środa, 12 czerwca 2013

Rozdział IV



     Obudziło go krzątanie się kogoś po pokoju. Niechętnie otworzył jedno oko, by zobaczyć, kto zakłóca jego sen. Ujrzał jakieś dwie postacie, nie miał pojęcia kto to mógł być. Pamiętał, gdzie był, ale z tego co się orientował, to miał tylko jednego wkurzającego współlokatora, a nie dwóch. Usiadł na łóżku i przetarł zaspane oczy.
- Dzień dobry, Chrissy – usłyszał głos Matta.
- Chris. Ile mam ci powtarzać?
- Chrissy bardziej pasuje. – Tym razem nie był to Matt. Spojrzał na chłopaka, stojącego obok szarookiego. W sumie wyglądał trochę, jak mniejsza podobizna jego współlokatora. Jedynie najbardziej różnił się oczami, nie były zupełnie szare, a przede wszystkim nie były takie chłodne. Wprost przeciwnie, w szaro-niebieskich oczach chłopaka migały wesołe błyski.
- A ty to kto? – zapytał Chris, wstając i przeciągając się. Ponownie spojrzał na chłopaka, który podszedł do niego i wyciągnął dłoń, czekając, aż blondyn ją chwyci.
- Jestem Peter Ferency, ale możesz mi mówić Pete, jak wszyscy. Jestem przyjacielem Matta. – Chris spojrzał na jego wyciągniętą dłoń i wyminął go.
- Przyjacielem?  – zapytał tylko i podszedł do Matta. – Przecież wyglądacie, jak bracia.
Oboje jedynie zaśmiali się, ale nic więcej nie powiedzieli na ten temat.
- Chrissy, a gdzie twoje maniery? Nie przedstawisz się Pete’owi? – zapytał Matt.
- Po co? Już wie, że mam na imię Chris. To chyba wystarczy – powiedział, zgarnął rzeczy z szafy i poszedł do łazienki.
- Mówiłem ci, że mały buntownik – usłyszał jeszcze, zanim zdążył zamknąć drzwi. Westchnął głęboko, próbując się uspokoić i puścić to mimo uszu.
Wziął szybki prysznic, osuszył się ręcznikiem i założył mundurek, po czym przejrzał się w lustrze.
- Nie wyglądam w tym wcale tak źle – powiedział do siebie, oglądając swoje odbicie.
     Mundurek składał się z czarnych spodni, koszulowej bluzki w niebiesko-czarne pasy, tak jak na logo szkoły oraz czarnego krawata. Do tego był jeszcze ciemnoniebieski bezrękawnik, jednak nie był on przymusowy. Chris postanowił nigdy go nie założyć, a raczej postanowił nigdy nie mieć okazji go założyć. Chciał się stąd wynieść, zanim zrobi się zimno.
     Wyszedł z łazienki już w pełni gotowy, musiał jedynie spakować jeszcze książki i zeszyty na dzisiejsze zajęcia. W pokoju zobaczył tylko Matta, czyli że ten cały Pete już sobie poszedł. A sam szarooki stał już w pełni gotowy, z torbą na ramieniu i czekał na Chrisa. Szybko przerzucił potrzebne książki do szkolnej torby i nic nie mówiąc, wyminął Matta i wyszedł z pokoju. Szybko przemierzył korytarz i zbiegł po schodach. W sumie nie wiedział, gdzie ma iść, ale słyszał za sobą kroki Matta, a skoro ten jeszcze go nie zatrzymał, to chyba szedł w dobrym kierunku. Znalazł się na dole i rozejrzał, teraz kompletnie nie miał pojęcia, gdzie iść.
- Tędy – powiedział Matt, łapiąc go za rękaw zbyt długiej koszuli i ciągnąc w kierunku klasy. – Zobacz, już wszyscy tam czekają.
- Super, puść mnie – powiedział, próbując wyszarpnąć rękaw, ale uścisk Matta był silniejszy, niż się spodziewał.
- Nie stresuj się tak. Jesteś taki niski, że jeszcze mi się zgubisz, Chrissy.
- Mówiłem ci już parę razy, żebyś tak do mnie nie…
- Chrissy? – zapytał jakiś chłopak, podchodząc do nich. – Cześć, Matt.
Był równie wysoki, co jego współlokator i w dodatku zdawał się go znać. Zresztą za niedługo Chris przekonał się, że prawie wszyscy się znają.
- Chris – sprostował.
- Ja słyszałem Chrissy.
- To źle słyszałeś. A ty puść w końcu mój rękaw. – Tym razem szarpnął mocniej i to poskutkowało.
- Zadziorna bestyjka, co Matt?
- Żebyś wiedział, Seb. A gdzie zgubił się Pete?
Chłopak nazwany przez Matta Seb, odwrócił się i zaczął wzrokiem błądzić po tłumie. W końcu ponownie odwrócił się do nich i powiedział:
- Możliwe, że się spóźni. Znasz go przecież, wieczny lekkoduch.
Chris przysłuchiwał się tej rozmowie nie tyle z zainteresowania, co z nudów. Czuł, że dużo osób patrzy w ich stronę, ale nie wiedział, czy przyglądają się jemu, czy Mattowi, który chyba był dość popularny. Zapewne wszyscy jego znajomi poszli do tej samej szkoły, co on. Takie bogate dzieciaki zazwyczaj trzymają się razem. Jakoś napawało go to obrzydzeniem, bogate smarkacze, które są tutaj ze swojego wyboru, a nie z przymusu. Jeszcze się cieszą, jakby pierwsza lekcja biologii była czymś naprawdę intrygującym. Nie mógł pojąć ich szczęścia, będąc zamkniętym w szkole takiej, jak ta.
      W końcu rozmowy ucichły, a Chris po chwili zorientował się dlaczego. W ich kierunku szła nauczycielka. Już samym swoim spojrzeniem, spod dużych okularów, budziła postrach. Była ubrana w błękitny żakiet i takiego samego koloru spódnicę. Siwe włosy związane miała w ciasny kok i jak na swój wiek poruszała się dosyć szybkim i energicznym krokiem. Stanęła przed klasą, nie spiesząc się, wyjęła klucz z torebki, którą miała przewieszoną przez ramię i otworzyła drzwi. Weszła do środka i od razu podeszła do biurka, za którym usiadła.
     Chris wszedł z innymi do klasy i zajął miejsce w poczwórnych ławkach. Usiadł w przedostatniej ławce na samym brzegu. Koło niego usiadł Matt, a miejsce obok zajął Sebastian. Ostatnie miejsce pozostało puste, a Chris domyślił się, że zapewne usiądzie tam Pete. Wypakował książkę oraz zeszyt i czekał, znudzony.
     Nie będzie jej raczej trudno podpaść, pomyślał patrząc na nauczycielkę, która rozkładała dziennik, czekając na kompletną ciszę.
A gdy ostatnie szmery ucichły, wstała i rozejrzała się po klasie. Skupiała wzrok na niektórych uczniach, przyglądając im się trochę dłużej, aż w końcu powiedziała:
- Nie musicie lubić mojego przedmiotu. Nie wymagam od was też tego, żebyście się go uczyli. Szczerze powiedziawszy, mam gdzieś, czy was on interesuje, czy nie. Ja chcę mieć tylko oceny w dzienniku. Możecie nie przychodzić na moje lekcje, im was mniej, tym lepiej, ale później to wy martwicie się o swoje oceny, a nie ja. W dzienniku ma być wszystko, nie wiem, jakim sposobem macie zamiar to zrobić i nie interesuje mnie to. Jestem w tej szkole dłużej, niż wy żyjecie, nie jedno widziałam. Żadnego wrażenia nie robią na mnie łzy, czy prośby. Tak samo różne zastraszania, możecie być tego pewni. Oceny wystawiam sprawiedliwie, o to się nie martwcie. Nawet jeżeli któregoś z was znienawidzę, wystawię mu ocenę taką, na jaką zasłużył. Niektórzy z was zapewne już o mnie słyszeli od starszych kolegów i mam nadzieję, że przy okazji mówili wam, żeby ze mną nie zadzierać, bo wygrać się ze mną nie da. – Obeszła klasę, zatrzymując się od czasu do czasu przy którymś z uczniów. – Nazywam się Bernadetta Marphy i to nazwisko powinno wywoływać w was strach, bądź stany lękowe, ewentualnie paranoję, czy jakieś inne zaburzenia. Możecie chodzić na jakieś leczenia, w szkole jest psycholog, ale ostrzegam, że żadnych rachunków za wizyty nie przyjmuję. Mogę je co najwyżej…
Chris przestał słuchać i uśmiechnął się do siebie. To chyba będzie jeszcze prostsze, niż myślał. Wystarczy, że podpadnie parę razy i może na zawsze pożegnać się z tą szkołą.
     - I nie rozumiem dlaczego ten pan blondynek tak się do siebie uśmiecha – usłyszał, wśród swoich myśli i rozejrzał się po klasie. Wszystkie oczy, łącznie z tymi nauczycielskimi, patrzyły na niego. – Czy ja jestem taka zabawna, proszę pana?
Chciał powiedzieć jakąś zgryźliwą uwagę, coś, co pozwoliłoby żeby już po pierwszej lekcji nauczycielka zapamiętała go. Otworzył usta lecz zamiast powiedzieć, coś co planował, odpowiedział:
- Nie proszę, pani. Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.
- Mam taką nadzieję, nie życzę sobie jakichś dziwnych, tajemniczych uśmieszków podczas mojej lekcji, zrozumiano?
Ponownie zamiast się odgryźć, powiedział:
- Oczywiście, pani profesor.
- Cieszy mnie to – powiedziała i wróciła do tego, co mówiła wcześniej. Chris starał się zrobić taką minę, jakby uważnie jej słuchał.
- Zwariowałeś? – usłyszał szept, gdy tylko nauczycielka przestała patrzeć w ich stronę. – Chcesz podpaść już pierwszego dnia?
- To nie twój interes – powiedział zduszonym szeptem, nawet nie zaszczycając Matta swoim spojrzeniem.
- Mój interes zostaw w spokoju, a skup się na lekcji.
Dopiero po chwili dotarł do niego sens tych słów. Nabrał szybko powietrza w usta, chcąc coś powiedzieć, jednak w tej chwili gniewne oczy pani profesor zwróciły się na niego, więc powstrzymał się od komentarza.
Ten Matt jeszcze tego pożałuje. Niech tylko stąd wyjdą.
~*~
     Podczas lekcji miał opracować przebiegły plan zemszczenia się na swoim współlokatorze, jednak za bardzo nie miał czasu, żeby nad tym myśleć. Musiał przyznać, że teraz już wie, dlaczego ludzie tak zafascynowali się przed tą lekcją. To była pierwsza lekcja biologii, na której słuchał i jeszcze w niej uczestniczył. Nie miał pojęcia, jak ta stara nauczycielka to robiła, ale potrafiła zaciekawić, nawet tych najbardziej leniwych i opornych. Dlatego, gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, Chris aż się poderwał i rozejrzał po klasie. Niektórzy również wydawali się być zdziwieni, a niektórzy nawet zawiedzeni, że to już koniec lekcji. Blondyn szybko spakował swoje książki i wyszedł z klasy, zanim Matt zdołał coś do niego powiedzieć. Wyjął swój plan z kieszeni i spojrzał na drugą lekcję. Czekała go teraz godzina matematyki, później angielski oraz fizyka. Dopiero wtedy miał przerwę na obiad. Westchnął i poczuł, jak zaburczało mu w brzuchu.
     A trzeba było zjeść to śniadanie, Chris…
     Ruszył za sporą grupką ludzi, mając nadzieję, że zaprowadzą go pod klasę od matematyki. Sam nie wiedział czemu nie może po prostu łazić za Mattem i jego przyjaciółmi. To byłby najłatwiejszy sposób na dotarcie na wszystkie lekcje. Jednak tym razem miał szczęście, zatrzymał się tuż przed klasą o takim numerze, jaki widniał na jego planie lekcji, przy matematyce. Parę osób już tutaj stało, jednak to raczej nie był nikt z uczniów, którzy byli na biologii. Swojego współlokatora również nigdzie nie widział, może ma teraz inną lekcję?
     Stał tak i rozglądał się ciekawie, oglądając wszystko, co było wokół. Szczególnie intrygowały go dziwne obrazy. Niektóre wyglądały, jak sceny wyjęte prostu z jakichś filmów grozy.
- Dosyć przerażające, prawda? – usłyszał obok siebie. Spojrzał na chłopaka, który przy nim stanął. Był pewien, że jego jeszcze nie widział. Nie, na pewno nie, zapamiętałby go. Jego oczy były aż nazbyt charakterystyczne, jedno brązowe, a drugie błękitne. W dodatku mały tatuaż za uchem, który Chris zobaczył tylko dlatego, że chłopak stał do niego bokiem, wpatrzony w jeden z obrazów. Była to mała, czarna nutka, dosyć popularny wzór, szczególnie wśród jakichś muzyków. Więc albo musiał być w jakimś zespole, albo po prostu na czymś grał lub po prostu uważał muzykę za miłość swojego życia. Ewentualnie nie mógł się zdecydować na wzór i wybrał ten jeden z najpopularniejszych.
- Wyglądają, jak sceny z horrorów – przyznał Chris. – Przynajmniej niektóre.
- Już samo to odstrasza, co do tej szkoły – skomentował chłopak i spojrzał na blondyna. Chris również na niego spojrzał. Z zaciekawieniem i lekką fascynacją.
     Otwarta niechęć, co do tej szkoły? Hmm, ciekawie, ciekawie…
- Ah, tak w ogóle to William. Will Andeo – powiedział i wyciągnął dłoń w kierunku blondyna.
- Chris Collins. – Tym razem chwycił dłoń i uśmiechnął się.
- Miło cię poznać, Chris. – Will odwzajemnił uśmiech.
- Ciebie również miło poznać.
Rozmawiali jeszcze, gdy zadzwonił dzwonek na lekcję i Chris po raz pierwszy w tym dniu stwierdził, że miło jest z kimś porozmawiać.
     Wszedł wraz z Willem do klasy i razem usiedli w jednej ławce. Tutaj ławki nie były poczwórne, jak w sali od biologii, dlatego mogli usiąść tylko oni, z czego oboje się ucieszyli. Chrisa ucieszył również fakt, że chłopak myśli podobnie jak on, ale tego już nie powiedział na głos. Uśmiechnął się do swoich myśli, a potem skupił uwagę na nauczycielu, który zaczął czytać nazwiska z listy.
- Andeo, William? – zapytał, odczytując pierwsze nazwisko.
- Jestem – powiedział, po czym dodał ciszej do Chrisa: - Beznadzieja, jestem pierwszy na liście.
Nauczyciel odczytał jeszcze parę nazwisk, w tym jakiegoś Andrew Sebastiania, który był nieobecny. Doszedł do nazwiska Chrisa.
- Collins, Christopher? – zapytał, odrywając oczy od dziennika i patrzą w kierunku klasy.
- Chris – poprawił machinalnie. – Jestem.
Nauczyciel uśmiechnął się i wrócił do listy i dopiero teraz Chris zdał sobie sprawę, że to ten sam nauczyciel, który wręczał mu plan zajęć.
Później usłyszał jeszcze kilka nazwisk, w tym Pete’a, którego wciąż nie było, aż w końcu nauczyciel doszedł do końca listy:
- No i pan Shiny Matthew.
Nauczyciel ponownie rozejrzał się po klasie, jednak nikt się nie zgłosił. Jeszcze przez chwilę popatrzył na uczniów, aż w końcu zaznaczył nieobecność.
     Matt i wagary? W sumie nie znał go wcale, ale miał wrażenie, że Matt był dość przykładnym uczniem.
     Może mu się coś stało? Moment, zresztą co mnie to obchodzi, niech sobie robi, co chce, nic mi do tego.
- Nazywam się Felix Roberts i będę was uczył matematyki – zaczął nauczyciel, jednak jakoś pozostałe słowa umknęły Chrisowi z głowy. Nie potrafił się skupić. Mimo złości na samego siebie, powracał myślami do Matta i powodów, dla których nie ma go teraz na lekcji. Wmawiał sobie, że to po prostu jego szkolny obowiązek, co do współlokatora, ale jakoś sam nie chciał w to uwierzyć.
     Nauczyciel omówił wszystkie najważniejsze punkty i zasady panujące na jego lekcji, po czym chciał zrobić małe powtórzenie. Cała klasa jęknęła, a pan Roberts uśmiechnął się i powiedział:
- No dobrze, niech wam będzie. Dziś potraktuję was ulgowo, jako że to wasz pierwszy dzień. Ale pamiętajcie, to tylko dzisiaj! – dodał surowo, jednak uśmiechając się przy tym.
- W końcu jakiś normalny nauczyciel – powiedział Will do Chrisa. – Nauczyciel od historii od razu dowalił nam pracę domową.
- Historia? Mam ją chyba dopiero jutro – powiedział Chris, wyciągając swój plan. – Tak, dziś mam jeszcze angielski i fizykę.
- Słyszałem, że nauczyciel od angielskiego jest całkiem w porządku. Nie wiem, jak z fizyką, a co miałeś wcześniej? – zapytał Will i tak zleciał im czas do końca lekcji. Rozmawiali o nauczycielach, o przedmiotach, jakich lubią, a raczej, jakich nie lubią, gdyż tych było zdecydowanie więcej. Ustalili, że mają jeszcze parę innych wspólnych lekcji, z czego oboje się ucieszyli.
     Zadzwonił dzwonek i uczniowie rzucili się do drzwi. Will i Chris wyszli z klasy za innymi, wciąż pochłonięci rozmową.
- Robisz coś po obiedzie? – zapytał Will.
- Raczej nie, a co?
- Może chcesz zwiedzić ze mną jakieś tereny zielone w tym więzieniu i pomóc mi obmyślić jakiś ewentualny plan ucieczki? – Uśmiechnął się do Chrisa, lekko szturchając jego ramię. Blondyn zaśmiał się krótko, po czym przytaknął. – Super. Będę na ciebie czekał przy głównym wejściu tuż po obiedzie. Jeśli mnie nie będzie, to ty poczekaj na mnie, zgoda?
- Zgoda, to do zobaczenia. Muszę lecieć na angielski – powiedział i ruszył przez korytarz.
- To w tamtą stronę, Chris – krzyknął za nim Will. Zielonooki zawrócił momentalnie, minął chłopaka i rzucając krótkie „wiedziałem, sprawdzałem twoją czujność”, ruszył szybkim krokiem pod salę.
~*~
     Gdy wychodził z klasy od angielskiego w duchu przyznał rację Willowi. Nauczyciel rzeczywiście okazał się w porządku. Zresztą Chris od zawsze lubił angielski, była to jedyna lekcja, na którą chodził chętnie, nawet jak czekał go sprawdzian. Prawie nigdy się nie uczył, a i tak dostawał dobre oceny.
     Zobaczył niektóre osoby, które były z nim na biologii, i mając nadzieję, że oni też mają fizykę, ruszył za nimi. W tłumie rozpoznał Pete’a, jednak udawał, że go nie widzi, idąc wraz z tłumem. Przyglądał się numerkom, wypisanym na drzwiach od klas, mając nadzieję, że gdzieś będzie ta, której szukał. Gdy tłum zatrzymał się, a Chris wciąż nie znalazł swojej klasy, rozejrzał się po korytarzu i zobaczył, że Pete idzie gdzieś dalej. Westchnął, pobiegł za nim i już po chwili zrównał z nim kroku.
- O, witaj, Chrissy – przywitał go Pete, uśmiechając się do niego.
- Chris – poprawił. – Zresztą nieważne. Masz teraz fizykę?
- Owszem.
- Bo nie mam pojęcia, gdzie może być klasa i…
- To, że mam fizykę, nie znaczy, że na nią idę – powiedział Pete, uśmiechając się jeszcze szerzej do blondyna. – Muszę znaleźć Matta i Sebastiana. Powiedzieli, że na mnie poczekają na dole, ale oczywiście nie czekają.
- Ale przecież mogą być wszędzie. To dosyć duża szkoła – zauważył Chris.
- O tak. – Pete machnął ręką, jakby odganiał się od natrętnej muchy. – To dosyć duży budynek. Licząc wszystkie klasy, inne pomieszczenia nie-klasy, toalety i miejsca zakazane dla uczniów. A, no i oczywiście jeszcze błonia, a nie zapominajmy o różnorakich salach gimnastycznych, basenie i takich tam pierdołach. – Chris słuchał go uważnie. Nawet nie miał pojęcia, że to wszystko się tutaj znajduje. – Jednak dokładnie wiem, gdzie oni są i jeżeli chcesz, to możesz się wybrać tam ze mną. Chyba że wolisz iść na lekcję, a patrząc na zegarek. – Spojrzał na zegarek na swoim przegubie. – To masz jeszcze minutę, a klasa jest w zupełnie drugą stronę. Zawsze możesz się spóźnić, ale tego bym ci odradzał. Stary pan Eugius nie zwróci na ciebie uwagi, dopóki się nie spóźnisz. Założyłbym się nawet, że nie sprawdzi listy obecności. Czasami podejrzewam, że on nawet nie wie, jaką klasę uczy w danym momencie. Ale wybór należy do ciebie. – Pete ponownie posłał mu jeden z wielu swoich uśmiechów. – Ah, no i oczywiście zapewniam cię, że nie, nie będziesz nam przeszkadzał.
Chris spojrzał na niego zdziwiony. Skąd wiedział, że właśnie o tym pomyślał? Przecież nie mógł…
Przestań, Chris. To realne życie, a nie film si-fi.
- Więc jak? – zapytał Pete, stając i patrząc na Chrisa w momencie, gdy rozległ się dzwonek na lekcję.
- Chyba pójdę z tobą – powiedział.
- Świetnie – uśmiechnął się i pchnął drzwi, przy których stali. – Zapraszam.
Chris odwrócił się i spojrzał na pokój, a raczej na gabinet. W dodatku pielęgniarski. Spojrzał pytająco na Pete’a, który odpowiedział uśmiechem.
- Śmiało – powiedział i delikatnie popchnął blondyna do środka. – Rozgość się.




Nawet sobie nie zdajecie sprawy, ile kosztowało mnie czasu i nerwów, by tutaj to wstawić. Jakaś moja licencja wygasła i nie mogę sobie z tym poradzić. Word odmówił współpracy i nie wiem, co mam z nim zrobić… Musiałam wszystko przenieść na inny komputer, który o dziwo, otworzył mój plik z opowiadaniem, a myślałam, że nie otworzy i że nie będzie noty. W najgorszym wypadku przepisywałabym ją prosto na bloga. Aczkolwiek problem tymczasowo rozwiązany. Przynajmniej dzisiaj.
Macie taaaaaki dłuuugi rozdział (na myśl, że miałabym go przepisywać robiło mi się niedobrze). Mam nadzieję, że się podoba i to chyba tyle z mojej strony.

1 komentarz:

  1. Witaj,
    robi się coraz bardziej ciekawie... Matt jest dosyć popularną osoba w szkole.... Tak i już kilka osób zaczęło mówić na Chrisa, Chrissy..... :)coś mam wrażenie, że Chrisowi bardzo się w tej szkole zacznie podobać i już nie będzie chciał realizować swojego planu....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń