Obudziło go krzątanie się kogoś po pokoju.
Niechętnie otworzył jedno oko, by zobaczyć, kto zakłóca jego sen. Ujrzał jakieś
dwie postacie, nie miał pojęcia kto to mógł być. Pamiętał, gdzie był, ale z
tego co się orientował, to miał tylko jednego wkurzającego współlokatora, a nie
dwóch. Usiadł na łóżku i przetarł zaspane oczy.
- Dzień dobry, Chrissy
– usłyszał głos Matta.
- Chris. Ile mam
ci powtarzać?
- Chrissy
bardziej pasuje. – Tym razem nie był to Matt. Spojrzał na chłopaka, stojącego
obok szarookiego. W sumie wyglądał trochę, jak mniejsza podobizna jego
współlokatora. Jedynie najbardziej różnił się oczami, nie były zupełnie szare,
a przede wszystkim nie były takie chłodne. Wprost przeciwnie, w
szaro-niebieskich oczach chłopaka migały wesołe błyski.
- A ty to kto? –
zapytał Chris, wstając i przeciągając się. Ponownie spojrzał na chłopaka, który
podszedł do niego i wyciągnął dłoń, czekając, aż blondyn ją chwyci.
- Jestem Peter
Ferency, ale możesz mi mówić Pete, jak wszyscy. Jestem przyjacielem Matta. –
Chris spojrzał na jego wyciągniętą dłoń i wyminął go.
- Przyjacielem? – zapytał tylko i podszedł do Matta. – Przecież
wyglądacie, jak bracia.
Oboje jedynie
zaśmiali się, ale nic więcej nie powiedzieli na ten temat.
- Chrissy, a
gdzie twoje maniery? Nie przedstawisz się Pete’owi? – zapytał Matt.
- Po co? Już wie,
że mam na imię Chris. To chyba wystarczy – powiedział, zgarnął rzeczy z szafy i
poszedł do łazienki.
- Mówiłem ci, że
mały buntownik – usłyszał jeszcze, zanim zdążył zamknąć drzwi. Westchnął
głęboko, próbując się uspokoić i puścić to mimo uszu.
Wziął szybki
prysznic, osuszył się ręcznikiem i założył mundurek, po czym przejrzał się w
lustrze.
- Nie wyglądam w
tym wcale tak źle – powiedział do siebie, oglądając swoje odbicie.
Mundurek składał się z czarnych spodni,
koszulowej bluzki w niebiesko-czarne pasy, tak jak na logo szkoły oraz czarnego
krawata. Do tego był jeszcze ciemnoniebieski bezrękawnik, jednak nie był on
przymusowy. Chris postanowił nigdy go nie założyć, a raczej postanowił nigdy
nie mieć okazji go założyć. Chciał się stąd wynieść, zanim zrobi się zimno.
Wyszedł z łazienki już w pełni gotowy,
musiał jedynie spakować jeszcze książki i zeszyty na dzisiejsze zajęcia. W
pokoju zobaczył tylko Matta, czyli że ten cały Pete już sobie poszedł. A sam
szarooki stał już w pełni gotowy, z torbą na ramieniu i czekał na Chrisa.
Szybko przerzucił potrzebne książki do szkolnej torby i nic nie mówiąc, wyminął
Matta i wyszedł z pokoju. Szybko przemierzył korytarz i zbiegł po schodach. W
sumie nie wiedział, gdzie ma iść, ale słyszał za sobą kroki Matta, a skoro ten
jeszcze go nie zatrzymał, to chyba szedł w dobrym kierunku. Znalazł się na dole
i rozejrzał, teraz kompletnie nie miał pojęcia, gdzie iść.
- Tędy –
powiedział Matt, łapiąc go za rękaw zbyt długiej koszuli i ciągnąc w kierunku
klasy. – Zobacz, już wszyscy tam czekają.
- Super, puść
mnie – powiedział, próbując wyszarpnąć rękaw, ale uścisk Matta był silniejszy,
niż się spodziewał.
- Nie stresuj się
tak. Jesteś taki niski, że jeszcze mi się zgubisz, Chrissy.
- Mówiłem ci już
parę razy, żebyś tak do mnie nie…
- Chrissy? –
zapytał jakiś chłopak, podchodząc do nich. – Cześć, Matt.
Był równie
wysoki, co jego współlokator i w dodatku zdawał się go znać. Zresztą za
niedługo Chris przekonał się, że prawie wszyscy się znają.
- Chris –
sprostował.
- Ja słyszałem
Chrissy.
- To źle
słyszałeś. A ty puść w końcu mój rękaw. – Tym razem szarpnął mocniej i to
poskutkowało.
- Zadziorna
bestyjka, co Matt?
- Żebyś wiedział,
Seb. A gdzie zgubił się Pete?
Chłopak nazwany
przez Matta Seb, odwrócił się i zaczął wzrokiem błądzić po tłumie. W końcu
ponownie odwrócił się do nich i powiedział:
- Możliwe, że się
spóźni. Znasz go przecież, wieczny lekkoduch.
Chris
przysłuchiwał się tej rozmowie nie tyle z zainteresowania, co z nudów. Czuł, że
dużo osób patrzy w ich stronę, ale nie wiedział, czy przyglądają się jemu, czy
Mattowi, który chyba był dość popularny. Zapewne wszyscy jego znajomi poszli do
tej samej szkoły, co on. Takie bogate dzieciaki zazwyczaj trzymają się razem.
Jakoś napawało go to obrzydzeniem, bogate smarkacze, które są tutaj ze swojego
wyboru, a nie z przymusu. Jeszcze się cieszą, jakby pierwsza lekcja biologii
była czymś naprawdę intrygującym. Nie mógł pojąć ich szczęścia, będąc
zamkniętym w szkole takiej, jak ta.
W końcu rozmowy ucichły, a Chris po
chwili zorientował się dlaczego. W ich kierunku szła nauczycielka. Już samym
swoim spojrzeniem, spod dużych okularów, budziła postrach. Była ubrana w
błękitny żakiet i takiego samego koloru spódnicę. Siwe włosy związane miała w
ciasny kok i jak na swój wiek poruszała się dosyć szybkim i energicznym
krokiem. Stanęła przed klasą, nie spiesząc się, wyjęła klucz z torebki, którą
miała przewieszoną przez ramię i otworzyła drzwi. Weszła do środka i od razu
podeszła do biurka, za którym usiadła.
Chris wszedł z innymi do klasy i zajął
miejsce w poczwórnych ławkach. Usiadł w przedostatniej ławce na samym brzegu.
Koło niego usiadł Matt, a miejsce obok zajął Sebastian. Ostatnie miejsce
pozostało puste, a Chris domyślił się, że zapewne usiądzie tam Pete. Wypakował
książkę oraz zeszyt i czekał, znudzony.
Nie będzie jej raczej trudno podpaść,
pomyślał patrząc na nauczycielkę, która rozkładała dziennik, czekając na
kompletną ciszę.
A gdy ostatnie szmery ucichły, wstała i rozejrzała się po klasie. Skupiała wzrok na niektórych uczniach, przyglądając im się trochę dłużej, aż w końcu powiedziała:
A gdy ostatnie szmery ucichły, wstała i rozejrzała się po klasie. Skupiała wzrok na niektórych uczniach, przyglądając im się trochę dłużej, aż w końcu powiedziała:
- Nie musicie
lubić mojego przedmiotu. Nie wymagam od was też tego, żebyście się go uczyli.
Szczerze powiedziawszy, mam gdzieś, czy was on interesuje, czy nie. Ja chcę
mieć tylko oceny w dzienniku. Możecie nie przychodzić na moje lekcje, im was mniej,
tym lepiej, ale później to wy martwicie się o swoje oceny, a nie ja. W
dzienniku ma być wszystko, nie wiem, jakim sposobem macie zamiar to zrobić i
nie interesuje mnie to. Jestem w tej szkole dłużej, niż wy żyjecie, nie jedno
widziałam. Żadnego wrażenia nie robią na mnie łzy, czy prośby. Tak samo różne
zastraszania, możecie być tego pewni. Oceny wystawiam sprawiedliwie, o to się
nie martwcie. Nawet jeżeli któregoś z was znienawidzę, wystawię mu ocenę taką,
na jaką zasłużył. Niektórzy z was zapewne już o mnie słyszeli od starszych
kolegów i mam nadzieję, że przy okazji mówili wam, żeby ze mną nie zadzierać,
bo wygrać się ze mną nie da. – Obeszła klasę, zatrzymując się od czasu do czasu
przy którymś z uczniów. – Nazywam się Bernadetta Marphy i to nazwisko powinno
wywoływać w was strach, bądź stany lękowe, ewentualnie paranoję, czy jakieś
inne zaburzenia. Możecie chodzić na jakieś leczenia, w szkole jest psycholog,
ale ostrzegam, że żadnych rachunków za wizyty nie przyjmuję. Mogę je co
najwyżej…
Chris przestał
słuchać i uśmiechnął się do siebie. To chyba będzie jeszcze prostsze, niż
myślał. Wystarczy, że podpadnie parę razy i może na zawsze pożegnać się z tą
szkołą.
- I nie rozumiem dlaczego ten pan
blondynek tak się do siebie uśmiecha – usłyszał, wśród swoich myśli i rozejrzał
się po klasie. Wszystkie oczy, łącznie z tymi nauczycielskimi, patrzyły na
niego. – Czy ja jestem taka zabawna, proszę pana?
Chciał powiedzieć
jakąś zgryźliwą uwagę, coś, co pozwoliłoby żeby już po pierwszej lekcji
nauczycielka zapamiętała go. Otworzył usta lecz zamiast powiedzieć, coś co
planował, odpowiedział:
- Nie proszę,
pani. Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.
- Mam taką
nadzieję, nie życzę sobie jakichś dziwnych, tajemniczych uśmieszków podczas
mojej lekcji, zrozumiano?
Ponownie zamiast
się odgryźć, powiedział:
- Oczywiście,
pani profesor.
- Cieszy mnie to
– powiedziała i wróciła do tego, co mówiła wcześniej. Chris starał się zrobić
taką minę, jakby uważnie jej słuchał.
- Zwariowałeś? –
usłyszał szept, gdy tylko nauczycielka przestała patrzeć w ich stronę. – Chcesz
podpaść już pierwszego dnia?
- To nie twój
interes – powiedział zduszonym szeptem, nawet nie zaszczycając Matta swoim
spojrzeniem.
- Mój interes
zostaw w spokoju, a skup się na lekcji.
Dopiero po chwili
dotarł do niego sens tych słów. Nabrał szybko powietrza w usta, chcąc coś
powiedzieć, jednak w tej chwili gniewne oczy pani profesor zwróciły się na
niego, więc powstrzymał się od komentarza.
Ten Matt jeszcze
tego pożałuje. Niech tylko stąd wyjdą.
~*~
Podczas lekcji miał opracować przebiegły
plan zemszczenia się na swoim współlokatorze, jednak za bardzo nie miał czasu,
żeby nad tym myśleć. Musiał przyznać, że teraz już wie, dlaczego ludzie tak
zafascynowali się przed tą lekcją. To była pierwsza lekcja biologii, na której
słuchał i jeszcze w niej uczestniczył. Nie miał pojęcia, jak ta stara
nauczycielka to robiła, ale potrafiła zaciekawić, nawet tych najbardziej
leniwych i opornych. Dlatego, gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, Chris aż się
poderwał i rozejrzał po klasie. Niektórzy również wydawali się być zdziwieni, a
niektórzy nawet zawiedzeni, że to już koniec lekcji. Blondyn szybko spakował
swoje książki i wyszedł z klasy, zanim Matt zdołał coś do niego powiedzieć.
Wyjął swój plan z kieszeni i spojrzał na drugą lekcję. Czekała go teraz godzina
matematyki, później angielski oraz fizyka. Dopiero wtedy miał przerwę na obiad.
Westchnął i poczuł, jak zaburczało mu w brzuchu.
A trzeba było zjeść to śniadanie, Chris…
Ruszył za sporą grupką ludzi, mając
nadzieję, że zaprowadzą go pod klasę od matematyki. Sam nie wiedział czemu nie
może po prostu łazić za Mattem i jego przyjaciółmi. To byłby najłatwiejszy
sposób na dotarcie na wszystkie lekcje. Jednak tym razem miał szczęście,
zatrzymał się tuż przed klasą o takim numerze, jaki widniał na jego planie
lekcji, przy matematyce. Parę osób już tutaj stało, jednak to raczej nie był
nikt z uczniów, którzy byli na biologii. Swojego współlokatora również nigdzie
nie widział, może ma teraz inną lekcję?
Stał tak i rozglądał się ciekawie, oglądając
wszystko, co było wokół. Szczególnie intrygowały go dziwne obrazy. Niektóre
wyglądały, jak sceny wyjęte prostu z jakichś filmów grozy.
- Dosyć
przerażające, prawda? – usłyszał obok siebie. Spojrzał na chłopaka, który przy
nim stanął. Był pewien, że jego jeszcze nie widział. Nie, na pewno nie,
zapamiętałby go. Jego oczy były aż nazbyt charakterystyczne, jedno brązowe, a
drugie błękitne. W dodatku mały tatuaż za uchem, który Chris zobaczył tylko
dlatego, że chłopak stał do niego bokiem, wpatrzony w jeden z obrazów. Była to
mała, czarna nutka, dosyć popularny wzór, szczególnie wśród jakichś muzyków.
Więc albo musiał być w jakimś zespole, albo po prostu na czymś grał lub po
prostu uważał muzykę za miłość swojego życia. Ewentualnie nie mógł się
zdecydować na wzór i wybrał ten jeden z najpopularniejszych.
- Wyglądają, jak
sceny z horrorów – przyznał Chris. – Przynajmniej niektóre.
- Już samo to
odstrasza, co do tej szkoły – skomentował chłopak i spojrzał na blondyna. Chris
również na niego spojrzał. Z zaciekawieniem i lekką fascynacją.
Otwarta niechęć, co do tej szkoły? Hmm,
ciekawie, ciekawie…
- Ah, tak w ogóle
to William. Will Andeo – powiedział i wyciągnął dłoń w kierunku blondyna.
- Chris Collins.
– Tym razem chwycił dłoń i uśmiechnął się.
- Miło cię poznać,
Chris. – Will odwzajemnił uśmiech.
- Ciebie również
miło poznać.
Rozmawiali
jeszcze, gdy zadzwonił dzwonek na lekcję i Chris po raz pierwszy w tym dniu
stwierdził, że miło jest z kimś porozmawiać.
Wszedł wraz z Willem do klasy i razem
usiedli w jednej ławce. Tutaj ławki nie były poczwórne, jak w sali od biologii,
dlatego mogli usiąść tylko oni, z czego oboje się ucieszyli. Chrisa ucieszył
również fakt, że chłopak myśli podobnie jak on, ale tego już nie powiedział na
głos. Uśmiechnął się do swoich myśli, a potem skupił uwagę na nauczycielu,
który zaczął czytać nazwiska z listy.
- Andeo, William?
– zapytał, odczytując pierwsze nazwisko.
- Jestem –
powiedział, po czym dodał ciszej do Chrisa: - Beznadzieja, jestem pierwszy na
liście.
Nauczyciel
odczytał jeszcze parę nazwisk, w tym jakiegoś Andrew Sebastiania, który był
nieobecny. Doszedł do nazwiska Chrisa.
- Collins,
Christopher? – zapytał, odrywając oczy od dziennika i patrzą w kierunku klasy.
- Chris –
poprawił machinalnie. – Jestem.
Nauczyciel
uśmiechnął się i wrócił do listy i dopiero teraz Chris zdał sobie sprawę, że to
ten sam nauczyciel, który wręczał mu plan zajęć.
Później usłyszał
jeszcze kilka nazwisk, w tym Pete’a, którego wciąż nie było, aż w końcu
nauczyciel doszedł do końca listy:
- No i pan Shiny
Matthew.
Nauczyciel
ponownie rozejrzał się po klasie, jednak nikt się nie zgłosił. Jeszcze przez
chwilę popatrzył na uczniów, aż w końcu zaznaczył nieobecność.
Matt i wagary? W sumie nie znał go wcale,
ale miał wrażenie, że Matt był dość przykładnym uczniem.
Może mu się coś stało? Moment, zresztą co
mnie to obchodzi, niech sobie robi, co chce, nic mi do tego.
- Nazywam się
Felix Roberts i będę was uczył matematyki – zaczął nauczyciel, jednak jakoś
pozostałe słowa umknęły Chrisowi z głowy. Nie potrafił się skupić. Mimo złości
na samego siebie, powracał myślami do Matta i powodów, dla których nie ma go
teraz na lekcji. Wmawiał sobie, że to po prostu jego szkolny obowiązek, co do
współlokatora, ale jakoś sam nie chciał w to uwierzyć.
Nauczyciel omówił wszystkie najważniejsze
punkty i zasady panujące na jego lekcji, po czym chciał zrobić małe
powtórzenie. Cała klasa jęknęła, a pan Roberts uśmiechnął się i powiedział:
- No dobrze,
niech wam będzie. Dziś potraktuję was ulgowo, jako że to wasz pierwszy dzień. Ale
pamiętajcie, to tylko dzisiaj! – dodał surowo, jednak uśmiechając się przy tym.
- W końcu jakiś
normalny nauczyciel – powiedział Will do Chrisa. – Nauczyciel od historii od
razu dowalił nam pracę domową.
- Historia? Mam
ją chyba dopiero jutro – powiedział Chris, wyciągając swój plan. – Tak, dziś
mam jeszcze angielski i fizykę.
- Słyszałem, że
nauczyciel od angielskiego jest całkiem w porządku. Nie wiem, jak z fizyką, a
co miałeś wcześniej? – zapytał Will i tak zleciał im czas do końca lekcji.
Rozmawiali o nauczycielach, o przedmiotach, jakich lubią, a raczej, jakich nie
lubią, gdyż tych było zdecydowanie więcej. Ustalili, że mają jeszcze parę
innych wspólnych lekcji, z czego oboje się ucieszyli.
Zadzwonił dzwonek i uczniowie rzucili się
do drzwi. Will i Chris wyszli z klasy za innymi, wciąż pochłonięci rozmową.
- Robisz coś po
obiedzie? – zapytał Will.
- Raczej nie, a
co?
- Może chcesz
zwiedzić ze mną jakieś tereny zielone w tym więzieniu i pomóc mi obmyślić jakiś
ewentualny plan ucieczki? – Uśmiechnął się do Chrisa, lekko szturchając jego
ramię. Blondyn zaśmiał się krótko, po czym przytaknął. – Super. Będę na ciebie
czekał przy głównym wejściu tuż po obiedzie. Jeśli mnie nie będzie, to ty
poczekaj na mnie, zgoda?
- Zgoda, to do
zobaczenia. Muszę lecieć na angielski – powiedział i ruszył przez korytarz.
- To w tamtą
stronę, Chris – krzyknął za nim Will. Zielonooki zawrócił momentalnie, minął
chłopaka i rzucając krótkie „wiedziałem, sprawdzałem twoją czujność”, ruszył
szybkim krokiem pod salę.
~*~
Gdy wychodził z klasy od angielskiego w
duchu przyznał rację Willowi. Nauczyciel rzeczywiście okazał się w porządku.
Zresztą Chris od zawsze lubił angielski, była to jedyna lekcja, na którą
chodził chętnie, nawet jak czekał go sprawdzian. Prawie nigdy się nie uczył, a
i tak dostawał dobre oceny.
Zobaczył niektóre osoby, które były z nim
na biologii, i mając nadzieję, że oni też mają fizykę, ruszył za nimi. W tłumie
rozpoznał Pete’a, jednak udawał, że go nie widzi, idąc wraz z tłumem.
Przyglądał się numerkom, wypisanym na drzwiach od klas, mając nadzieję, że
gdzieś będzie ta, której szukał. Gdy tłum zatrzymał się, a Chris wciąż nie
znalazł swojej klasy, rozejrzał się po korytarzu i zobaczył, że Pete idzie
gdzieś dalej. Westchnął, pobiegł za nim i już po chwili zrównał z nim kroku.
- O, witaj,
Chrissy – przywitał go Pete, uśmiechając się do niego.
- Chris –
poprawił. – Zresztą nieważne. Masz teraz fizykę?
- Owszem.
- Bo nie mam
pojęcia, gdzie może być klasa i…
- To, że mam
fizykę, nie znaczy, że na nią idę – powiedział Pete, uśmiechając się jeszcze
szerzej do blondyna. – Muszę znaleźć Matta i Sebastiana. Powiedzieli, że na
mnie poczekają na dole, ale oczywiście nie czekają.
- Ale przecież
mogą być wszędzie. To dosyć duża szkoła – zauważył Chris.
- O tak. – Pete
machnął ręką, jakby odganiał się od natrętnej muchy. – To dosyć duży budynek.
Licząc wszystkie klasy, inne pomieszczenia nie-klasy, toalety i miejsca
zakazane dla uczniów. A, no i oczywiście jeszcze błonia, a nie zapominajmy o
różnorakich salach gimnastycznych, basenie i takich tam pierdołach. – Chris
słuchał go uważnie. Nawet nie miał pojęcia, że to wszystko się tutaj znajduje.
– Jednak dokładnie wiem, gdzie oni są i jeżeli chcesz, to możesz się wybrać tam
ze mną. Chyba że wolisz iść na lekcję, a patrząc na zegarek. – Spojrzał na
zegarek na swoim przegubie. – To masz jeszcze minutę, a klasa jest w zupełnie
drugą stronę. Zawsze możesz się spóźnić, ale tego bym ci odradzał. Stary pan
Eugius nie zwróci na ciebie uwagi, dopóki się nie spóźnisz. Założyłbym się
nawet, że nie sprawdzi listy obecności. Czasami podejrzewam, że on nawet nie
wie, jaką klasę uczy w danym momencie. Ale wybór należy do ciebie. – Pete
ponownie posłał mu jeden z wielu swoich uśmiechów. – Ah, no i oczywiście
zapewniam cię, że nie, nie będziesz nam przeszkadzał.
Chris spojrzał na
niego zdziwiony. Skąd wiedział, że właśnie o tym pomyślał? Przecież nie mógł…
Przestań, Chris.
To realne życie, a nie film si-fi.
- Więc jak? –
zapytał Pete, stając i patrząc na Chrisa w momencie, gdy rozległ się dzwonek na
lekcję.
- Chyba pójdę z
tobą – powiedział.
- Świetnie –
uśmiechnął się i pchnął drzwi, przy których stali. – Zapraszam.
Chris odwrócił
się i spojrzał na pokój, a raczej na gabinet. W dodatku pielęgniarski. Spojrzał
pytająco na Pete’a, który odpowiedział uśmiechem.
- Śmiało –
powiedział i delikatnie popchnął blondyna do środka. – Rozgość się.
Nawet sobie nie
zdajecie sprawy, ile kosztowało mnie czasu i nerwów, by tutaj to wstawić. Jakaś
moja licencja wygasła i nie mogę sobie z tym poradzić. Word odmówił współpracy
i nie wiem, co mam z nim zrobić… Musiałam wszystko przenieść na inny komputer,
który o dziwo, otworzył mój plik z opowiadaniem, a myślałam, że nie otworzy i
że nie będzie noty. W najgorszym wypadku przepisywałabym ją prosto na bloga.
Aczkolwiek problem tymczasowo rozwiązany. Przynajmniej dzisiaj.
Macie taaaaaki
dłuuugi rozdział (na myśl, że miałabym go przepisywać robiło mi się niedobrze).
Mam nadzieję, że się podoba i to chyba tyle z mojej strony.
Witaj,
OdpowiedzUsuńrobi się coraz bardziej ciekawie... Matt jest dosyć popularną osoba w szkole.... Tak i już kilka osób zaczęło mówić na Chrisa, Chrissy..... :)coś mam wrażenie, że Chrisowi bardzo się w tej szkole zacznie podobać i już nie będzie chciał realizować swojego planu....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia