środa, 13 sierpnia 2014

One shot - Nawet najmniejsza istota może zmienić bieg przyszłości

Tym razem zaczynamy coś innego, w sensie, inne one shoty, gdyż opowiadanie wciąż stoi w miejscu. W najbliższym czasie nazbierało mi się kilka ważnych rzeczy, przez które nie potrafię się za bardzo skupić, ale myślę, że może za dwa miesiące ruszę z opowiadaniem, to przynajmniej mam w planach, zobaczymy jak wyjdzie w rzeczywistości.
Do rzeczy, tym razem seria one shotów z serii niedokończonych. Mam ich trochę i niektóre są nawet całkiem długie, z tego co przynajmniej pamiętam, a moja pamięć bywa zawodna, dlatego teraz wrzucam tutaj jeden z nich. Nie pamiętam już dokładnie pomysłu na nie i jeśli ktoś miałby jakiś pomysł i chęć może go sobie dokończyć ze swoim widzimisię, nie mam nic przeciwko.
To chyba wszystko, co miałam do napisania, tak więc ja się żegnam na kolejny miesiąc. I trzymajcie kciuki. Po prostu trzymajcie.



Prolog

Przeznaczenia zmienić się nie da. Wierzycie w tę bzdurę? Przestańcie. Przeznaczenie wcale nie jest tak dokładnie ustalone, jak nam się wydaje. Można go zmienić, trzeba tylko wiedzieć jak. Wiem, że nie jest to łatwe, dużo to kosztuje. Bardzo dużo. Żeby zmienić przeznaczenie płacimy za to najwyższą cenę, jednak jest to wykonalne. Uwierzcie mi. Kto jak kto, ale ja wiem o tym najlepiej. Zaufajcie mi. Złapcie mnie za dłoń i wkroczcie do mojego świata, a raczej do mojego koszmaru. Jednak nie bójcie się. Nie wszystko jest tym, czym wydaje się być.
Nazywam się Asatte, a to moja opowieść.

Rozdział I

Jestem zwykłym chłopakiem, mającym zwykłe życie. Mam osiemnaście lat i staram się być optymistą. Czasem wychodzi mi to lepiej, czasem gorzej, a jeszcze innym razem nie wychodzi w ogóle. Jednak nie zamieniłbym tego życia na żadne inne. Podoba mi się to, kim jestem i nie chcę tego zmieniać. Odpowiada mi to. Czasem, jak każdy mam swoje wzloty i bolesne upadki. Jednak staram się żyć chwilą. To, co było przecież nie wróci. A przyszłość… Przyszłością staram się za bardzo nie przejmować. Dziękuję za każdy dzień, nawet ten najgorszy, bo wiem, że mogło go nie być wcale. Jak widzicie różnię się trochę od innych. Przynajmniej ja tak uważam. Jeszcze nigdy nie spotkałem osoby z podobnym nastawieniem do świata, ale może dlatego, że nie szukałem. No cóż, i szukać nie zamierzam.
Pracuję w pobliskim sklepie ze słodyczami. Nie powiem, że zawsze tak wyobrażałem sobie moją przyszłość, ale nie narzekam. Lubię dzieci, które są moimi stałymi klientami. Śmieszą mnie te małe istotki. Pomyśleć, że każdy człowiek był kiedyś takim brzdącem. Jak już wspominałem – to przeważnie dzieci są moimi klientami, ale tego dnia było inaczej. Znaczy, dzieci też mnie odwiedzały, czasem z rodzicami, czasem bez. Jednak ten dzień był spokojniejszy, niż wszystkie inne. Był naprawdę mały ruch. Do godziny czternastej miałem zaledwie trzech klientów, co normalne nie jest. Ale nie tylko to było dziwne w tym dniu. Dokładnie o wpół do trzeciej do sklepu wszedł chłopak mniej więcej w moim wieku. Może rok, dwa lata starszy. Obszedł dokładnie cały sklep, jakby po raz pierwszy widział taką górę słodyczy. Wydał mi się lekko zagubiony, gdy tak krążył między półkami. W końcu podszedł do lady i trochę niepewnie zapytał:
- Są lizaki?
Uśmiechnąłem się do niego przyjaźnie i wskazałem na pojemnik z kolorowymi lizakami. Rozpromienił się, a ja pomyślałem, że jego uśmiech jest prawdziwszy, niż dziecięcy. Szybko wygoniłem tę myśl, wyzywając się w duchu od nienormalnych. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że mój niezwykły klient coś do mnie mówi.
- Przepraszam, może pan powtórzyć? – przerwałem mu, czując się trochę niezręcznie.
- Mówiłem, że kocham lizaki. To najlepsze słodycze na świecie.
- Zgadzam się z panem. Też je bardzo lubię.
Ponownie się do mnie uśmiechnął, a obraz rozmył mi się przed oczami. To było cudowne uczucie. Jakbym tonął, ale to było bezpieczne tonięcie. Nie umiem dokładnie tego opisać.
- Proszę pana? – Głos nie był zbyt wyraźny, jakby dobiegał zza ściany. – Proszę pana, nic panu nie jest?
Ktoś mnie szturchnął i dopiero wtedy oprzytomniałem. Spojrzałem na mojego klienta, zastanawiając się, co się ze mną dzieje.
- Przepraszam, jestem dzisiaj jakiś rozkojarzony – powiedziałem szybko.
- Nie szkodzi – powiedział i uśmiechnął się. Szybko odwróciłem wzrok.
- Rozumiem, że mają być lizaki? – upewniłem się, a gdy kiwnął głową zapytałem – Ile?
- Sto.
Wybałuszyłem na niego oczy, myśląc, że się przesłyszałem.
- Sto lizaków? – zapytałem niepewnie. Przytaknął, lekko zakłopotany.
W sumie, to nic mi do tego, pomyślałem i zabrałem się za odliczanie lizaków.
Gdy pomyliłem się po raz trzeci, usłyszałem pytanie:
- Może razem policzmy?
Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się, wdzięczny za propozycję. Przytknąłem i zabraliśmy się za liczenie.
Nie wiem, jakim cudem, ale się udało. 

4 komentarze:

  1. oo jakie słodkie :3 nie moge sie doczekac kiedy ruszysz z opowiadaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam wszystkie części opowiadania i jestem zachwycona, niestety oneshoty pominęłam, bowiem to nie jest mój klimat. Czekam jednak na kontynuację i miejmy nadzieję, że się doczeka ;)
    No i tak na koniec informuję, że Twój blog został nominowany do Liebster Blog Awards. Wszystkie potrzebne informację na moim blogu http://darkqueen-corkasmierci.blogspot.com/
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    bardzo ciekawy tekst, bardzo mi się podobał, czekam na kontynuację...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. 31 year-old Executive Secretary Eleen Foote, hailing from Levis enjoys watching movies like Class Act and Watching movies. Took a trip to Monastery of Batalha and Environs and drives a Legacy. Nasza strona

    OdpowiedzUsuń