Chris niepewnie wszedł do gabinetu i
pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to biel. Wszechogarniająca biel, od której
aż bolały oczy.
-
Trzeba się przyzwyczaić – powiedział Pete, wchodząc za nim i zamykając drzwi. –
W pokoju obok jest już trochę lepiej.
Dopiero
teraz Chris zobaczył drzwi, oczywiście białe, jak wszystko inne, w tym
pomieszczeniu. Pete ruszył w ich kierunku i nacisnął klamkę.
-
Jestem – powiedział, wchodząc do środka. – I kogoś ze sobą przytargałem.
-
Pete, ile razy mam ci to powtarzać, żebyś nikogo nie sprowadzał… – usłyszał
blondyn i zobaczył czarną czuprynę pojawiającą się w progu drzwi. – Do naszego…
Matt
przerwał i spojrzał na Chrisa, już nie kończąc. Wyszczerzył do niego zęby i
powiedział:
- A
co to się stało, że postanowiłeś tutaj przyjść? Czyżbyś się za mną stęsknił?
Chris
prychnął.
-
Nie mógł znaleźć klasy od fizyki, za to znalazł mnie – wytłumaczył Pete,
przeciskając się koło Matta.
-
Więc dobrodusznie postanowiłeś go wziąć pod swoje skrzydła, dobrze rozumiem? –
zapytał szarooki, nawet się nie odsuwając, gdy Pete przechodził. Ten jedynie
uśmiechnął się do niego i zniknął z pola widzenia Chrisa. – No więc, Chrissy,
zapraszam do mego skromnego królestwa.
Tym
razem odsunął się do drzwi, gestem zapraszając blondyna do środka. Chris
niepewnie wszedł i rozejrzał się po pomieszczeniu. Pete miał rację, tutaj było
trochę ciemniej. Przede wszystkim ściany nie były idealnie białe, a zasłony w
oknach były zasłonięte.
-
Cześć – powiedział ktoś, kogo Chris wcześniej nie zauważył. Był to chłopak,
który podszedł do nich przed biologią.
-
Cześć – odpowiedział Chris.
-
Siadaj, gdzie się da – powiedział Matt, samemu siadając na kozetce. Oprócz tego
w gabinecie znajdowały się jeszcze dwa krzesła, na których siedzieli Sebastian
i Pete, więc Chris trochę niechętnie usiadł obok Matta.
- Na
czym skończyliśmy, Seb? – zapytał szarooki, zwracając się do blondyna na
krześle. – A tak! Już pamiętam i też mam taką nadzieję wyrwać się stąd gdzieś w
najbliższy weekend. A ty co na to, Pete? Idziesz gdzieś z nami?
-
Jeżeli nam pozwolą – odpowiedział. – A wątpię, żeby nam nie pozwolili, więc
idę. A ty, Chrissy?
Chciał
go poprawić, jednak stwierdził, że to jak walka z wiatrakami. To przezwisko do
niego przylgnęło, przynajmniej jeżeli chodziło o Matta i jego przyjaciół.
-
Eeee… – odpowiedział inteligentnie.
- To
świetnie – ucieszył się Matt, a Chris spojrzał na niego zszokowany. – Więc ustalone.
Załatwię nam wyjściówki na najbliższy weekend tak, że będziemy mogli wrócić
dopiero w niedzielę wieczorem.
Chris
bardzo chciał zapytać, jak zamierza to zrobić, ale się powstrzymał. Zamiast
tego powiedział:
- Na
nic się nie zgodziłem. Jeszcze nie wiem, czy będę iść.
-
Ależ jak to, słońce? – zapytał Matt, spoglądając na niego.
Słońce?!
Już Chrissy było przesadą, a co dopiero słońce!
-
Daj spokój, Chrissy. Chcesz siedzieć cały weekend w szkole? – Pete powstrzymał
Chrisa przed powiedzeniem paru niemiłych słów pod adresem Matta. – Warto
skorzystać, dopóki pogoda jeszcze dopisuje. Zobaczysz, nawet się nie
zorientujesz, jak zrobi się zimno.
Chris
zastanowił się przez chwilę. W sumie Pete miał rację. Przecież nie musi trzymać
się z nimi, może pójść w zupełnie innym kierunku, niż oni. A propozycja wydostania
się z tej szkoły, chociaż na weekend, była naprawdę kusząca. W dodatku Chris
mógł wtedy zorientować się w komunikacji, jakby już go wyrzucili ze szkoły, a
rodzice nie stawili się po jego odbiór.
- W
sumie, co mi szkodzi…
-
Wiedziałem, że nie będziesz w stanie mi odmówić – powiedział Matt. Tym razem
Chris sam powstrzymał się od komentarza.
~*~
Przysłuchiwał się ich rozmowie, bardzo
rzadko się odzywając. Jednak Matt okazał się na tyle miły, żeby co jakiś czas
tłumaczyć mu, o czym mniej więcej rozmawiają. Często było to coś, co razem już
przeżyli. Opowiadając to, zaśmiewali się do łez i Chris wywnioskował, że muszą
się znać naprawdę długo.
- A
pamiętacie, jak Pete spadł z huśtawki i złamał rękę? – zapytał w pewnym
momencie Matt, wybuchając śmiechem.
- Tego
nie da się zapomnieć – powiedział Sebastian, wtórując mu śmiechem.
-
Pete to taka nasza niezdara i wieczna ofiara losu – wytłumaczył Chrisowi,
patrząc na niego tym lodowatym spojrzeniem.
-
Ale za to kochana – wtrącił Pete. – To ja zawsze o was dbam, jak coś się wam
stanie.
-
Albo jak się upijemy – powiedział Sebastian i ponownie wybuchli śmiechem.
Gdy
już się uspokoili, Matt spojrzał na zegarek i powiedział:
-
Parę minut temu skończył się obiad, więc zaraz możemy się zbierać.
Chris
poderwał się na te słowa, a oczy wszystkich zwróciły się na niego.
-
Przepraszam, muszę już iść – powiedział, kierując się do drzwi. Nacisnął na
klamkę, jednak drzwi nie ustąpiły. Spróbował ponownie, ale z takim samym marnym
skutkiem.
-
Zamknięte – powiedział, odwracając się w stronę chłopaków. – Ktoś nas zamknął.
-
Ten ktoś, to dokładnie ja – powiedział Matt i wyjął pęk kluczy z kieszeni,
patrząc na Chrisa. Blondyn znał to spojrzenia, identycznie na niego patrzył,
zanim zabrał mu płytę.
-
Mógłbyś je otworzyć? Trochę się spieszę.
Zauważył,
że Pete i Sebastian patrzą na Matta, jakby w oczekiwaniu, z lekkimi uśmiechami
na twarzach. Jakby wiedzieli, co ten knuje.
-
Będę coś z tego miał? – zapytał w końcu Matt, przekrzywiając głowę i dzwoniąc
kluczami.
-
Domyślam się, że nie wystarczy ci moja wdzięczność? – Szarooki zaśmiał się
krótko i pokręcił przecząco głową. – Więc czego tym razem chcesz, co?
-
Zastanówmy się. – Spojrzał na Pete’a. – Pete, czy ja czegoś potrzebuję?
- No
nie wiem, Matt. A może po prostu czegoś chcesz
– odparł z bardzo podobnym uśmieszkiem. A to podstępna franca!, pomyślał Chris.
- To
bardzo możliwe. A ty, co sądzisz, Seb? – Tym razem spojrzał na blondyna.
-
Myślę, że Pete może mieć rację.
-
Wiesz, Chrissy, to moi przyjaciele, powinienem im zaufać. I w sumie tak się
zabawnie składa, że jest taka jedna rzecz, jakiej od ciebie chcę.
Chris
westchnął. Nic nie powiedział, czekał.
- A
właściwie to trzy takie rzeczy. Musisz obiecać, że jeżeli kiedykolwiek poproszę
cię o przysługę, to wykonasz ją bez większego ale.
