zmagać się z
tymi pytaniami każdej nocy? Dlaczego pomimo moich uśmiechów, radości, którą
dzielę się z innymi, nie mogę być optymistą przed samym sobą? Tak bardzo chcę
pomóc innym, chcę ich wysłuchać, starając się nie myśleć o sobie. A mimo tego
zawsze czuję ten cień, stojący tuż za mną, ciągle widzę ciemność w sobie.
Dlaczego mogę sprawiać, że ludzie się uśmiechają, samemu nigdy tak naprawdę się
nie uśmiechnąć? Dlaczego to jedyny powód do ciągłego życia, dalej i dalej,
wciąż codziennie od nowa z tą ciemnością wokół? To jak życie na samym dnie
oceanu, co tak bardzo mnie przeraża. I ta pieprzona niewiedza, czy lepiej opaść
jeszcze niżej, czy znów, po raz kolejny odbić się i pobyć na powierzchni
jeszcze jeden dzień, dzień dłużej, by znów przywołać na czyjąś twarz uśmiech.
Za każdym razem powtarzać sobie „jeszcze trochę”, jakby to coś zmieniało. Nie
zmienia i nigdy nie zmieni, bo mimo tego, że na co dzień gram wiecznego
optymistę, to wiem że tak naprawdę nigdy nie będę potrafił dać sobie samemu
tego, co tak chętnie oddaję innym. Nawet jednego, pieprzonego, szczerego
uśmiechu, na który chyba nigdy nie będzie mnie stać. Szczęście to luksus, na
który ja nie potrafię zapracować. Szczęście to to wszystko przed czym chroni
mnie mrok. To właśnie to przed czym oczy zasłania mi cień. Niezależnie od tego,
jak głośno będę krzyczeć w milczeniu…
Moim jedynym szczęściem jest
dawanie je innym i przywołując na twarz kolejny sztuczny, dobrze odegrany
uśmiech, w ciszy, powoli wykrwawiając się z bólu, niesprawiedliwości i
zazdrości, patrzeć na ich uśmiechy. Tak prawdziwe i czyste, że aż bolą. Ale to
jedyne, co mogę robić każdego dnia na nowo. Po prostu być martwym, żyjąc.
Chris zamknął zeszyt. Nie chciał czytać
dalej. Nie chciał wiedzieć. Chciał po prostu jeszcze raz spojrzeć na uśmiech
Pete’a, nie myśląc o tym, co on tak naprawdę czuje. Przez chwilę zastanawiał
się, czy Matt wie o tym wszystkim, ale zdał sobie sprawę, że na pewno nie.
Nawet Matt ma ludzkie odruchy i choćby czuł jakąś urazę do Pete’a to nie
pozwoliłby mu myśleć w ten sposób. Nie wiedział, czemu Matt traktował z taką
obojętnością swojego brata, Pete nie powiedział mu nic na ten temat. Jedynie
to, że nie od zawsze wychowywali się razem i Matt po prostu nie potrafi
zaakceptować ten fakt, że nie jest jedynakiem. Ale dla Chrisa nie była to żadna
wymówka, jednak nie naciskał na Pete’a. W sumie w ogóle wtedy się nie odezwał,
nie wiedział, co ma powiedzieć. Nic sensownego nie przychodziło mu do głowy.
Chciał jedynie zobaczyć jego uśmiech, ale tamten się nie uśmiechnął. I dla
Chrisa już nigdy się nie uśmiechnie, bo nawet jeśli jego kąciki ust będą
skierowane ku górze, to blondyn będzie wiedział, ile ten niby-uśmiech go
kosztuje.
Poczuł się nagle jakby pusty w środku i
pomyślał, że właśnie tak musi się czuć Pete każdego dnia. Westchnął i schylił
się, by odłożyć zeszyt na miejsce i nagle uderzyło w niego to, że Sebastian
albo Pete mogą wrócić do pokoju w każdej chwili. Nie wiedział, ile czasu tutaj
spędził, ale nie miał zamiaru siedzieć tutaj aż do momentu, gdy któryś z nich
wróci. Zresztą, kompletnie stracił ochotę na rozmowę z Petem. Po tym, co
przeczytał wątpił, czy będzie w stanie jakkolwiek pomóc. Jedyną osobą, która
chyba mogłaby coś na to poradzić był Matt, a Chris wątpił, by ten zrobił
cokolwiek sam z siebie. Jedyną opcją byłaby rozmowa z nim, ale wtedy Chris
musiałby się przyznać, co zrobił i co przeczytał, żeby wszystko dokładnie
wyjaśnić. Nie uśmiechało mu się to, ale uważał Pete’a za naprawdę wartościową
osobę, która nie zasługuje na takie traktowanie i na myślenie o sobie w ten
sposób. Był gotowy porozmawiać z Mattem, choćby jeszcze dziś wieczorem. Na
spokojnie, zależy w jakim nastroju będzie czarnowłosy. Przecież nie chciał
denerwować go jeszcze bardziej, a gdy widział go ostatnim razem, to Matt nie
był w nastroju do dalszych rozmów.
Przepraszam,
że dopiero dziś jest rozdział, ale jakoś nie miałam czasu znaleźć ochoty, by go
poprawiać. W sumie teraz też zrobiłam tylko na szybko akapity, więc wybaczcie,
jeśli są jakiekolwiek błędy. Ostatnio ciągle coś mi przeszkadzało w sprawdzeniu
tego rozdziału, ale dziś stwierdziłam, że chociaż na szybkiego akapity
jako-takie porobię i coś wstawię. Jeśli mam być szczera, to ten rozdział nie
jest nawet dokończony, ale spokojnie – pomysł mam, ale czasu jakoś mniej. Ale
ja go dokończę, spokojnie.
I w
sumie tyle z mojej strony. Jeszcze raz przepraszam, w następnym miesiącu
rozdział powinien pojawić się planowo, tego 12. No i wcześniej, czyli 1 lutego
wstawię jakiegoś one shota.
Trzymajcie
się cieplutko <3.
Witam,
OdpowiedzUsuńech biedny Pete, czemu Matt go tak traktuje, co się stało w ich przeszłości... jakie wielkie miał szczęście Chriss, ze nikt wtedy nie zajrzał do pokoju....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia