Kiedyś. Jeszcze nie teraz.
Krocząc ku otchłani,
Ku czeluści piekła
Modlę się, Boże do Ciebie,
By to była tylko senna zmora.
Widząc czerwone oczy
Patrzące w mą duszę,
Czarne języki ognia
Pełzają po mym ciele.
A ja modlę się do Ciebie:
„Uchroń mnie”.
I widząc białe skrzydła,
Wyciągam ręce
Do Anioła, który zszedł
Wprost w szpony Lucyfera,
By mnie ratować, by wyciągnąć, by wyrwać ze zła.
Delikatne białe pióra były jak śnieżny puch,
Teraz zbryzgane krwią.
Ale te skrzydła wciąż mogą latać i Anioł bierze
mnie do góry,
Do Ciebie, mój Ojcze.
Znów mnie ratujesz, mą duszę ochraniasz.
Dziękuję Ci.
śliczny one-shot ;) duuuuuużo weny życzę by robić dalej opowiadanie :>
OdpowiedzUsuńwłaśnie połknęłam za jednym zamachem całe Twoje opowiadanie~! i szczerze mówiąc mina mi zrzedła kiedy zobaczyłam, że urwałaś w takim momencie.. a ja tak bardzo chciałabym się dowiedzieć co będzie dalej~!
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki i życzę weny, chęci i zapału na dalsze rozdziały;D czekam na nie z niecierpliwością;D
Psyche420
Witam,
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawy tekst..
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia