Był w jakimś ciemnym pomieszczeniu i coś
zawzięcie bzyczało. Mimo że parę razy udało mu się zlokalizować skąd ten
odgłos, to on był już zupełnie gdzie indziej. Było to bardzo irytujące, na tyle
irytujące, że w pewnym momencie otworzył oczy. Momentalnie ponownie je
przymknął, bo światło wydawało się zbyt jasne. Dopiero po chwili przyzwyczaił
się na tyle, by rozejrzeć się po pokoju. Udało mu się znaleźć owada, który wydawał
ów irytujący dźwięk. Usiadł i chwycił książkę, leżącą na stoliku obok łóżka.
Ostrożnie zbliżył się do owada i trzepnął go książką.
- Ty
wredoto, bzyczałeś mi cały czas – powiedział i rozejrzał się po pokoju. Przy
lampie krążyło więcej robactwa, ale było na tyle małe i ciche, że Chris
postanowił przedłużyć ich żywot, przynajmniej do poranka. Spojrzał na łóżko
Matta i ze zdziwieniem stwierdził, że jest puste. Spojrzał na drzwi łazienki.
Zamknięte. Czyżby tam siedział jego współlokator? Podszedł i zapukał.
-
Matt? Jesteś tam? – zapytał, ale nie dostał żadnej odpowiedzi. – Wchodzę.
Otworzył
drzwi, jednak łazienka również była pusta. Wrócił do pokoju i spojrzał na
zegarek.
-
Gdzie ty do cholery jesteś o wpół do trzeciej w nocy, idioto?
Skierował
się do łóżka, z zamiarem ponownego pogrążenia się we śnie. Jednak, gdy tylko
się położył, świadomość, że nie ma tutaj Matta nie przestawała go dręczyć.
-
Zapewne jest w tym ich gabinecie – powiedział do siebie, po raz kolejny
zmieniając pozycję. – Siedzi tam i gada z tym całym Petem i Sebastianem. Ale
przecież się bili. A Pete go o coś oskarżał. Może to jest powód, dla którego
nie ma go tutaj?
Usiadł
na łóżku i rozejrzał się po pustym pokoju. Zastanowił się, czy pamięta, gdzie
znajdował się ten gabinet. Mniej więcej, z podkreśleniem na więcej. Ale nawet
jeśli go znajdzie bez problemu, to może do niego nie wejść. Matt przecież ma
klucze, mógł się tam zamknąć.
Ale równie dobrze może go tam w ogóle nie
być. Może źle się poczuł? A może jest po prostu w innym pokoju, ma przecież
tylu znajomych, nie włączając w to Sebastiana i Pete’a.
Wstał z łóżka i podszedł do drzwi.
Delikatnie je uchylił i zobaczył ciemność. Znieruchomiał, nasłuchując, jednak
nikogo nie usłyszał. Korytarz był pusty. Sam nie wierząc, że to robi, wyszedł z
pokoju i skierował się do gabinetu, w którym siedział parę godzin temu. Bez
większych problemów odnalazł właściwe drzwi, które bez namysłu pchnął. Nawet w
ciemności biel wszystkiego uderzyła go w oczy. Wszedł niepewnie do środka i
zamknął za sobą drzwi.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że
nie ma pojęcia, co powie Mattowi, jak go znajdzie. Że się martwił? Przecież się
do tego nie przyzna. Nie jemu. Gdyby to był Will, to może i owszem. Ale to
przecież Matt. Ten wkurzający współlokator, który zawsze patrzy na niego z tą
wyższością w tych swoich szarych, zimnych oczach.
Podszedł do białych drzwi w pomieszczeniu
i ostrożnie nacisnął klamkę.
Udam,
że lunatykuję, pomyślał, gdy drzwi otworzyły się. Spojrzał do środka i przez
chwilę był pewien, że gabinet jest pusty.
- Co
tu robisz? – usłyszał i dopiero teraz zobaczył postać, leżącą na kozetce.
-
Ja… Ja…
- No
wiem, że ty. Nikogo więcej tu nie ma, a raczej nie ja.
Chris
wziął się w garść i powiedział:
-
Chyba musiałem lunatykować. Nie pamiętam, jak tutaj szedłem.
Czarna
postać Matta usiadła i Chris był pewien, że patrzy wprost na niego.
-
Kłóciłbym się z tym, ale dziś już nie mam na to siły.
Zapadło
milczenie. Chris wiedział, że Matt nie uwierzył w to, że lunatykował. Chyba
mało kto by w to uwierzył.
- Co
tu robisz? – zapytał blondyn, przerywając milczenie.
- O
to samo pytałem ciebie, Chrissy. Czyżbyś mnie szukał? – Chris wyobraził sobie
ten jego uśmiech. – Czyżbyś się o mnie, nie czekaj. Naprawdę? Czyżbyś się
martwił?
Usłyszał
zduszony chichot.
-
Jak bardzo rozbawi cię odpowiedź twierdząca?
-
Nie tyle co rozbawi, co… zaintryguje.
Chris
nie zrozumiał. Zmarszczył brwi, ale po chwili uświadomił sobie, że przecież
Matt nie może tego zobaczyć w ciemnościach.
-
Co? Co masz na myśli?
Tym
razem Matt nie tłumił śmiechu, a gdy się uspokoił powiedział:
-
Siadaj, jak już tutaj jesteś.
Chris
usiadł na jednym z dwóch krzeseł i spojrzał na Matta. Oczy prawie przyzwyczaiły
się do ciemności, tak że teraz widział jego twarz. Szare oczy były skupione na
nim, a usta ułożone w lekko kpiący uśmiech.
-
Więc co miałeś na myśli? – zapytał, gdy Matt wciąż się nie odzywał.
-
Chodzi mi o to, mój drogi, Chrissy, że pozujesz na buntownika, który wszystko i
wszystkich ma gdzieś. Który niczym się nie przejmuje, poza sobą. Z zewnątrz
może i wydajesz się twardy, ale to tylko skorupa, a skorupę można zniszczyć. –
Uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Tak naprawdę masz dobre serce i w jakimś
sensie jesteś po prostu przerażonym dzieciakiem, wołającym o pomoc.
-
Nie wołam o pomoc, umiem sam o siebie zadbać. Nigdy o nic nikogo nie
poprosiłem.
-
Właśnie dlatego jesteś taki zagubiony. Nie wiesz, że milczenie, to
najgłośniejsze wołanie o pomoc?
- Ty
i te twoje filozoficzne przemyślenia! – żachnął się Chris. – Myślisz, że tak
dobrze mnie znasz? W ogóle mnie nie znasz, znasz tylko moje imię i nazwisko, a
nie życie.
- A
ty je znasz?
-
Co? Oczywiście, że tak!
-
Jesteś tego taki pewny?
Chris
zastanowił się przez chwilę. Przecież wiedział, kim jest i znał swoje własne
życie. Chociaż… Nie, nie! Ale jednak dom, którego nienawidzi, z rodzicami,
którzy chcą się pozbyć nieidealnego syna. Jego bunt wobec nich, wobec całego
świata. Może to rzeczywiście po prostu obrona zagubionego chłopca? Skorupa
przed całym światem, który mu umykał gdzieś obok.
-
Trochę zwątpiłeś, co? – Głos Matta wyrwał go z przemyśleń.
-
Skąd ty wiesz takie rzeczy?
- Bo
sam z nimi walczę na co dzień – odpowiedział Matt i wstał z kozetki. – Chyba
powinniśmy wrócić do pokoju. Gdyby ktoś nas teraz tutaj przyłapał mielibyśmy
niezłe kłopoty.
Ledwo
wymówił to zdanie, a drzwi do gabinetu otworzyły się. Chris znieruchomiał,
wpatrzony w otwarte drzwi. Siedział pod takim kątem, że nie mógł zobaczyć, czy
ktoś tam stoi. Za to Matt doskonale widział ich nauczyciela od matematyki.
-
Dobry wieczór, profesorze – powiedział szarooki tak, jakby cała ta sytuacja nie
była dziwna.
-
Pan Shiny, o ile się nie mylę. – Zajrzał do środka gabinetu. – I pan Collins.
Mogę wiedzieć, chłopcy, co wy tutaj robicie?
-
Nocny spacerek, od co – wyjaśnił Matt.
- Chyba
pan zna przepisy, panie Shiny, prawda? – zapytał. – Po dwudziestej drugiej nie
wychodzi się z pokoju, chyba że to naprawdę ważne.
-
Chris trochę źle się poczuł. Pomyślałem, że spacer dobrze mu zrobi.
Pan
Roberts uważnie spojrzał na Chrisa, który próbował zrobić cierpiącą minę, jednak
nie wiedział, czy nauczyciel w ogóle ją widzi.
-
Tym razem wam odpuszczę. Dyrektor się nie dowie, jednak nie mogę tego zostawić
bez żadnej kary. Macie szlaban. Obaj. Jutro przed lekcjami stawicie się w moim
gabinecie, tam dowiecie się wszystkiego, zrozumiano?
Oboje
pokiwali głowami, nie patrząc na siebie.
- A
teraz zmykać do pokoju.
Chris
wstał z krzesła i wyszedł za Mattem z gabinetu. Gdy przechodzili przez drugie
drzwi, pan Roberts jeszcze ich zatrzymał:
-
Jeszcze jedno. Matt, łaskawie pojawiaj się na moich zajęciach.
Szarooki
nic nie odpowiedział, tylko ruszył przed siebie. Chris poszedł za nim. Musiał podbiec,
żeby go dogonić, jednak nie odezwali się do siebie słowem, aż do zamknięcia
drzwi od ich pokoju.
- Jak myślisz? Co to będzie za kara?
-
Pewnie segregowanie jakichś papierów, czy coś w tym stylu.
Przez
chwilę oboje milczeli, a Chris przypatrywał się, jak jego współlokator
podchodzi do szafy i czegoś w niej szuka. Po chwili przestał, z hukiem zamknął
drzwi szafy i usiadł na łóżku, tyłem do blondyna. Przyglądał się czemuś, co
trzymał w dłoni. Chris ostrożnie podszedł do niego, jednak w połowie stanął,
jakby nagle się rozmyślił.
-
Czemu biłeś się z Sebastianem? – zapytał w końcu, wciąż stojąc między ich
łóżkami.
- A
ty znowu o tym?
- Po
prostu chcę wiedzieć.
Matt
przez chwilę milczał, wciąż patrząc na to, co trzymał w dłoni. Dopiero po
chwili spojrzał na Chrisa i gestem pokazał, żeby usiadł obok niego na łóżku.
Gdy blondyn już siedział Matt odwrócił się w jego stronę, by patrzeć mu cały
czas w oczy.
-
Kłóciłem się z nim – powiedział w końcu.
- To
wiem, ale o co?
- O
ciebie.
- O
mnie?! – Chris błądził spojrzeniem po oczach Matta, jakby szukając czegoś, co
by mu powiedziało, że to kłamstwo. Jednak nic takiego nie znalazł. – Jak to o
mnie?
Matt
zaśmiał się krótko i z kpiącym uśmieszkiem powiedział:
- On
twierdzi, że popełniam wielki błąd. Zresztą i tak na razie tego nie zrozumiesz,
Chrissy.
- To
mi wytłumacz.
-
Jeszcze nie teraz. – Matt wyraźnie chciał zakończyć tę rozmowę, jednak blondyn
nie chciał tak łatwo ustąpić.
-
Skąd wiesz, że to twoje „nie teraz” nie jest właśnie teraz?
-
Ale ty wszystko plączesz, nawet wypowiedzi – zaśmiał się, po czym
niespodziewanie nachylił i delikatnie pocałował Chrisa w usta. – Powiedzmy, że
to była jedna z tych trzech przysług. Nie pytaj na razie o nic więcej.
Chris
siedział nieruchomo, patrząc na Matta. Czuł, że piecze go twarz, zrobiło mu się
nagle bardzo ciepło, mimo wciąż otwartego okna, a bzyczenie owadów jakby nagle
ucichło. Jednak zgodnie ze słowami Matta o nic nie zapytał. Za to wstał i
poszedł do swojego łóżka, na którym się położył, odwrócony do Matta plecami.
Nie mówiąc już nic, czekał aż zmorzy go sen, który, jak na złość, nie
przychodził.
~*~
Widział, że już jest ranek, jednak wciąż
próbował choć na trochę zasnąć. Niezbyt dużo spał tej nocy, zbyt ogarnięty
natłokiem myśli. Skojarzyły mu się z morzem. Myśli napływały i po chwili znowu
odpływały, ale tylko po to, by nowe mogły przypłynąć, jak nowa fala. I tak w
kółko, dopóki nie zasnął. Jednak budził się w nocy po parę razy, mając dziwne
sny. Jeden natomiast był taki realistyczny. Śniło mu się, że Matt go pocałował
i długo myślał nad tym snem, gdy się obudził. Myślał nad nim tak długo, aż w
końcu nie wiedział, czy to rzeczywiście był sen.
W końcu usłyszał, jak jego współlokator
budzi się i spojrzał na niego. Zobaczył tylko czarną czuprynę wystającą spod
kołdry. Czyli wciąż śpi.
Chris wygramolił się z łóżka i niepewnie
podszedł do współlokatora. Stał nad nim przez jakiś czas, aż nagle Matt
otworzył oczy.
-
Czemu nade mną stoisz? Obserwujesz, jak śpię? – zapytał, naciągając na siebie
kołdrę i próbując nie zwracać uwagi na blondyna. – Która w ogóle jest godzina,
co?
Chris
spojrzał na zegar, wiszący nad drzwiami. Wskazywał cztery minuty po piątej.
-
Wcześnie – odpowiedział, ponownie spoglądając na Matta. – Muszę coś wiedzieć.
Szarooki
westchnął i wyczołgał się spod kołdry. Usiadł i nieprzytomnie spojrzał na
blondyna, czekając.
-
Czy wczoraj… – zawahał się na moment. Czy na pewno chciał znać odpowiedzieć? Na
pewno chciał wiedzieć, co się między nimi wydarzyło? – Czy wczoraj… pocałowałeś
mnie?
Wykrztuszenie
z siebie tego zdania bardzo dużo go kosztowało, między innymi czerwone policzki
i odwrócony wzrok, wpatrzony w jakiś punkt na ścianie za Mattem.
Szarooki
spojrzał na niego z tym swoim uśmiechem. Mimo zaspania, w oczach wciąż czaił
się chłód.
- Nie,
Chrissy. Nie pocałowałem cię wczoraj. - Blondyn zmieszał się, na co Matt
zareagował śmiechem. – Jakieś erotyczne sny ze mną w roli głównej?
Mimo
że wydawało się to niemożliwe, policzki Chrisa poczerwieniały jeszcze bardziej,
a sam chłopak nie wiedział, jak wybrnąć z tej sytuacji. Spodziewał się innej
odpowiedzi, miał przygotowany nawet odpowiedni scenariusz, jak może zareagować,
ale teraz… Z opresji uratował go sam sprawca, gdyż powiedział:
- Daj
mi jeszcze trochę pospać i tak musimy wyjść wcześniej.
-
Niby po co?
-
Szlaban, zapomniałeś?
Chris
westchnął. Pamiętał.
Podszedł do łóżka, ale sam nie wiedział po
co. Nie chciało mu się już spać, bardzo chciał z kimś porozmawiać. I mimo, że
nie chciał przyznać tego przed samym sobą, to brakowało mu przyjaciela. Takiego
do pogadania, na każdy temat, nawet najgłupszy i najdziwniejszy. Taki, któremu
mógłby powiedzieć wszystko, nie wstydząc, ani nie bojąc się jego reakcji. I
wtedy pomyślał o Willu, który gdzieś tutaj był, w jednym z wielu pokoi. Teraz
na pewno go nie znajdzie, ale może na obiedzie. Z taką myślą, zgarnął jakieś
ciuchy z szafy i poszedł się ubrać. Zapowiadał się ciężki dzień.
~*~
Wyszli jakieś pół godziny wcześniej, niż
wczorajszego dnia. Bez słowa poszli do gabinetu pana Robertsa, żeby dowiedzieć
się o szlabanie. Gdy zapukali, profesor od razu otworzył im drzwi i gestem
zaprosił do środka. Chris rozejrzał się po gabinecie. Był to najzwyklejszy
gabinet z możliwych. Biurko, krzesło, masa papierów, komputer, jakieś szafki.
Oraz drzwi do drugiego pokoju. Wcześniej o tym nie pomyślał, ale nauczyciele –
tak samo, jak wszyscy uczniowie – mieszkali tutaj w czasie roku szkolnego.
- Cieszę się, że jesteście – powiedział
pan Roberts siadając za biurkiem.
-
Chciałbym powiedzieć to samo, ale nie lubię kłamać – odpowiedział Matt. Chris
spojrzał na niego, a po chwili przeniósł wzrok na pana Robertsa, ciekawy jak
ten zareaguje. Jednak on puścił tę uwagę mimo uszu, przeszukując białe teczki,
które leżały przed nim.
-
Mam straszny bałagan z tymi papierami – powiedział nauczyciel. – Są to
kartoteki moich uczniów, a waszym zadaniem będzie poukładać je alfabetycznie.
Zgłoście się oboje zaraz po waszych lekcjach. – Spojrzał na zegarek. – A teraz
możecie iść.
Wyszli
z gabinetu, a Chris wyjął z kieszeni swój plan zajęć. Pierwszym przedmiotem,
jaki dziś mieli mieć była historia. Zapamiętał, że Will nie przepada za tym
nauczycielem i był ciekawy, czy również go nie polubi. Szedł za Mattem, wciąż
wpatrując się w plan. Drugą lekcją była chemia, a trzecią angielski. Później
miał jakieś zajęcia fizyczne oraz matematykę na sam koniec. Wtedy mógł zostać
od razu po lekcji z panem Robertsem i odpracować swój szlaban, by szybko pójść
na główną salę, znaleźć Willa. Miał nadzieję, że segregowanie tych papierów nie
zajmie im dużo czasu, szczególnie, że byli we dwójkę. Naprawdę chciał dziś
porozmawiać trochę z Willem. A może on obmyślił już jakiś plan wydostania się z
tej szkoły? Kto wie, co się czai w tej jego muzycznej głowie.
- Stój. – Ktoś pociągnął go za rękaw zbyt
długiej koszuli. Odwrócił się i spojrzał wprost w szare oczy Matta. – Jesteśmy
już pod salą.
Chris
rozejrzał się i na drzwiach zobaczył numerek taki sam, jaki widniał na jego
planie lekcji przy historii. Była tutaj już spora grupka uczniów, w tym
Sebastian i Pete, którzy tylko spojrzeli na nich wymownie i odwrócili się. Chris
zdążył zobaczyć siniaki na twarzy Sebastiana oraz rozciętą wargę. Zapewne była
to sprawka Matta. Usłyszał tylko, jak szarooki prycha, więc spojrzał na niego.
Był to tylko ułamek sekundy, ale blondyna i tak przestraszył ten wzrok Matta,
którym obdarzył przyjaciół. Pomyślał, że za nic w świecie nie chciałby, żeby te
szare oczy tak na niego patrzyły. Nawet jeśli miała to być ledwo dostrzegalna
chwila. Przez moment chciał nawet nieznacznie odsunąć się od Matta, ale w tym
momencie szarooki spojrzał na niego, więc zastygł w miejscu, wpatrzony w jego
twarz z dziwną miną.
- Co
się stało, Chrissy? – zapytał, zarzucając mu rękę na ramię. - Wyglądasz, jakbyś
ducha zobaczył. Popatrz sobie na mnie, od razu ci się polepszy.
Wyszczerzył
się do niego, ukazując równe, białe zęby. Chris przez chwilę zastanawiał się,
czy to ten sam Matt, którego przed chwilą się przestraszył.
-
Nic się nie stało, a patrzenie na ciebie to jedna z ostatnich rzeczy na mojej
liście. Zresztą nieważne. I weź tę rękę.
O
dziwo Matt posłuchał od razu, co trochę zaniepokoiło Chrisa, jednak właśnie w
tej chwili minął ich nauczyciel i otworzy drzwi do sali. Uczniowie weszli i
pozajmowali miejsca. Chris usiadł sobie gdzieś bardziej z tyłu, a obok niego
usiadł Matt. Blondyn westchnął, ale nic nie powiedział. Już wcześniej
przygotował się na to, że szarooki będzie siedział obok niego przez większość
przedmiotów. Szczególnie, że plan mieli identyczny. Żałował, że tak rzadko miał
jakieś zajęcia razem z Willem. Dziś miał mieć z nim tylko jedną lekcję.
Lepsze to, niż nic, pomyślał i wyjął
książkę oraz zeszyt ze swojej szkolnej torby, po czym spojrzał na nauczyciela,
który usiadł za swoim biurkiem i zajął się dziennikiem. Dopiero, gdy w sali
zapanowała cisza, nauczyciel przystąpił do odczytywania nazwisk. Jak skończył,
przedstawił się i zaczął prowadzić lekcję. Głos miał strasznie monotonny, co
doprowadziło Chrisa do tego, że myślami błądził zupełnie gdzie indziej.
Szczególnie uporczywie przed oczami stawał
mu sen z Mattem. Na samą myśl o nim stawało mu się dziwnie gorąco. Nie
wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Miał straszny mętlik w głowie i uczucie,
że ma zbyt dużo myśli, których nie umiał posegregować, albo odepchnąć gdzieś w
najdalszy kąt podświadomości. One wciąż natrętnie wracały, co doprowadzało
Chrisa do szału. Westchnął i poddał się – dzisiaj nie pozbędzie się tego widoku
snu, obojętnie jak długo by z nim nie walczył. Dotknął palcami swoich ust i
spojrzał na Matta. Jego szare oczy skupione były na nauczycielu i Chris nie
wiedział, czy rzeczywiście słucha, czy tylko tak dobrze udaje.
Przez całą lekcję nie mógł się skupić.
Marzył, żeby ten dzień już się skończył, a przecież miał jeszcze do odrobienia
szlaban. W końcu zadzwonił utęskniony dzwonek i Chris poderwał się z ławki,
razem z innymi uczniami. Wyszedł z klasy za Mattem i bez słowa skierowali się
do sali od chemii.
Chris pocieszał się faktem, że po tej
lekcji jest angielski, który lubił. Dziwiły go tylko te zajęcia fizyczne. Nie
wiedział dokładnie, co to może być.
-
Matt – zaczął, patrząc cały czas na swój plan zajęć.
-
Słucham cię.
- Co
to dokładnie są te ćwiczenia fizyczne?
- Są
różne, nie wiem, jakie dziś nam przygotowali. Powiedzą nam na angielskim.
- Aha
– odpowiedział tylko i spojrzał na salę od chemii, gdyż właśnie pod nią
stanęli.
~*~
Matt miał rację, na angielskim dowiedział
się, jakie ich dziś czekają zajęcia. W dodatku rozwiązał sprawę tego, dlaczego
musiał wziąć ze sobą strój kąpielowy. Dzisiejsze zajęcia fizyczne miały być na
basenie, z czego Chris naprawdę się ucieszył. Lubił pływać. Dlatego, gdy tylko
skończył się angielski pobiegł do pokoju, nie czekając na swojego
współlokatora. Wziął potrzebne rzeczy i ruszył za innymi w stronę szkolnego
basenu. Wszedł do szatni i szybko się przebrał, by już po chwili stanąć wraz z
innymi przed nauczycielem.
- Witam wszystkich – zaczął nauczyciel,
gdy ostatnie osoby dołączyły do rzędu uczniów. – Nazywam się Jim Baggins i
prowadzę zajęcia fizyczne. W tym semestrze będziemy ćwiczyć tutaj, na basenie.
Nauczyciel opowiadał o przepisach i tego
typu sprawach, które zazwyczaj omawia się na pierwszych takich zajęciach. Chris
niezbyt uważnie słuchał, zastanawiając się, gdzie jest Matt, którego nie widział
nigdzie od momentu wyjścia z angielskiego. Widział Pete’a i Sebastiana,
stojących gdzieś dalej i cicho rozmawiających. Jednak swojego współlokatora nie
widział nigdzie. Trochę go to zdziwiło, myślał, że skoro już ucieka z lekcji,
to z przyjaciółmi.
Nauczyciel skończył mówić i mogli wejść do
wody. Każdy miał przepłynąć pięć basenów w jak najszybszym czasie. Startowały
trzy osoby i ta która była najszybciej dostawała specjalny wpis do
profesorskiego zeszytu, jak sam nauczyciel to określił.
W końcu nadeszła kolej Chrisa i – sam nie
wiedział, jakim cudem – startował razem z Petem i Sebastianem.
-
Powodzenia, Chrissy – powiedział Pete i rozległ się gwizdek. Chris wskoczył do
wody i płynął najszybciej, jak potrafił. Był pewny, że potrafi przepłynąć pierwszy
i tak też się stało. Cały dumny wychodził z basenu, gdy nauczyciel zapisywał
sobie jego nazwisko w zeszycie.
-
Dobry jesteś – powiedział do niego Pete, gdy odchodzili na bok. – Szkoda, że
Matt nie mógł tego zobaczyć.
-
Właśnie, gdzie on jest?- zapytał Chris naprawdę tym zaciekawiony.
-
Jeszcze ci nie powiedział?
-
Niby o czym?
Pete
nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się do niego tajemniczo, jakby chciał tym
powiedzieć, że niedługo się przekona. Chris postanowił sam później zapytać o to
Matta, teraz mógł już pójść do szatni się przebrać i przygotować do następnych
zajęć. Czekała go już ostatnia lekcja i miał nadzieję zobaczyć tam Willa. Choć
w momencie kierowania się do pokoju, to nie Will zaprzątał myśli blondyna. A
gdy otworzył drzwi, osoba, która przez ostatnią godzinę siedziała mu nachalnie
w myślach, leżała w tym momencie w swoim łóżku i czytała książkę.
- Cześć – rzucił Matt, nawet nie odrywając
się od lektury.
-
Czemu nie byłeś na zajęciach?
-
Nie chciało mi się.
Chris
podszedł do swojego łóżka i zostawił tam torbę, w której miał rzeczy potrzebne
na basen, po czym podszedł do Matta.
-
Pete twierdzi, że nie powiedziałeś mi pewnej rzeczy – powiedział. Matt spojrzał
na niego, odłożył książkę, wcześniej zaznaczając zakładką, gdzie skończył i
usiadł na łóżku.
-
Jest wiele rzeczy, o których ci nie mówię.
-
Ale akurat o jakiejś jednej wspomniał mi Pete i był zdziwiony, że mi nie
powiedziałeś. Czy to ma jakiś związek z dzisiejszą lekcją?
- Po
części.
- To
znaczy?
-
Czy nauczyciel mówił przez jaki czas będziemy ćwiczyć na basenie? – Zmienił
temat.
-
Przez cały semestr, ale co to ma do rzeczy.
Matt
westchnął, przeczesał ręką włosy i powiedział:
-
Nie poszedłem na basen z jednego konkretnego i naprawdę bardzo głupiego powodu.
Chris
nie odezwał się, zamiast tego usiadł na łóżku Matta, by być z nim mniej więcej
na równi.
-
Chodzi o to – ciągnął Matt – że nie umiem pływać.
Chrisa
naprawdę dużo kosztowało, żeby nie wybuchnąć w tej chwili śmiechem. Miał
nadzieję, że Matt tego nie widzi.
- W
ogóle nie umiesz pływać?
- W
ogóle, szczerze powiedziawszy to boję się pływać.
-
Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś. – Nie skłamał. Naprawdę cieszył się, że
Matt mu o tym powiedział. – I myślę, że mogę coś na to zaradzić.
Szarooki
spojrzał na niego pytającym wzrokiem, a Chris jedynie uśmiechnął się.
-
Chodźmy na lekcję, bo zaraz się spóźnimy – powiedział Chris, wziął swoją
szkolną torbę i wyszedł z pokoju. Matt poszedł za nim.
W drodze do klasy, blondyn powiedział
Mattowi o Willu i o tym, że z nim siedzi. Jego współlokator nic na to nie
odpowiedział.
Zobaczył Willa stojącego przy klasie i
podszedł do niego razem z Mattem.
-
Cześć – powiedział Will, gdy tylko zobaczył blondyna.
-
Cześć. Will, to jest Matt – powiedział Chris. – Matt, a to jest Will.
Will
wyciągnął rękę do Matta, który uścisnął ją niechętnie.
-
Chris mówił o tobie – powiedział Will.
-
Tak? – zainteresował się. – Naprawdę?
-
Tak, przede wszystkim, że cię nie lubi.
Chris
spojrzał na Willa z oburzeniem, ale ten tylko uśmiechał się, jakby powiedział
całkiem miłą rzecz.
-
Nie obchodzi mnie, co kto o mnie myśli – powiedział Matt. Chris chciał coś
jeszcze dodać, ale nawet gdyby się odezwał, jego słowa zagłuszyłby dzwonek. Po
chwili drzwi do sali otworzyły się i wszyscy weszli do klasy. Chris postanowił
to wyjaśnić, gdy już zostanie z Mattem sam na sam. W końcu po tej lekcji czekał
ich szlaban, więc miał nadzieję, że będzie miał wystarczająco dużo czasu, żeby
wyjaśnić wszystko Mattowi. Chociaż sam nie rozumiał, czemu mu na tym tak
zależało…
No i rozdział szósty za nami. A ja właśnie skończyłam
pisać rozdział ósmy, który już od dłuższego czasu prosił się o dokończenie.
Przez długi czas nic nie mogłam wymyślić, ale w końcu oświeciło mnie i zabrałam
się za pisanie. Teraz na spokojnie będę mogła zabrać się za rozdział dziewiąty,
bo przebrnęłam przez moment, przez który myślałam, że się nie wydostanę, ale na
szczęście się udało. Pomysły na to, co będzie dalej mam pełno i wie o nich
tylko jedna osoba, której owe pomysły bardzo przypadły do gustu. Szczególnie
jeśli chodzi o jedną z postaci, moją ulubioną. Kto śledził mojego poprzedniego
bloga powinien raczej wiedzieć, o kogo mi chodzi, a jeśli nie, to dowiecie się…
kiedyś tam, jak już to napiszę i wstawię na bloga XD.
Dobra i to chyba tyle z mojej strony. Musiałam
podzielić się moją ulgą, że jednak udało mi się przebrnąć przez ten nieszczęsny
ósmy rozdział.
No tak więc…
Do następnego~! I trzymajcie się cieplutko!
Szlaban taki jak z mojego al (:
OdpowiedzUsuńuwielbiam to opo wiesz?
Zapraszam do siebie:
www.piorem-pisane.blogspot.com napisałam nowe opowiadanie. A za chwilę zaczynam mój nowy projekt 21 King może będziesz chciała sie dołączyć?
więcej info w notce
Proszę wyłącz tą straszną weryfikację spamu. Nienawidzę tego >.> już kilak razy poddawałam się zamiast wstawić komentarz :P
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńcudo.... czyżby Chris zamierzał uczyć Matta pływać.... choć ciekawi mnie bardzo dlaczego Matt boi się wody....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia