Gwiazdy
Tym razem mam Wam do zaprezentowania krótką opowieść o gwiazdach.
Została wymyślona dawna temu, gdy wraz z moją przyjaciółką leżałyśmy na murku i
wgapiałyśmy się w gwiazdy. Wtedy powstał cały pomysł na opowiadanie, a gdy
tylko wróciłam do domu zasiadłam przed komputer i tak właśnie powstało to, co
teraz oddaję Wam. Był to dosyć trudny okres w moim życiu, było w nim dużo buntu
przeciwko wszystkim i wszystkiemu, gdy szukałam siebie i własnego stylu
pisania. Co prawda nie do końca jestem z niego zadowolona, teraz na pewno na
pisałabym je sto razy lepiej, ale mam do niego pewien sentyment. Tęsknię
strasznie za tamtym momentem, gdy wraz z jedną najważniejszych osób leżałam na
murku, mając w dupie wszystko inne i ze spokojem, wgapiałyśmy się w
rozgwieżdżone niebie - jakby nic innego nie miało znaczenia. Ten beztroski czas
już minął...
Taka mała ciekawostka: to opowiadanie wygrało jakąś tam
nagrodę w jakimś tam konkursie. Miało zostać wydrukowane na końcu zeszytu
pewnej firmy, jednak firma ta chyba splajtowała. Nie wiem, co się z nią stało,
ale że minęło już sporo czasu od tamtego momentu, więc z czystym sercem mogę
umieścić ten króciutki tekst tutaj. Po raz pierwszy gdzieś je umieszczam.
Ach i nie przejmujcie się brakiem akapitów, wtedy udawałam, że
nie istnieją, jak mnóstwo innych rzeczy w tamtym czasie.
Enjoy~!
Podobno każdy człowiek ma swoją własną gwiazdę. Tam, na niebie
każda gwiazda jest kogoś. Podobno, jeśli spojrzysz na swoją, od razu poczujesz
jakąś więź. A jeśli spojrzysz na gwiazdę ukochanej osoby, to poczujesz dziwne
ciepło. Z każdym nowym życiem, powstaje nowa gwiazda i świeci tylko dla tej
osoby. Lecz, gdy człowiek umiera, gwiazda umiera wraz z nim…
Yume może i była zwykłą dziewczyną, tylko nie wiedzieć dlaczego
ganiali za nią z wywieszonymi językami. W sumie, to rzeczywiście była ładna,
mądra, zabawna, i tak dalej, ale, no, ludzie, bez przesady! W szczególności, że
ona nie robiła NIC, by się podobać. Była, poprawka, starała się być miła i
tyle. Nie zawsze jej to wychodziło, ale czy kiedykolwiek jakiś chłopak się tym
przejął? Oczywiście, że nie. Dla nich liczyło się jedynie to, że Yume miała
długie nogi i całkiem pokaźny biust. Chociaż na miejsce, gdzie plecy tracą swą
szlachetną nazwę, też nie mieli, co narzekać. Yume, nawet, gdyby była
pustogłową lalką Barbie, też raczej by ich to do siebie nie zraziło, a fakt, że
nie jest blondynką też nie robił im różnicy. Chociaż nie wiem, co ich pociągało
w tej bladej cerze, a do tego czarnych włosach. W dodatku Yume, zamiast jakiś
ładnych kasztanowych oczu, miała jakiś nieokreślony niebieski. Banda
przygłupów. Tak właśnie myślałem, dopóki sam jej nie poznałem.
Pewnie zastanawiacie się, kim jestem. Otóż jestem uczniem liceum,
do którego chodzi również Yume. A nawet więcej, jestem wraz z nią w jednej
klasie. Chociaż nie mogę powiedzieć, że ją lubię, wprost przeciwnie.
Nazywam się Takeru i jestem jedną z najbardziej znanych osób w
szkole. Zawsze, wszyscy łączą mnie z Yume, gdyż jej popularność prawie
dorównuje mojej. Do pewnego czasu śmiałem się z tych porównań, dopóki nie
zostałem wplątany w klub teatralny…
Sam nie wiem jak, ani kiedy, no, ale stało się. Klub teatralny,
sam w to nie mogę uwierzyć. Oczywiście, na domiar złego, pierwszą sztuką, w
jakiej miałem zagrać, było „Romeo i Julia”. Zgadnijcie, kto odegrał Romea? Tak,
zgadliście, ja… Więc teraz powiedzcie mi, kto grał Julię? Tak, dobrze myślicie…
Yume.
Mieliśmy miesiąc na przygotowanie się do przedstawienia. Yume
uparła się, że oddzielne ćwiczenie ról Romea i Julii są bez sensu, więc odtąd
każdego wieczoru, przez bity miesiąc ćwiczyliśmy wspólnie. I właśnie przez to,
tylko i wyłącznie przez to zakochałem się w niej.
Zaczęło się niewinnie, od pocałunku scenicznego. Ja jako Romeo, a
ona jako Julia. Lecz już potem byliśmy znowu tylko Takeru i Yume, a mimo to,
nie przerwaliśmy pocałunku. Przypuszczenia ludzi sprawdziły się, nawet, jeśli
były to zwykłe żarty…
Dzień przed przedstawieniem, Yume bardzo się denerwowała.
Pocieszałem ją, że wszystko się uda, że musi się udać, skoro tyle ćwiczyliśmy.
Ale ona odparła, że nie chodzi o przedstawienie. Zapytałem, więc, dlaczego jest
taka zdenerwowana, a ona zaczęła opowiadać. Gdy skończyła, oboje płakaliśmy.
Yume umierała…
Nadszedł dzień przedstawienia. Scena była pod gołym niebem. Na
dworze było ciepło, mimo, iż godzina nie była wczesna. Na niebie pojawiły się
pierwsze gwiazdy.
Wraz z Yume czekaliśmy za kurtyną, a, gdy rozległy się pierwsze
oklaski wszystko się zaczęło.
Zbliżała się scena końcowa. Yume leżała na łożu, pozorując śmierć
Julii, a ja udawałem, że poję truciznę. Gdy tylko płyn dostaje się do moich
ust, Julia budzi się, z przerażeniem patrząc na ukochanego. Para po raz ostatni
całuje się, chociaż w tym momencie nie byłem Romeem, a Yume nie była Julią.
Upadłem na łóżko, udając śmierć Monteki’ego. Ujrzałem gwiazdy. Zacząłem wodzić
po nich wzrokiem, aż ujrzałem taką, przy której poczułem dziwne ciepło,
wypełniające mnie od środka. Spojrzałem na Yume i już wiedziałem, że odgrywa
nie tylko śmierć Julii, ale również własną. Kiedy padała obok mnie, patrzyłem
na gwiazdy i zobaczyłem, że jedna z nich znika. To była jej gwiazda…
Dotknąłem policzka Yume, a potem delikatnie ująłem jej twarz w
dłonie. Złożyłem na jej ustach ostatni pocałunek, czując łzy spływające mi po
policzkach. Usłyszałem oklaski, a potem głuchą ciszę. Po chwili wśród
publiczności wybuchła panika. Spojrzałem na gwiazdy raz jeszcze, trzymając Yume
za dłoń.
Kurtyna opadła. Przedstawienie skończone.
Super zakończenie! <333
OdpowiedzUsuńUwielbiam tego typu opowiadania xD to mi przypominało bardzo jedno z moich, taka sama konstrukcja, narrator nawet motyw podobny xD i zakończenie ;p historia niby inna a ta sama (w sumie jak wszystkie o miłości ;p). Natchnęłam Cię xD, czy jesteśmy bratnimi duszami xD ??
Wiesz, że chyba nawet nie mogłam Cie natchnąć? Wychodzi, że jesteśmy bratnimi duszami ! Kochana, ja Ci je wstawię na swojego bloga za sekundę sama zobaczysz xD
OdpowiedzUsuńacute-love.blogspot.com jest prolog ;p nie wiem czy Ci o tym pisałam ;p
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńcudowny shot, choć taki bardzo smutny.... gdy się w sobie zakochali, to musieli się żegnać...
weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie i gorąco Basia
acute-love.blogspot.com ;p nowa notka, tym razem autobiografia artystyczna
OdpowiedzUsuń:P