Zielonooki
chłopak siedział przy komputerze w swoim pokoju. Wokół niego panował bałagan
lecz jemu to nie przeszkadzało. Odkąd pamiętał był bałaganiarzem, więc
porozrzucane po podłodze rzeczy były dla niego czymś zupełnie normalnym.
- Chris! – usłyszał głos swojej mamy.
- Szlag by to –
zaklął pod nosem, pauzując grę. – Idę!
Wstał,
przeciągnął się i rozczochrał już i tak poczochrane włosy. Za nic nie chciały
się układać. Choćby zużył na nie całe opakowanie żelu i lakieru do włosów, to
dalej by sterczały we wszystkie strony.
- Pospiesz się!
Wywrócił oczami i
przeszedł przez zagracony pokój, sprawnie omijając każdą rzecz, leżącą na
ziemi. Otworzył drzwi i krzyknął:
- O co chodzi?!
Jestem zajęty!
- Schodź
natychmiast na dół – usłyszał swojego ojca. Westchnął ciężko i zszedł po
schodach. Znalazł się w dużym, ładnie urządzonym salonie. Jego rodzice
siedzieli na ciemno-zielonej kanapie, odwróceni do niego tyłem.
- Usiądź, Chris –
powiedziała jego mama, patrząc na niego przez ramię. Powolnym krokiem, lekko
znudzony podszedł do fotela, który stał naprzeciwko kanapy.
Zawsze tak wyglądały ich rozmowy. On
sam siedział na fotelu, a oni na kanapie, naprzeciw niego. Ojciec z poważną, a
matka często zatroskaną miną. Uważali go za porażkę swojego życia, nawet jeżeli
nie powiedzieli tego głośno, to on wiedział. Wszystko mieli idealne, wszystko.
Poza synem.
Usiadł w fotelu i wyczekująco
spojrzał na rodziców. Oboje milczeli, patrząc na niego w tych swoich maskach
groźby i zatroskania. Zielone oczy matki nie wyrażały chyba nic poza tym.
Czasami jeszcze smutek, rzadko złość. Prawie nigdy radość, nie przy nim. Nie przy
ich nieidealnym synu. Bo ona przecież była idealna. Była idealną kobietą,
idealną matką, idealną żoną… A u jej boku ojciec. Często z surową, groźną miną.
Pokazując, kto jest panem tego domu, do kogo należy władza. Z błyskawicami w
swoich brązowych oczach, z pieniędzmi w kieszeni i trochę zbyt dużą dolną
wargą. Pieniądze i sukces – to było dla niego najważniejsze.
- Więc o co chodzi? – zapytał,
przerywając milczenie.
Zielone oczy
matki szybko powędrowały w dół, jakby zbyt przerażone lub obrzydzone, by na
niego patrzeć.
- Doszliśmy do
wniosku, że dalej tak być nie może – powiedział ojciec w końcu.
Chciał bardzo
zapytać „tak, czyli jak?”, ale widząc błagalne spojrzenie matki powstrzymał
się. Czekał.
- Chodzi nam o
to, że jesteś za bardzo rozpieszczony – kontynuował jego ojciec. Chris otworzył
usta ze zdziwienia, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. – Dlatego
postanowiliśmy wysłać cię do szkoły z internatem.
Prychnął.
Wiedział o co naprawdę chodziło. Chcieli się go pozbyć. Chcieli żeby ich nieidealny
syn był, jak najdalej, żeby już więcej nie psuł reputacji rodziny, nie
ośmieszał ich nazwiska. Doskonale wiedział, że właśnie o to im chodzi, ale
przecież się nie przyznają. Muszą bawić się z nim w te gierki, wciąż udając
idealnych rodziców, którzy tak bardzo troszczą się o swojego jedynego syna.
- Nie ma mowy –
powiedział, bardziej z przyzwyczajenia. Wiedział, że nic nie jest w stanie
zmienić ich zdania. Jak ich znał, to zapewne wszystko było już załatwione, a
jego nowa szkoła tylko na niego czekała z szeroko otwartymi bramami.
- Nie pytamy się
ciebie o zdanie, Chris. To już postanowione.
Było tak, jak się
domyślał. Spojrzał na rodziców morderczym wzrokiem, jednak nie wywarło to na
nich żadnego wrażenia. Równie dobrze mógł zacząć płakać, krzyczeć, biegać,
skakać, śpiewać, tańczyć – nic, kompletnie nic nie zmieni ich zdania.
- To wszystko? –
zapytał jedynie, a gdy przytaknęli, poszedł do swojego pokoju. Zatrzasnął
drzwi, tak by usłyszeli i rzucił się na łóżko. Chwycił pierwszą rzecz, jaka
nawinęła mu się pod rękę i rzucił nią o ścianę. Poduszka po chwili upadła na
podłogę z cichym tąpnięciem, a on poczuł, że i tak mu nie ulżyło. Zrobiło mu
się jeszcze gorzej, gdy spojrzał na kalendarz. Do końca wakacji został już
tylko tydzień. Pomyślał o ucieczce, ale szybko z tego zrezygnował. Wiedział, że
nie poradziłby sobie sam, a przez sławne nazwisko nie miał prawdziwych
przyjaciół, którym mógłby zaufać. Jego rodzice na pewno wyznaczyliby nagrodę za
odnalezienie ich syneczka, a który z jego znajomych nie pokusiłby się na
pokaźną sumkę?
- Przecież nie
mogę iść do szkoły z internatem – powiedział do siebie. – Nie ja! Przecież
kompletnie się tam nie nadaję!
Była to dość
trafna uwaga. Wystarczyło spojrzeć na jego wygląd. Wiecznie rozczochrane blond
włosy, kolczyk w brwi oraz dolnej wardze. Nie wspominając o trzech kolczykach w
jednym uchu i o dwóch w drugim. Luźny t-shirt z nazwą jakiegoś metalowego bądź
rockowego zespołu. Czarne spodnie, z dopiętymi szelkami i innymi ozdobami. No i
oczywiście glany. Na samą myśl o mundurkach robiło mu się niedobrze.
Jednak wiedział, że nie wygra.
Obojętnie, czy tego chce, czy nie, za parę dni znajdzie się w nowej szkole.
Postanowił się chociaż porządnie do tego przygotować i spakować wszystkie
niezbędne rzeczy. Szczególnie chciał upchnąć płyty, których rodzice tak nie
znosili. Wszystkie swoje ulubione ciuchy, na które tak niechętnie przystawali
jego rodzice. Wszystko to, co kochał i wiązało się z nim. Chwycił plecak i do
głowy wpadł mu genialny pomysł!
- Skoro nie mogę
przekonać ich słowami, to przekonam czynami. Zrobię wszystko, żeby tylko
wywalili mnie z tej szkoły – powiedział do siebie, chwytając płyty i upychając
je w plecaku. – Ja jednak jestem geniuszem.
Uśmiechnął się do
siebie i zaczął pakować resztę rzeczy. Do końca wakacji będzie zachowywał się,
jak przykładny syn, udając, że pogodził się z losem, jaki go czeka. Uśpi ich
czujność, by potem uderzyć z zdwojoną mocą. Taak, to będzie piękna zemsta,
jeszcze pożałują swojej decyzji.
Skończył pakować najważniejsze rzeczy
i, wciąż pełen uznania dla siebie, usiadł do gry, którą mu przerwano.
Jego rodzice może i wygrali tę bitwę,
ale teraz jego ruch. Wojna się dopiero zaczęła.
HEj, przypadkiem trafiłam na Twojego bloga z Onetu. Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie, rozdział o prawda przeczytałam dopiero pierwszy rozdział, ale czuje ze zostanę twoją czytelniczka. Jestm za granica i bardzo tesknie za polskimi książkami, a twoje opowiadanie to zawsze jakas forma książki. Kiedy kolejny rozdzial? Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńOjej, dziękuję bardzo za takie miłe słowa! Masz wielkiego plusa za to wspomnienie, że moje opowiadanie to forma książki, miło łechcesz moje ego ^^. A następny rozdział będzie za miesiąc, dokładnie 12 kwietnia :)
UsuńJak miałabym nie pamiętać, skoro odwiedzam Twój blog niemal codziennie, wypatrując nowej notki? xD
OdpowiedzUsuńJuż zmieniłam link (onetowski na blogspotowski). Ten kolor jest zdecydowanie lepszy... Taki... weselszy. Fajnie wyszedł ten efekt niebieskiego ;3
Yay! Cieszę się niezmiernie <3. Dziękuję za zmianę linku ^^. I też mi się podoba ten kolor, w sumie niebieski to jeden z moich ulubionych kolorków, tak więc tego XD. Jeszcze nie do końca ogarnęłam blogspota, ale myślę że efekt jak na razie nie jest zły. Umiem wstawiać notki, a to chyba w sumie najważniejsze >D.
UsuńHahah, dokładnie. xD Najważniejsze, że umiesz dodawać notki. xD Poza tym ten niebieski przyciąga i aż chce się czytać. Jest jasno i przyjemnie, ale nie chłodno ;3
UsuńUff, cieszę się bardzo, że nie tylko mi wygląd bloga się podoba ^^.
UsuńZapraszam na ostatni rozdział ;D
UsuńWitam, witam,
OdpowiedzUsuńopowiadanie zapowiada się fantastycznie, co za rodzice, ich syn „nie jest idealny” to go wysyłają do szkoły z internatem, ciekawe co się tam będzie działo... Czekam na niecierpliwością na następny rozdział..
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Moje ukochane opowiadanko xD
OdpowiedzUsuńPozdrówka słoneczko ;*
Hachiko
PS: w ogóle to ja też mam bloga na blogspocie :P piorem-pisane.blogspot.com ale i tak większość tekstów udostępniam na deviancie... :P
Hachi~! <3
Usuń