piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział IX, część 1


     Zbiegał po schodach, zupełnie nie przejmując się ilością osób na nich oraz tym, że potrąca co drugą osobę. Również fakt, że zaraz może spowodować jakiś wypadek nie robił na nim wrażenia. Po prostu zbiegał, chcąc jak najszybciej zobaczyć się z Willem i choć na moment zapomnieć o tym, czego się dowiedział. Starał się nie myśleć o tym lecz w głowie ciągle widział wyraz oczu Pete’a. Starał się wyrzucić to wspomnienie, ale ono wciąż wracało.      Przez całą rozmowę,  którą odbył z Petem gdy Matt i Sebastian wyszli z pokoju, Chris nie odważył się spojrzeć w jego oczy dłużej, niż zaledwie kilka krótkich chwil. Które i tak były za długie, bo ich obraz wrył się w jego świadomość nazbyt wyraźnie. To, jak został sam z Petem w pokoju było najbardziej niezręczną sytuacją w jego życiu. Gdy tylko ukradkowo na niego spoglądał, to za każdym razem łapał się na myśli, że taka powaga nie pasuje do tego chłopaka. Pete bez uśmiechu, to nie… Pete, tak wtedy pomyślał, ale nic nie powiedział. Czuł się strasznie głupio, przypominając sobie wtedy, jak bardzo nalegał i jak bardzo Pete próbował go odciągnąć od tego pomysłu. Teraz już wiedział dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, by nie naciskał na Matta. By nie pytał. Chris poczuł wtedy, że wkroczył do świata, w którym nie powinno go być, do którego wtargnął siłą, by potem zdać sobie sprawę, że nie chce tu być, a powrót jest niemożliwy. Czuł, że to zbyt intymne, zbyt ważne, zbyt naładowane uczuciami, o których nie powinien wiedzieć, ale które czuł aż nazbyt wyraźnie. Biły od Matta – zimno, obojętność i złość i od Pete’a – smutek, zrezygnowanie, poczucie winy. Oboje dali mu je odczuć aż za bardzo, jakby był naczyniem, do którego przelali swoje emocje.
     W końcu znalazł się na dole i rozejrzał w poszukiwaniu Willa. Cudem wypatrzył go pośród tego tłumu, a jeszcze większym cudem było to, że dopchał się do niego i to dosyć szybko.
- Skąd tu tyle ludzi? – zapytał Chris.
- Właśnie skończyli zajęcia i właśnie jest pora obiadowa.
- W sumie, to by wszystko wyjaśniało. – Sam zrobił się głody, ale gdy tylko przypomniał sobie ostatnio odbytą rozmowę, momentalnie odechciało mu się jeść.
     Poczekali aż największy tłum przejdzie obok nich i skierowali się w przeciwną stronę. Postanowili bez sensu połazić korytarzami i zobaczyć, gdzie są jakie numerki. Mieli nadzieję dowiedzieć się, dlaczego jest taka numeracja w tym budynku, chociaż nie liczyli na zbyt wiele. Zaczęli od samego dołu, szli korytarzem w którym znajdował się pokój Willa i Charli’ego. Rozmawiali o różnych rzeczach, które tylko przyszły im do głowy, kompletnie zapominając, że chcieli rozwiązać sprawę z numerkami. W końcu doszli do końca korytarza i wspięli się na następne piętro. Przeszli kawałek nic nie mówiąc, gdy nagle Will zaczął coś nucić pod nosem. Chris na początku nie poznał tej melodii, dopiero po chwili zaświtało mu w głowie, że gdzieś ją już słyszał. Już miał zamiar zapytać o to przyjaciela, ale gdy tylko spojrzał na jego twarz, przed oczami pojawił się Will z jego snu. Właśnie stąd znał tę melodię, która – dopiero teraz to sobie uświadomił – była w jakimś sensie niepokojąca i przyprawiała go o dreszcze. Zrobiło mu się trochę słabo, poczuł że musi przytrzymać się ściany, żeby nie upaść.
- Wszystko w porządku? – Will podszedł do niego i chciał położyć rękę na jego ramieniu, ale Chris odsunął się.
- Tak, w porządku, tylko coś mi się przypomniało. Muszę natychmiast wrócić do pokoju.
- Wnioskuję z twojej reakcji, że to dosyć pilne. – Will uśmiechnął się.
- Tak, to bardzo pilne. – Również próbował się uśmiechnąć, choć nie wiedział, jak mu to wyszło.
- To chodźmy, odprowadzę cię.
- Nie! – Will spojrzał na niego zdziwiony. – Nie musisz. Poradzę sobie. W sumie, to muszę pobiec, bo to dosyć pilne…
Weź się w garść, Chris!
- Nie musisz się kłopotać, Will, naprawdę. Zobaczymy się jakoś niedługo – dodał, po czym odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w stronę schodów. Sam nie wiedział, czemu ucieka. Chociaż jakby się nad tym zastanowić, to Willa nie zna wcale tak długo. W sumie, Matta zna nawet troszkę dłużej, jeśli być małostkowym, a od razu wyszedł z założenia, że Willowi ufa bardziej. Matt może nie był idealnym towarzyszem, ale jego postawa wobec Chrisa zawsze była szczera i taka sama, chociaż niechętnie przyznawał, że nie potrafi do końca powiedzieć, co kryje się za tym złośliwym uśmieszkiem. W końcu każdy ma jakieś tajemnice i Matt jest osobą, która na pewno ma ich pełno, ale czyni go to ludzkim. A z Willem przecież było inaczej. Obaj po niedługim czasie zaczęli zachowywać się, jakby znali się od dawna, a przecież wcale tak nie było. Zresztą wcześniej Chris zawsze miał problemy, by kogoś polubić na tyle, by mu zaufać, dopiero teraz zaczęło być dla niego dziwne to, że tak szybko otworzył się przed Willem.
     Starając się pozbyć wszystkich dręczących go ostatnimi czasy myśli, znalazł się przy swoim pokoju. Znalazł klucz w kieszeni spodni i szybko otworzył drzwi. Miał nadzieję zobaczyć Matta, ale się rozczarował. Czarnowłosego nie było w pokoju, nie było go również w łazience, a pomysł, żeby pójść go poszukać odrzucił bardzo szybko.
     Zrezygnowany usiadł na łóżku, ale momentalnie się z niego zerwał. Do głowy wpadła mu dziwna myśl. Postanowił, że pójdzie do pokoju Pete’a i Sebastiana, by porozmawiać z tym pierwszym. Chociaż doskonale wiedział, że w sumie nie powinien tego robić, chciał, bardzo chciał ponownie zobaczyć uśmiech na jego twarzy. Chciał dowiedzieć się, dlaczego Matt traktuje Pete’a w taki sposób, przecież w końcu byli braćmi. I chciał dowiedzieć się, dlaczego Pete nic z tym nie zrobi, przecież nie mógł pozwolić, by szarooki traktował go gorzej. Chciał dowiedzieć się, dlaczego tak jest, bo nagle nabrał przekonania, że gdy tylko się dowie tego wszystkiego, to będzie w stanie coś z tym zrobić. Sam nie umiał wyjaśnić skąd takie przekonania, ale był pewny, że może to zrobić. Jednak musiał przede wszystkim porozmawiać z Petem, dlatego teraz do niego pójdzie, z nadzieją, że Sebastiana nie ma w ich pokoju.
     Sam nie wiedział, jakim sposobem trafił pod właściwe drzwi, posiadając jedynie ich numerek, który kiedyś powiedział mu Matt. Przez chwilę jeszcze stał, zbierając w sobie całą odwagę, by zapukać. Nie miał kompletnie pojęcia, co powie Pete’owi, gdy otworzy mu drzwi. Nie wspominając o tym, co powie, jeśli w progu ujrzy Sebastiana. Przymknął powieki, wziął głęboki oddech i zapukał. Czekał i miał wrażenie, że minuty leciały, jak szalone, ale nikt nie otworzył. Zapukał jeszcze raz, nie mając wielkich nadziei. Nawet nie słyszał kroków w ich pokoju, nic co by świadczyło, że któryś z nich jest w środku. Rozejrzał się po korytarzu, a gdy uznał że nikogo nie ma, nacisnął na klamkę i ku jego zdumieniu drzwi otworzyły się. Zobaczył pokój umeblowany dokładnie tak samo, jak jego i Matta. Niepewnie wszedł do środka i cicho zamknął za sobą drzwi. Podszedł do jednego z łóżek, gdy nagle odezwał się jego telefon. Szybko wyjął go z kieszeni, chcąc odczytać smsa. Zdążył jedynie odblokować klawiaturę, gdy na korytarzu usłyszał odgłos zamykanych drzwi. Podskoczył, a komórka wypadła mu z ręki prawie pod samo łóżko. Przeklął cicho i schylił się, by ją podnieść, ale jego wzrok natrafił na coś interesującego. Coś leżało pod łóżkiem. Bez wahania sięgnął po to. Był to zeszyt, sądząc po jego stanie dość często używany. Otwierając go, Chris doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest to zwykły zeszyt, przecież takich nie trzyma się pod łóżkiem. Było to coś, co ktoś chciał ukryć, a tym kimś okazał się Pete. Blondyn przerzucił kilka kartek, czytając tylko niektóre fragmenty, ale w końcu natrafił na coś, co przyciągnęło jego uwagę. Wpis był z niedawna, o czym informowała data na górze kartki. Chris jeszcze przez chwilę walczył z tym, by odłożyć zeszyt na miejsce, ale w końcu ciekawość wzięła górę i zaczął czytać.
     Dlaczego coraz częściej mam wrażenie, że nie jestem nikomu potrzebny na tym świcie? Dlaczego pomimo tylu starań wciąż w mojej głowie coś uparcie krzyczy, że jestem nikim? Tak bardzo czuję, że lepiej by było dla wszystkich, gdybym po prostu zniknął. Czemu zawsze, gdy się staram, to nic mi nie wychodzi? Czy aż tak beznadziejną osobą jestem, by zmagać się z tymi pytaniami każdej nocy? Dlaczego pomimo moich uśmiechów, radości, którą dzielę się z innymi, nie mogę być optymistą przed samym sobą? Tak bardzo chcę pomóc innym, chcę ich wysłuchać, starając się nie myśleć o sobie. A mimo tego zawsze czuję ten cień, stojący tuż za mną, ciągle widzę ciemność w sobie. Dlaczego mogę sprawiać, że ludzie się uśmiechają, samemu nigdy tak naprawdę się nie uśmiechnąć? Dlaczego to jedyny powód do ciągłego życia, dalej i dalej, wciąż codziennie od nowa z tą ciemnością wokół? To jak życie na samym dnie oceanu, co tak bardzo mnie przeraża. I ta pieprzona niewiedza, czy lepiej opaść jeszcze niżej, czy znów, po raz kolejny odbić się i pobyć na powierzchni jeszcze jeden dzień, dzień dłużej, by znów przywołać na czyjąś twarz uśmiech. Za każdym razem powtarzać sobie „jeszcze trochę”, jakby to coś zmieniało. Nie zmienia i nigdy nie zmieni, bo mimo tego, że na co dzień gram wiecznego optymistę, to wiem że tak naprawdę nigdy nie będę potrafił dać sobie samemu tego, co tak chętnie oddaję innym. Nawet jednego, pieprzonego, szczerego uśmiechu, na który chyba nigdy nie będzie mnie stać. Szczęście to luksus, na który ja nie potrafię zapracować. Szczęście to to wszystko przed czym chroni mnie mrok. To właśnie to przed czym oczy zasłania mi cień. Niezależnie od tego, jak głośno będę krzyczeć w milczeniu…
Moim jedynym szczęściem jest dawanie je innym i przywołując na twarz kolejny sztuczny, dobrze odegrany uśmiech, w ciszy, powoli wykrwawiając się z bólu, niesprawiedliwości i zazdrości, patrzeć na ich uśmiechy. Tak prawdziwe i czyste, że aż bolą. Ale to jedyne, co mogę robić każdego dnia na nowo. Po prostu być martwym, żyjąc.
     Chris zamknął zeszyt. Nie chciał czytać dalej. Nie chciał wiedzieć. Chciał po prostu jeszcze raz spojrzeć na uśmiech Pete’a, nie myśląc o tym, co on tak naprawdę czuje. Przez chwilę zastanawiał się, czy Matt wie o tym wszystkim, ale zdał sobie sprawę, że na pewno nie. Nawet Matt ma ludzkie odruchy i choćby czuł jakąś urazę do Pete’a to nie pozwoliłby mu myśleć w ten sposób. Nie wiedział, czemu Matt traktował z taką obojętnością swojego brata, Pete nie powiedział mu nic na ten temat. Jedynie to, że nie od zawsze wychowywali się razem i Matt po prostu nie potrafi zaakceptować ten fakt, że nie jest jedynakiem. Ale dla Chrisa nie była to żadna wymówka, jednak nie naciskał na Pete’a. W sumie w ogóle wtedy się nie odezwał, nie wiedział, co ma powiedzieć. Nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Chciał jedynie zobaczyć jego uśmiech, ale tamten się nie uśmiechnął. I dla Chrisa już nigdy się nie uśmiechnie, bo nawet jeśli jego kąciki ust będą skierowane ku górze, to blondyn będzie wiedział, ile ten niby-uśmiech go kosztuje.

     Poczuł się nagle jakby pusty w środku i pomyślał, że właśnie tak musi się czuć Pete każdego dnia. Westchnął i schylił się, by odłożyć zeszyt na miejsce i nagle uderzyło w niego to, że Sebastian albo Pete mogą wrócić do pokoju w każdej chwili. Nie wiedział, ile czasu tutaj spędził, ale nie miał zamiaru siedzieć tutaj aż do momentu, gdy któryś z nich wróci. Zresztą, kompletnie stracił ochotę na rozmowę z Petem. Po tym, co przeczytał wątpił, czy będzie w stanie jakkolwiek pomóc. Jedyną osobą, która chyba mogłaby coś na to poradzić był Matt, a Chris wątpił, by ten zrobił cokolwiek sam z siebie. Jedyną opcją byłaby rozmowa z nim, ale wtedy Chris musiałby się przyznać, co zrobił i co przeczytał, żeby wszystko dokładnie wyjaśnić. Nie uśmiechało mu się to, ale uważał Pete’a za naprawdę wartościową osobę, która nie zasługuje na takie traktowanie i na myślenie o sobie w ten sposób. Był gotowy porozmawiać z Mattem, choćby jeszcze dziś wieczorem. Na spokojnie, zależy w jakim nastroju będzie czarnowłosy. Przecież nie chciał denerwować go jeszcze bardziej, a gdy widział go ostatnim razem, to Matt nie był w nastroju do dalszych rozmów.


Przepraszam, że dopiero dziś jest rozdział, ale jakoś nie miałam czasu znaleźć ochoty, by go poprawiać. W sumie teraz też zrobiłam tylko na szybko akapity, więc wybaczcie, jeśli są jakiekolwiek błędy. Ostatnio ciągle coś mi przeszkadzało w sprawdzeniu tego rozdziału, ale dziś stwierdziłam, że chociaż na szybkiego akapity jako-takie porobię i coś wstawię. Jeśli mam być szczera, to ten rozdział nie jest nawet dokończony, ale spokojnie – pomysł mam, ale czasu jakoś mniej. Ale ja go dokończę, spokojnie.
I w sumie tyle z mojej strony. Jeszcze raz przepraszam, w następnym miesiącu rozdział powinien pojawić się planowo, tego 12. No i wcześniej, czyli 1 lutego wstawię jakiegoś one shota.
Trzymajcie się cieplutko <3.

1 komentarz:

  1. Witam,
    ech biedny Pete, czemu Matt go tak traktuje, co się stało w ich przeszłości... jakie wielkie miał szczęście Chriss, ze nikt wtedy nie zajrzał do pokoju....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń