wtorek, 12 marca 2013

Rozdział I



Zielonooki chłopak siedział przy komputerze w swoim pokoju. Wokół niego panował bałagan lecz jemu to nie przeszkadzało. Odkąd pamiętał był bałaganiarzem, więc porozrzucane po podłodze rzeczy były dla niego czymś zupełnie normalnym.
          - Chris! – usłyszał głos swojej mamy.
- Szlag by to – zaklął pod nosem, pauzując grę. – Idę!
Wstał, przeciągnął się i rozczochrał już i tak poczochrane włosy. Za nic nie chciały się układać. Choćby zużył na nie całe opakowanie żelu i lakieru do włosów, to dalej by sterczały we wszystkie strony.
- Pospiesz się!
Wywrócił oczami i przeszedł przez zagracony pokój, sprawnie omijając każdą rzecz, leżącą na ziemi. Otworzył drzwi i krzyknął:
- O co chodzi?! Jestem zajęty!
- Schodź natychmiast na dół – usłyszał swojego ojca. Westchnął ciężko i zszedł po schodach. Znalazł się w dużym, ładnie urządzonym salonie. Jego rodzice siedzieli na ciemno-zielonej kanapie, odwróceni do niego tyłem.
- Usiądź, Chris – powiedziała jego mama, patrząc na niego przez ramię. Powolnym krokiem, lekko znudzony podszedł do fotela, który stał naprzeciwko kanapy.
          Zawsze tak wyglądały ich rozmowy. On sam siedział na fotelu, a oni na kanapie, naprzeciw niego. Ojciec z poważną, a matka często zatroskaną miną. Uważali go za porażkę swojego życia, nawet jeżeli nie powiedzieli tego głośno, to on wiedział. Wszystko mieli idealne, wszystko. Poza synem.
          Usiadł w fotelu i wyczekująco spojrzał na rodziców. Oboje milczeli, patrząc na niego w tych swoich maskach groźby i zatroskania. Zielone oczy matki nie wyrażały chyba nic poza tym. Czasami jeszcze smutek, rzadko złość. Prawie nigdy radość, nie przy nim. Nie przy ich nieidealnym synu. Bo ona przecież była idealna. Była idealną kobietą, idealną matką, idealną żoną… A u jej boku ojciec. Często z surową, groźną miną. Pokazując, kto jest panem tego domu, do kogo należy władza. Z błyskawicami w swoich brązowych oczach, z pieniędzmi w kieszeni i trochę zbyt dużą dolną wargą. Pieniądze i sukces – to było dla niego najważniejsze.
          - Więc o co chodzi? – zapytał, przerywając milczenie.
Zielone oczy matki szybko powędrowały w dół, jakby zbyt przerażone lub obrzydzone, by na niego patrzeć.
- Doszliśmy do wniosku, że dalej tak być nie może – powiedział ojciec w końcu.
Chciał bardzo zapytać „tak, czyli jak?”, ale widząc błagalne spojrzenie matki powstrzymał się. Czekał.
- Chodzi nam o to, że jesteś za bardzo rozpieszczony – kontynuował jego ojciec. Chris otworzył usta ze zdziwienia, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. – Dlatego postanowiliśmy wysłać cię do szkoły z internatem.
Prychnął. Wiedział o co naprawdę chodziło. Chcieli się go pozbyć. Chcieli żeby ich nieidealny syn był, jak najdalej, żeby już więcej nie psuł reputacji rodziny, nie ośmieszał ich nazwiska. Doskonale wiedział, że właśnie o to im chodzi, ale przecież się nie przyznają. Muszą bawić się z nim w te gierki, wciąż udając idealnych rodziców, którzy tak bardzo troszczą się o swojego jedynego syna.
- Nie ma mowy – powiedział, bardziej z przyzwyczajenia. Wiedział, że nic nie jest w stanie zmienić ich zdania. Jak ich znał, to zapewne wszystko było już załatwione, a jego nowa szkoła tylko na niego czekała z szeroko otwartymi bramami.
- Nie pytamy się ciebie o zdanie, Chris. To już postanowione.
Było tak, jak się domyślał. Spojrzał na rodziców morderczym wzrokiem, jednak nie wywarło to na nich żadnego wrażenia. Równie dobrze mógł zacząć płakać, krzyczeć, biegać, skakać, śpiewać, tańczyć – nic, kompletnie nic nie zmieni ich zdania.
- To wszystko? – zapytał jedynie, a gdy przytaknęli, poszedł do swojego pokoju. Zatrzasnął drzwi, tak by usłyszeli i rzucił się na łóżko. Chwycił pierwszą rzecz, jaka nawinęła mu się pod rękę i rzucił nią o ścianę. Poduszka po chwili upadła na podłogę z cichym tąpnięciem, a on poczuł, że i tak mu nie ulżyło. Zrobiło mu się jeszcze gorzej, gdy spojrzał na kalendarz. Do końca wakacji został już tylko tydzień. Pomyślał o ucieczce, ale szybko z tego zrezygnował. Wiedział, że nie poradziłby sobie sam, a przez sławne nazwisko nie miał prawdziwych przyjaciół, którym mógłby zaufać. Jego rodzice na pewno wyznaczyliby nagrodę za odnalezienie ich syneczka, a który z jego znajomych nie pokusiłby się na pokaźną sumkę?
- Przecież nie mogę iść do szkoły z internatem – powiedział do siebie. – Nie ja! Przecież kompletnie się tam nie nadaję!
Była to dość trafna uwaga. Wystarczyło spojrzeć na jego wygląd. Wiecznie rozczochrane blond włosy, kolczyk w brwi oraz dolnej wardze. Nie wspominając o trzech kolczykach w jednym uchu i o dwóch w drugim. Luźny t-shirt z nazwą jakiegoś metalowego bądź rockowego zespołu. Czarne spodnie, z dopiętymi szelkami i innymi ozdobami. No i oczywiście glany. Na samą myśl o mundurkach robiło mu się niedobrze.
          Jednak wiedział, że nie wygra. Obojętnie, czy tego chce, czy nie, za parę dni znajdzie się w nowej szkole. Postanowił się chociaż porządnie do tego przygotować i spakować wszystkie niezbędne rzeczy. Szczególnie chciał upchnąć płyty, których rodzice tak nie znosili. Wszystkie swoje ulubione ciuchy, na które tak niechętnie przystawali jego rodzice. Wszystko to, co kochał i wiązało się z nim. Chwycił plecak i do głowy wpadł mu genialny pomysł!
- Skoro nie mogę przekonać ich słowami, to przekonam czynami. Zrobię wszystko, żeby tylko wywalili mnie z tej szkoły – powiedział do siebie, chwytając płyty i upychając je w plecaku. – Ja jednak jestem geniuszem.
Uśmiechnął się do siebie i zaczął pakować resztę rzeczy. Do końca wakacji będzie zachowywał się, jak przykładny syn, udając, że pogodził się z losem, jaki go czeka. Uśpi ich czujność, by potem uderzyć z zdwojoną mocą. Taak, to będzie piękna zemsta, jeszcze pożałują swojej decyzji.
          Skończył pakować najważniejsze rzeczy i, wciąż pełen uznania dla siebie, usiadł do gry, którą mu przerwano.
          Jego rodzice może i wygrali tę bitwę, ale teraz jego ruch. Wojna się dopiero zaczęła.

10 komentarzy:

  1. HEj, przypadkiem trafiłam na Twojego bloga z Onetu. Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie, rozdział o prawda przeczytałam dopiero pierwszy rozdział, ale czuje ze zostanę twoją czytelniczka. Jestm za granica i bardzo tesknie za polskimi książkami, a twoje opowiadanie to zawsze jakas forma książki. Kiedy kolejny rozdzial? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję bardzo za takie miłe słowa! Masz wielkiego plusa za to wspomnienie, że moje opowiadanie to forma książki, miło łechcesz moje ego ^^. A następny rozdział będzie za miesiąc, dokładnie 12 kwietnia :)

      Usuń
  2. Jak miałabym nie pamiętać, skoro odwiedzam Twój blog niemal codziennie, wypatrując nowej notki? xD
    Już zmieniłam link (onetowski na blogspotowski). Ten kolor jest zdecydowanie lepszy... Taki... weselszy. Fajnie wyszedł ten efekt niebieskiego ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yay! Cieszę się niezmiernie <3. Dziękuję za zmianę linku ^^. I też mi się podoba ten kolor, w sumie niebieski to jeden z moich ulubionych kolorków, tak więc tego XD. Jeszcze nie do końca ogarnęłam blogspota, ale myślę że efekt jak na razie nie jest zły. Umiem wstawiać notki, a to chyba w sumie najważniejsze >D.

      Usuń
    2. Hahah, dokładnie. xD Najważniejsze, że umiesz dodawać notki. xD Poza tym ten niebieski przyciąga i aż chce się czytać. Jest jasno i przyjemnie, ale nie chłodno ;3

      Usuń
    3. Uff, cieszę się bardzo, że nie tylko mi wygląd bloga się podoba ^^.

      Usuń
    4. Zapraszam na ostatni rozdział ;D

      Usuń
  3. Witam, witam,
    opowiadanie zapowiada się fantastycznie, co za rodzice, ich syn „nie jest idealny” to go wysyłają do szkoły z internatem, ciekawe co się tam będzie działo... Czekam na niecierpliwością na następny rozdział..
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje ukochane opowiadanko xD
    Pozdrówka słoneczko ;*
    Hachiko
    PS: w ogóle to ja też mam bloga na blogspocie :P piorem-pisane.blogspot.com ale i tak większość tekstów udostępniam na deviancie... :P

    OdpowiedzUsuń