- To
jedno – zauważył Chris. – A dwie pozostałe?
-
Umówimy się, że zrobisz dla mnie trzy takie przysługi, jeśli będę tego
potrzebował.
-
Zgoda, a teraz mnie wypuść.
Niechętnie
przystał na taką propozycję, ale miał podejrzenia, że jeżeli odmówi, to może
tutaj posiedzieć dosyć długo. Poza tym naprawdę chciał zobaczyć się z Willem.
Był już nieźle spóźniony, gdy wybiegał z
gabinetu. Miał nadzieję, ze Will wciąż na niego czeka. Szybko przebiegł przez
korytarz, zbiegł po schodach i znalazł się na dole. Przy drzwiach zobaczył, że Will
wciąż tam stoi, więc podbiegł do niego, od razu przepraszając.
-
Długo każesz na siebie czekać, Chris – powiedział chłopak, ale na jego twarz
wypełzł uśmiech.
-
Przepraszam, coś mnie… zatrzymało – powiedział i ruszył za Willem, który
skierował się na błonia.
- Co
takiego pilnego było, że starczałem tam ponad pół godziny? Już myślałem, że nie
przyjdziesz – powiedział, gdy wędrowali wokół szkoły.
-
Przepraszam – powtórzył Chris po raz kolejny. – Nie mogłem uporać się z
drzwiami.
-
Zacięły się? – zapytał zdziwiony Will.
-
Coś w tym stylu.
-
Powinieneś to komuś zgłosić, na pewno szybko wymienią zamek.
-
Tak, masz rację. Chyba tak zrobię…
Spacerowali dobrą godzinę, rozmawiając o
różnych rzeczach. O tym, co robili wcześniej, zanim znaleźli się w tej szkole,
co zamierzają robić później, a przede wszystkim wymyślali najrozmaitsze sposoby
wydostania się stąd. Niektóre pomysły były nierealne, jak na przykład ten ze
zbudowaniem wielkiej procy i wystrzelenie się gdzieś daleko, czy zbudowanie
maszyny czasu. Jednak mieli wielki ubaw wymyślając co dziwniejsze sposoby.
Okrążyli szkołę parę razy, nie za bardzo nawet zdając sobie z tego sprawę,
pochłonięci rozmową.
Czemu to nie może być mój współlokator? Z
Willem tak świetnie się dogadujemy. Ale nie, pewnie, oczywiście, ja musiałem
trafić na jakiegoś durnia, jakiegoś idiotę dziwnego. Nie byłbym sobą, gdybym
trafił na kogoś normalnego.
- Nad czym tak myślisz, Chris? – Głos
Willa przebił się przez jego myśli.
- O
moim współlokatorze. Nie lubię go.
-
Niby czemu?
-
Jest dziwny.
-
Każdy na swój sposób jest dziwny – powiedział Will. – Ty też.
-
Uważasz, że jestem dziwny? – zainteresował się Chris.
-
Oczywiście, że tak. Masz jakiś swój własny świat, własne kredki, tylko nie
wiem, co tam tworzysz.
Chris
uśmiechnął się. Była to poniekąd prawda, ale kto tak naprawdę nie ma własnego
świata? Chociaż takiego małego, gdzie ucieka, gdzie może czuć się bezpiecznie.
Mimo że starał się stąpać twardo po ziemi, to jednak częściej chodził z głową w
chmurach. Był to – jego zdaniem – najlepszy sposób na oderwanie się od szarej
rzeczywistości, na który każdy mógł sobie pozwolić. Marzenia przecież nic nie
kosztują.
-
Chyba będziemy wracać. Przynajmniej ja. Powinienem zabrać się za to zadanie
domowe z historii – powiedział Will, sprowadzając blondyna z powrotem na
ziemię.
- W
porządku – odpowiedział i oboje ruszyli do szkoły. Pożegnali się na schodach i
każdy poszedł w drugą stronę.
Chris uśmiechnął się do siebie, cieszył
się, że choć jedna osoba tutaj go rozumie. W dodatku Will również był w tej
szkole z przymusu, rodzice byli ambitni za niego. Od dziecka posyłali go na
wiele dodatkowych lekcji. Dlatego Will umiał grać na pianinie, mówić biegle
dwoma językami, walczyć szablą oraz przez pewien czas trenował karate. Jednak
naukę gry na perkusji wybrał sam, do tego umiał jeszcze grać na gitarze.
William był zakochany w muzyce po uszy, czego już wcześniej Chris się
spodziewał.
Doszedł do pokoju i wszedł do środka.
Nigdzie nie zobaczył swojego współlokatora, z czego się ucieszył. Odłożył torbę
z książkami przy swoim łóżku, a z szafy wymacał piżamę, a raczej zwykłą
koszulkę i krótkie spodenki. Przeciągnął się i poszedł do łazienki. Czuł się
zmęczony, nie tyle fizycznie, co psychicznie. Za dużo rzeczy działo się na raz.
Chciał teraz tylko znaleźć się pod orzeźwiającym prysznicem, a później w
ciepłym łóżku. Zasnąć i już o niczym nie myśleć.
~*~
Leżał w łóżku, wpatrując się w ciemność za
oknem. Nie widział gwiazd, jedynie nieogarnioną ciemność. W pokoju było dosyć
ciepło, mimo otwartego okna. Zastanawiał się nad ucieczką. Myślał, co by było,
gdyby teraz wstał z łóżka i po prostu wyszedł z pokoju, zszedł na dół, wyszedł
ze szkoły i doszedł do bramy. Zapewne byłaby zamknięta, a on nie wspiąłby się
na nią, była za wysoka. Poza tym ktoś mógłby go zobaczyć. Ktoś z nauczycieli,
albo woźnych. Nie chciał ryzykować, szczególnie, że mógł mieć tylko jedną
szansę. Bardziej prawdopodobne, że wyrzucą go za złe zachowanie, niż sam stąd
ucieknie.
Usłyszał otwieranie drzwi. Spojrzał w
tamtą stronę, a do pokoju wlała się struga światła z korytarza.
-
Daj mi spokój, odczep się – usłyszał Matta. Mówił szeptem i brzmiał, jakby był
zdenerwowany. – Mówiłem ci już.
-
Nadal uważam to za zły pomysł, Matt. – To był chyba Pete, ale Chris nie był
pewien.
-
Wiem, ale zrozum, że to może być…
-
Nie. A co jeśli się mylisz?
- A
co jeśli nie?
Chris
nie miał pojęcia o czym mogą rozmawiać i czemu obaj brzmią, jakby się o coś
zawzięcie kłócili.
-
Matt, przemyśl to jeszcze. To może się naprawdę źle skończyć.
Zamiast
jakiejś odpowiedzi, Chris usłyszał trzask drzwi. Poderwał się do pozycji
siedzącej, ale Matt chyba tego nie zauważył. Podszedł do swojego łóżka, mrucząc
coś do siebie pod nosem. Otworzył szafę i zaczął czegoś w niej szukać. Blondyn
ponownie się położył i obserwował ukradkiem Matta, który w końcu zamknął szafę.
Chris nie widział zbyt dobrze, co robi, ale miał wrażenie, że szarooki spojrzał
na niego.
-
Wiem, że nie śpisz – powiedział w końcu Matt, podchodząc do jego łóżka. – Masz
tutaj wyjściówkę. Schowaj ją dobrze i nie zgub. Drugiej nie uda mi się
załatwić.
Brzmiał,
jakby cały czas był zdenerwowany. Chris usiadł na łóżku i wziął od Matta
kawałek papieru. Przyjrzał mu się, jednak w ciemności za dużo nie zobaczył.
-
Dziękuję – powiedział i spojrzał na Matta. – Jak udało ci się ją załatwić, co?
Wydawało
mu się, że Matt uśmiechnął się do siebie, po czym usiadł koło blondyna.
-
Nie było łatwo – powiedział, a Chris zauważył jakąś ciemną plamę na jego
spodniach. W sumie nie byłoby w tym nic tak dziwnego, gdyby nie fakt, że
podobną plamę miał na bluzce. – Ale mam swoje…
-
Wybrudziłeś się – przerwał mu blondyn.
-
Co? A, tak. Rzeczywiście. – Wydawał się trochę zdezorientowany, więc Chris
spojrzał na jego twarz i zamarł.
-
Matt, ty… krwawisz? – zapytał.
- To
nic takiego – odpowiedział, ale Chris szybko wstał z łóżka i poszedł zapalić
światło. Teraz dokładnie mógł przyjrzeć się czarnowłosemu.
- Co
ci się stało?
Podszedł
do Matta i spróbował zlokalizować ranę, co nie było łatwym zadaniem, gdyż
szarooki nie chciał dać sobie pomóc.
- To
naprawdę nic takiego, Chrissy. Daj spokój.
-
Albo przestaniesz się wyrywać, albo czymś w ciebie rzucę – zagroził blondyn, na
co Matt jedynie westchnął i wzruszył ramionami. – Siedź spokojnie. Wygląda na
rozcięty łuk brwiowy, raczej nic poważnego, ale trzeba to jednak przemyć,
najlepiej wodą utlenioną.
Poszedł
do łazienki i po chwili ponownie znalazł się przy szarookim z wodą utlenioną w
jednej ręce i wacikami w drugiej. Nalał trochę wody na wacik i spojrzał na
Matta.
-
Może trochę zapiec – powiedział.
-
Miejmy to za sobą.
Zaczął
przemywać ranę delikatnie i coś mu przyszło do głowy.
Trochę
za dużo krwi, jak na taką małą ranę. Co prawda, to rana głowy, a takie krwawią
najbardziej, no ale bez przesady. Nie tłumaczy to tych plam na bluzce i spodniach.
- Z
kim się biłeś? – zapytał w końcu.
-
Nie biłem się, po prostu broniłem swojego zdania – odpowiedział Matt.
-
Pięściami?
-
Czasem słowa to za mało. – Uśmiechnął się lekko. – A Sebastian zasłużył na…
-
Sebastian? Z nim się biłeś? Przecież wydawało mi się, że się lubicie. Czemu
niby miałbyś...
-
Skończ już! – przerwał mu Matt. – Za dużo gadasz. I weź ten wacik z mojej brwi.
Wstał,
i zanim Chris zdążył coś powiedzieć, poszedł do łazienki.
Świetnie, niech sobie tam siedzi. Nic mi
do tego. Wcale nie muszę wiedzieć, o co się pobił z Sebastianem. W sumie nawet
mnie to nie interesuje, niedługo i tak mnie już tutaj nie będzie.
Ponownie położył się do łóżka, z zamiarem
zaśnięcia. Miał gdzieś, że światło wciąż jest włączone, a okno otwarte, również
nie obchodziły go owady, które niebawem zlecą się do pokoju. Jedyne, co go
teraz obchodziło, to myśl, żeby jak najszybciej wynieść się z tego domu
wariatów, nazywaną szkołą.
Word
już na dobre ogarnięty, na szczęście, ale nie obyło się bez informatyka. Na
szczęście po znajomości XD.
I
jak Wam wakacje mijają? Bo mi świetnie, przyznam szczerze. W poniedziałek w
końcu wyjeżdżam z trójmiasta, odpocznę trochę od morskiego powietrza XD.
Strasznie się cieszę, dawno nie byłam w Sandomierzu, a co roku obiecywałam
sobie, że tam pojadę XD. W końcu się udało!
Mam
nadzieję, że Wasze wakacje również są udane ^^.
I to
chyba tyle z mojej strony XD.
Do
następnego~!
Witam,
OdpowiedzUsuńrozdział jest świetny.... ach ciekawe co to będą za przysługi.... Matt się bił z Sebastianem, ciekawe o co tak naprawdę poszło....
Pozdrawiam serdecznie Basia