niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział IX, część 2

      Siedział na łóżku, robiąc pracę domową i starając się nie myśleć o niczym innym, oprócz tego, co właśnie czytał z podręcznika. Przez jakiś czas nawet mu to wychodziło, ale w końcu zaczął się zastanawiać, gdzie jest Matt. Jakimś cudem odepchnął od siebie wszystkie myśli o tym, co przeczytał w zeszycie Pete’a, jednak fakt że czarnowłosego nie widział od dłuższego czasu nie dawał mu spokoju, nie pozwalał się skupić.
     W końcu zrezygnował z czytania, gdy po chwili zorientował się, że kompletnie nic nie zrozumiał z tego, co czyta. Odrzucił książkę na bok i przeciągnął się. Miał zamiar wziąć prysznic, a potem ewentualnie spróbować na nowo odrobić historię, ale pukanie do drzwi sprawiło, że na jakiś czas musiał odsunąć od siebie te plany. Niechętnie wstał i podszedł do drzwi, nie mając pojęcia, kto może przychodzić w odwiedziny o tak późnej porze. Na początku pomyślał, że to Matt, ale zdał sobie sprawę, że on ma klucz, więc nie miałby po co pukać. Do głowy nie przychodził mu kompletnie nikt inny, ale osoba, którą zobaczył za drzwiami kompletnie go zaskoczyła.
- Pete, co ty tutaj robisz? – zapytał, odsuwając się, by go wpuścić do pokoju.
- Ja też mam do ciebie całkiem ciekawe pytanie. – Pete wszedł do środka i z kieszeni spodni wyjął telefon. – Na przykład takie, dlaczego twój telefon leżał pod moim łóżkiem?
Chris najpierw spojrzał na telefon, a dopiero później odważył się spojrzeć na twarz Pete’a.
- Skąd pewność, że to mój telefon? – zapytał po chwili, choć wiedział, że tylko gra na czas.
- Bo Matt mi powiedział.
- Widziałeś się z Mattem? Gdzie on jest?
Pete uśmiechnął się nieznacznie i oddał telefon Chrisowi.
- Siedzi z Sebastianem u nas.
Chris rzucił telefon na łóżko i usiadł. Pete zrobił to samo, ale obaj nie patrzyli na siebie.
- Wybacz za bałagan, nie spodziewałem się gości – powiedział Chris, byleby powiedzieć cokolwiek.
- Daj spokój, Chrissy. – Pete spojrzał na niego. – A teraz na poważnie. Co u mnie robiłeś?
     Chris westchnął. Sam nie wiedział, co ma powiedzieć. Z jednej strony chciał nakrzyczeć na Pete’a za sposób w jaki o sobie myśli, ale z drugiej strony wiedział, że nie powinien. W dodatku niekoniecznie chciał od razu przyznawać się do tego, co czytał. Spojrzał na Pete’a i postanowił być z nim szczery.
- Chciałem z tobą porozmawiać – powiedział. – Chciałem dowiedzieć się, czemu Matt traktuje cię, jak kogoś gorszego. Miałem nadzieję, to głupie, ale miałem nadzieję coś z tym zrobić. Przepraszam, nie chciałem szperać ci w rzeczach i strasznie przykro mi z powodu przeczytania…
Nie wiedział, jak ma to nazwać. Ale nie musiał, Pete wiedział o co chodzi. Nic nie powiedział, ale wyraz jego oczu nie wskazywał na to, że był zadowolony.
- Przepraszam.
- Zawrzyjmy umowę – powiedział Pete, ignorują przeprosiny Chrisa.
- Jaką umowę?
- Opowiem ci trochę o mnie i o Macie, ale ty musisz obiecać, że nikomu, ale to nikomu nie powiesz tego, co przeczytałeś. Szczególnie Mattowi, nie chcę, żeby on wiedział cokolwiek.
     Chris zastanowił się przez chwilę. W sumie było to coś, czego chciał się dowiedzieć, idąc do pokoju Pete’a. Może to pozwoliłoby mu zrozumieć, dlaczego Pete jest takim człowiekiem i dałby radę coś z tym zrobić. Nie miał zbyt wielkich nadziei, ale uważał, że warto spróbować. Choć coś w głębi niego krzyczało, że jest po prostu tchórzem i idzie na łatwiznę, by nie musieć rozmawiać z Mattem.
- Zgoda – powiedział w końcu, a Pete uśmiechnął się, co wywołało niespodziewany i nieokreślony ból u Chrisa. Jakby tęsknotę za tym, czego się nigdy nie posiadało.
- Mój ojciec miał romans z mamą Matta. Przez całe życie twierdził, że zabłądził i że to się zdarza. I gdyby miał możliwość cofnięcia czasu nie popełniłby drugi raz tego błędu. Jednak musiał ponieść tego konsekwencje, chociaż jego żona mu to wybaczyła, to ja byłem dla niego ciężarem, którego chciał się pozbyć. I w sumie udało mu się to…
~*~
     Po raz kolejny słyszałem ich kłótnię. Może i oni myślą, że nic nie rozumiem, ale jak na swoje sześć lat rozumiałem aż nazbyt wiele. Nie kochają mnie. Nawet nie udają, że jest inaczej. To zawsze ja jestem tym złym.
Nie znam swojej matki. Znaczy mieszkam z nią, ale to nie jest moja mama. Ona nawet nie chce, żebym ją tak nazywał. Ale dziś miałem poznać tę prawdziwą, która też mnie nie chciała. Nikt mnie nie chce. Więc po co żyję? Mam też poznać mojego nowego tatę. Co to w ogóle za określenie? Nowy tata. No i jest jeszcze ktoś. Mój brat, który nie jest moim bratem. Powiedzieli, że mnie wezmą do siebie, bo mój ojciec się mną znudził. Nie chcę tego, ale nie chcę też tutaj zostać. Chciałbym po prostu zniknąć. Chciałbym, żeby mnie nie było.
~*~
     Przez całą drogę nie odezwałem się ani słowem. Nie chciałem nic mówić, chciałem po prostu zapaść się w siedzenie samochodu.
Dom, pod którym zaparkowaliśmy był ogromny. O wiele większy, niż mojego ojca i jego żony. Wysiedliśmy z samochodu i podeszliśmy do drzwi. W progu już ktoś na nas czekał, nie wiem dokładnie, kim był, ale to chyba kamerdyner. Zaprowadził nas do salonu, gdzie czekała moja nowa rodzina. Wszedłem niepewnie za ojcem i usiadłem obok niego na kanapie. Rozglądałem się ciekawe po pomieszczeniu, unikając kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. Nie chciałem na nich patrzeć, ani żeby oni patrzyli na mnie. Jednak czułem ich wzrok na sobie aż nazbyt wyraźnie. Szczególnie szare, zimne oczy z małej buzi patrzyły na mnie, jakby chciały całego mnie zlustrować. Jakby były przekonane, że to jest możliwe, a ja przez chwilę czułem, że jest to bardzo, ale to bardzo możliwe.
- Jesteś Peter, prawda? – zapytała kobieta, która była moją prawdziwą mamą. – Ładnie go nazwałeś, Oskarze.
- Dziękuję, Lillian – powiedział mój ojciec, odsuwając się nieznacznie ode mnie.
- Peterze, od dzisiaj będziesz tu mieszkał, będzie ci tutaj dobrze. – Kobieta uśmiechnęła się.
- Dziękuję, pani – powiedziałem cicho.
- Och, nie krępuj się i mów do mnie „mamo”.
Uśmiechnąłem się lekko, sam nie wiedząc, co powiedzieć. Bałem się ją nazwać w ten sposób, sam nie wiedząc do końca co to słowo znaczy. Nigdy nie miałem mamy.
- Jaki uroczy uśmiech ma to dziecko – odezwał się mężczyzna, który miał być od teraz moim ojcem.
- Masz zupełną rację, kochanie. Matthew – zwróciła się do dziecka, które siedziało obok niej i cały czas patrzyło na mnie tymi zimnymi oczami – Może oprowadzisz Petera po domu, a dorośli porozmawiają, dobrze?
Chłopiec przewrócił oczami i niechętnie podniósł się. Spojrzał na mnie, a gdy się nie ruszyłem, podszedł, złapał mnie za przegub i pociągnął za sobą. Odwróciłem się tylko na moment, by znaleźć jakieś wyjaśnienie w oczach ojca, ale on nie patrzył na mnie. Już nigdy więcej na mnie nie spojrzał.
Zanim Matthew oprowadził mnie po domu, oni odjechali. Nigdy się ze mną nie pożegnali i nigdy więcej ich nie widziałem, choć sam nie wiem czemu byłem winny i czemu tak bardzo mnie nienawidzili. Dziecko, chociażby nad wyraz inteligentne, nigdy nie zrozumie takich rzeczy.
~*~
     Obojętnie, jak bardzo się starałem, to zawsze byłem na drugim miejscu. Chociaż kobieta, którą z czasem zacząłem nazywać mamą, starała się pokazać, że jest inaczej. Jednak jej mąż, którego zresztą zacząłem nazywać tatą, choć z oporem z obydwóch stron i Matt zawsze pokazywali mi, gdzie tak naprawdę jest moje miejsce. I chociaż mama starała się za nich, za co jestem jej wdzięczny, to nigdy tak naprawdę nie poczułem się częścią tej rodziny.
Gdy poszliśmy do szkoły, Matt miał się mną opiekować. I chociaż nigdy nie dał powiedzieć na mnie złego słowa, to widziałem, jak bardzo chciałby się mnie pozbyć. Przebywając koło niego, czułem się intruzem, który wtargnął w jego świat i wszystko pozmieniał. Nie akceptował mnie ani jako człowieka, ani tym bardziej jako swojego brata.
     Gdy trochę podrośliśmy, to zacząłem na to wszystko patrzeć z dystansem. Zacząłem się uczyć nie przejmować się za bardzo tym, co się wokół mnie tak naprawdę dzieje. Odkryłem, że jeśli się postaram, to potrafię wywołać uśmiech na każdej twarzy – nawet mojego ojca, który po pewnym czasie zaczął być nawet ze mnie dumny i bez odrazy nazywać mnie swoim synem. Nawet Matt trochę się zmienił. Potrafiłem go rozśmieszyć, robiąc z siebie debila i starając się nie myśleć o tym wszystkim tak na poważnie. Po prostu przeżywałem każdy dzień od nowa, jakby to był ten sam. A moim celem było ujrzenia uśmiechu na twarzy kogokolwiek. A potem odkryłem sekret Matta…
Na początku, gdy dowiedziałem się, że Matt kogoś kocha, to nie mogłem w to uwierzyć. Byłem ciekaw, kim była ta dziewczyna, dlatego zacząłem wypytywać o to Matta. Jednak on nic nie powiedział i gdybym w tym momencie skończył ingerować w nie swoje sprawy, to może parę rzeczy skończyłoby się inaczej, chociaż wydaje mi się, że taki dzień musiał nadejść. Prędzej, czy później.
     W końcu poznałem imię miłości Matta, ale zdecydowanie nie było to imię dziewczyny. Od tego czasu, pomiędzy tym co do tej pory zbudowaliśmy stanął wysoki mur. Ja nie rozmawiałem z nim, a on ze mną. Znaczy, odzywaliśmy się do siebie, ale to było wymuszone. Wszystko było wymuszone, każde słowo, każdy gest, każdy uśmiech. Mur, który postawił Matt między nami był nie do przeskoczenia. Sam nie wiedziałem, jak mam się zachować, co mam powiedzieć, co zrobić, więc po prostu nie robiłem nic, myśląc że tak będzie lepiej. I nauczyłem się z tym żyć na co dzień, potrafiłem to zaakceptować, dopóki nasza mama nie zobaczyła, że coś między nami jest nie tak. Oczywiście, że nie chciałem jej tego mówić, nigdy nie chciałem. Ale tak to już bywa, że często człowiek powie o parę słów za dużo, które na pozór nic nie znaczą. Ale matki są inteligentne i domyślne. Szczególnie jeśli chodzi o ich dzieci. I to był dla mnie koniec w oczach Matta. Nawet nie potrafię zliczyć, ile było o to kłótni z ojcem, nie potrafię przypomnieć sobie każdego gniewnego słowa, jakie wtedy padło, jakie Matt i jego ojciec do siebie skierowali. I jeszcze nasza matka, zawsze próbująca nas obronić przed jego gniewem. I w tym wszystkim ja, na którego znowu nikt nie zwracał uwagi. Nikt nie miał ochoty tego robić, każdy był zbyt zajęty czym innym. Więc usunąłem się w cień, postanawiając że już nigdy nie wejdę nikomu w drogę.
~*~
     Chris słuchał go uważnie przez cały czas. Nie odezwał się ani razu. Nie przerywał,  bo widział, ile sił Pete’a kosztuje każde nowe słowo. Gdy skończył, nie wiedział, co ma zrobić. Po prostu siedział i patrzył bez sensu w podłogę, szukając odpowiednich słów. Ale zdał sobie sprawę, że takie słowa po prostu nie istnieją i nigdy nie istniały. Nigdy też istnieć nie będą.
Uniósł niepewnie wzrok na niego, ale Pete patrzył gdzieś w kąt. Chris stwierdził, że jeśli tak dalej pójdzie, to atmosferę w tym pokoju będzie można spokojnie kroić nożem i już było gotowy coś powiedzieć, gdy Pete go uprzedził:
- Więc mamy umowę, Chrissy.
Podniósł się z łóżka i skierował do drzwi. Chris chciał go zatrzymać, w jakiś sposób pocieszyć, ale tylko patrzył na niego, gdy ten zniknął za drzwiami. Jeszcze przez chwilę na nie patrzył i westchnął ciężko, samemu nie wiedząc, co zrobić z tym wszystkim. Spojrzał na swój podręcznik od historii i z wściekłością odrzucił go w bok. Położył się na łóżku, ale skrzywił się, bo poczuł, jak telefon wbija się w jego żebra. Wyciągnął go spod siebie i spojrzał na wyświetlacz.

     Świetnie ci poszło uczenie się historii, Chris, nie ma co, pomyślał i przymknął powieki, po chwili zapadając w niezbyt spokojny sen.



Dla Jous <3
Bo bardzo mnie wspierasz, chociaż zachowuję się, jak dupek.
I przepraszam wszystkich, że dopiero dziś, ale jest parę spraw, przez które ciężko mi się skupić na pisaniu. To wszystko, co mam Wam do przekazania i szczerze nie mam pojęcia, czy na 100% napiszę kolejny rozdział na czas. Nie wiem, czy w ogóle go napiszę, choć obiecuję postarać się naprawdę mocno. Ewentualnie przez jakiś czas będę Wam zarzucać one shotami XD.

2 komentarze:

  1. A ja będę czekać grzecznie na kolejny rozdział one shotami mnie nie przekupisz :D Podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    fantastyczny rozdział.... Pete opowiedział o swojej przeszłości Chrissowi, cóż nie miał za ciekawej, mam nadzieję, ze nadejdzie moment, ze bracia się pogodzą, może jednak Chrissowi uda się tego dokonać...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń