Już zobaczył ją z daleka. Ten budynek nie
mógł być niczym innym, niż szkołą. Co prawda, był duży i wyglądał na dosyć
stary, ale Chris nie miał wątpliwości, że to właśnie tam będzie zmuszony żyć
przez następnych parę miesięcy. Oczywiście, jeżeli jego plan się nie powiedzie.
Zamierzał nie zabawić tam zbyt długo. Może miesiąc, ewentualnie dwa, ale nie
dłużej.
-
Oto ona – powiedział jego ojciec z zachwytem. Zaparkował samochód na parkingu.
– Twoja nowa szkoła.
-
Widzę. Ślepy nie jestem.
Przemilczeli
jego zgryźliwą uwagę i wysiedli z samochodu. Chris podszedł do bagażnika i
wyciągnął torby. Spojrzał na rodziców i zapytał:
- Na
pewno nie chcecie zmienić zdania?
To
również puścili mimo uszu, a jego matka objęła go na pożegnanie. Zdziwił się,
jednak nic nie powiedział.
- Do
zobaczenia synku. Ucz się pilnie – powiedziała i szybko wsiadła z powrotem do
samochodu.
-
Trzymaj się, Chris. Niech będę z ciebie dumny. – Jego ojciec zrobił gest, jakby
chciał uścisnąć mu dłoń, jednak spojrzał na torby, które Chris trzymał w
dłoniach.
-
Taa. Na razie – powiedział i ruszył w stronę szkoły. Nie obejrzał się za
siebie, nie da im tej satysfakcji. Dzielnie szedł przed siebie, przemierzając
szkolne błonia. Po chwili znalazł się przy drzwiach; były otwarte, więc dumnie
przekroczył próg szkoły.
-
Pan Collins? – usłyszał i rozejrzał się. Zobaczył mężczyznę, na pewno nie był
to uczeń. Na nauczyciela w sumie też nie wyglądał, chociaż kto go tam wiedział.
– Oczekiwaliśmy pana. Pokażę panu drogę do pokoju.
Chris
domyślił się, że był on kimś w rodzaju woźnego. Mężczyzna ruszył w stronę
schodów, a Chris poszedł za nim. Rozglądał się zaciekawiony po wnętrzu, przyglądał
obrazom, wszystkim.
- To
dosyć duża szkoła, ale szybko się pan w niej odnajdzie – zapewniono go. – Oto
pański pokój.
Stanął
przy jednych z wielu drzwi.
-
Dzięki – powiedział Chris, a mężczyzna skłonił lekko głowę i odszedł. Jeszcze
chwilę chłopak stał, patrząc za oddalającym się woźnym. Dopiero po chwili
spojrzał na drzwi. Nie miał klucza, ale skoro nikt mu go nie dał, to pokój nie
mógł być zamknięty. Nacisnął na klamkę, a drzwi otworzyły się. Pierwsze co
rzuciło mu się w oczy, to dwa łóżka. Czyli będzie miał współlokatora. A raczej
już miał, widząc odłożone przy jednym z łóżek torby. Rozejrzał się, ale w
pokoju na pewno nikogo nie było. Zobaczył następne drzwi, musiała być to
łazienka. Podejrzewał, że właśnie tam jest jego nowy współlokator. Wzruszył
ramionami i podszedł do swojego łóżka. Rzucił na nie torby i usiadł obok.
-
Trochę tu za czysto, jak na mój gust – powiedział do siebie, rozsuwając
mniejszą torbę i zaczynając wyrzucać z niej ubrania. Może był to dziwny sposób,
ale tak łatwiej będzie mu to potem uporządkować. – Teraz o niebo lepiej.
Rozejrzał
się i zobaczył, że jedna z jego koszulek wylądowała na torbie z sąsiedniego
łóżka. Podszedł i bez większego zastanowienia wziął ją, a jego wzrok przykuła
mała tabliczka przypięta do torby. Nachylił się, by ją odczytać.
-
Matthew Shiny – usłyszał, zanim jeszcze zdążył przeczytać. Szybko wyprostował
się i odwrócił. Tuż przed nim stał chłopak o głowę wyższy od niego. Pierwsze,
co zauważył Chris to oczy. Szare, zimne oczy. Dopiero później dosyć długie
czarne włosy, niesfornie opadające na oczy, jasną cerę i lekko ironiczny uśmiech.
-
Chris Collins – powiedział w końcu, odwracając się i rzucając koszulkę na swoje
łóżko.
-
Miło cię poznać, Christopher.
-
Nie Christopher. Chris. Po prostu Chris. – Nie cierpiał, gdy mówiono na niego
pełnym imieniem.
-
Jak wolisz, Chris. A teraz powinieneś przebrać się w swój mundurek i zejść na
dół, bo rozpoczęcie powinno się niedługo zacząć.
-
Jasne – powiedział, nie patrząc na Matta. Już wiedział, że raczej się nie
polubią. Denerwował go, zresztą już samo powiedzenie na niego „Christopher”
było denerwujące. A jeszcze ten jego sposób mówienia, pouczania go. Pomyślał,
że będzie musiał wcielić swój plan w życie, jak najszybciej się da. Z łóżka
zgarnął swój mundurek i bez słowa poszedł do łazienki się przebrać. Zazwyczaj
nie krępował się przy kimś przebierać, ale ten chłopak… był jakiś dziwny.
Wprawiał go w dziwne zakłopotane, szczególnie te jego oczy.
Po
chwili wyszedł z łazienki ubrany w szkolny strój i zobaczył, że Matt uśmiechnął
się na jego widok i ruszył w stronę drzwi. Chris ruszył za nim. Zeszli na dół
po schodach, mijając po drodze innych uczniów. Zielonooki przyglądał się
uważnie każdemu z nich, miał nadzieję na poznanie chociaż jakiejś miłej
dziewczyny do towarzystwa. Jednak żadnej nie widział.
Zrównał
się krokiem z Mattem i zapytał:
-
Czy pokoje dziewczyn są w jakiejś innej części szkoły?
-
Dziewczyn? – zapytał Matt, jakby zdziwiony tym pytaniem.
- No
tak. Wiesz takie ładne, z cyckami i w ogóle.
Matt
wybuchł śmiechem, a gdy się uspokoił, spojrzał na niego i powiedział:
-
Śmieszny z ciebie dzieciak, widzę, że humor ci dopisuje.
- O
co ci chodzi? – zapytał Chris buntowniczo.
-
Przecież to szkoła z internatem wyłącznie dla chłopców – powiedział. Chris aż
stanął. Miał nadzieję, że Matt jedynie żartował. Jednak to by wyjaśniało,
dlaczego jeszcze nie zobaczył żadnej dziewczyny. A gdy weszli do sali głównej, upewnił
się, że Matt nie kłamał. Dla pewności rozejrzał się jeszcze parę razy, jednak
nie zobaczył nikogo oprócz samych chłopaków. Jedynym wyjątkiem były
nauczycielki.
Chris ustawił się gdzieś bardziej z tyłu,
obok Matta, a na salę wszedł dyrektor. Jak Chris się spodziewał przemówienie
było nudne, więc szybko zaczął myśleć o czymś zupełnie innym. Zresztą marzył,
by znaleźć się już w łóżku, żeby wszystko na spokojnie przemyśleć, dopracować
swój plan. Tak, plan był w tej chwili jego najważniejszą rzeczą. Musiał się na
nim skupić, wszystko dokładnie przemyśleć. To mogła być jego jedyna szansa na
ucieczkę stąd.
W końcu dyrektor powiedział, że mogą
rozejść się do swoich pokoi, uprzednio odbierając swój plan zajęć. Chris rzucił
się razem z innymi w stronę nauczycieli. Przepchnął się przez parę osób i już
niedługo stanął przy nauczycielu.
-
Nazwisko?
-
Collins – odpowiedział Chris.
-
Pan Collins. Christopher, zgadza się?
-
Chris – poprawił machinalnie, na co nauczyciel uśmiechnął się lekko i wręczył
mu plan lekcji. Szybko ruszył w stronę schodów lecz usłyszał, jak ktoś go woła.
Odwrócił się i zobaczył biegnącego za nim Matta. Westchnął i ruszył w górę po
schodach, nie czekając na chłopaka. Szybko wpadł do pokoju, trzaskając
drzwiami. Podszedł do swojego łóżka, a do pokoju wszedł Matt.
-
Wołałem cię, żebyś poczekał. Nie słyszałeś? – zapytał szarooki.
-
Naprawdę? – udał zdziwienie. – Nie słyszałem.
Przez
chwilę panowało milczenie. Chris upychał swoje rzeczy w szafie, która stała
niedaleko jego łóżka. Nawet nie starał się układać ubrań, po prostu je tam
wrzucał, jak popadnie. Gdy wreszcie skończył, wyjął z plecaka płyty. Trzymał je
w dłoni, zastanawiając się, gdzie może je położyć.
-
Czy to Nirvana? – usłyszał głos tuż przy uchu. Odskoczył i odwrócił się,
upuszczając to, co trzymał. – Nie bój się, Chrissy.
Zaczął
zbierać płyty z podłogi, patrząc, czy nic im się nie stało, po czym spojrzał
morderczym wzrokiem na Matta.
-
Jak do mnie powiedziałeś? – zapytał, w końcu decydując się na włożenie płyt do
jednej z szuflad przy szafce nocnej. Uklęknął przy niej i ostrożnie zaczął
układać tam swoje skarby.
-
Chrissy – odpowiedział Matt, kładąc rękę na jego głowę i czochrając mu włosy.
Chris strzepnął jego rękę i natychmiast wyprostował się.
-
Nie mów tak do mnie. I mnie nie dotykaj.
Chłopak
jedynie wzruszył ramionami i podszedł do swojego łóżka, w celu rozpakowania
się.
I ja
mam z nim spędzić cały rok?, pomyślał. Niedoczekanie. Obmyślę plan jeszcze dziś
w nocy, a przez najbliższe dni mogę go dopracować.
Wyjął z kieszeni swój plan zajęć i
spojrzał na niego. Jutro ma same nudne lekcje. Zresztą wychodził z założenia,
że wszystkie lekcje są nudne. Może jedynie oprócz angielskiego. To był jedyny
przedmiot, jaki w miarę lubił.
- Wiesz
gdzie są te wszystkie sale? – zapytał Matta, patrząc na numerki przy nazwach
przedmiotów. Chłopak spojrzał na niego, po czym podszedł i spojrzał na jego
plan lekcji.
-
Mniej więcej – odpowiedział. – Jednak nie wszystkie. Będziemy musieli trochę
pobłądzić, w dodatku mamy chyba taki sam plan.
Czarnowłosy
uśmiechnął się do niego, po czym ponownie wrócił do rozpakowywania rzeczy.
Chris jeszcze przez chwilę przyglądał się, jak chłopak starannie układa ubrania
w szafie, po czym rzucił się na swoje łóżko. Miał ochotę zniknąć.
~*~
Poczuł, jak ktoś szturcha go za ramię i
niechętnie otworzył oczy. Nad sobą zobaczył zimne, szare oczy.
-
Może to nie moja sprawa, ale nie powinieneś się przebrać? – zapytał Matt.
-
Masz rację – odpowiedział. – To nie twoja sprawa.
Odwrócił
się na drugi bok, próbując spać dalej, jednak poczuł, jak łóżku ugina się pod
ciężarem Matta. Chris spojrzał na niego oburzony lecz zanim zdążył coś
powiedzieć, szarooki położył się obok niego. Chris natychmiast usiadł i
zszokowany spojrzał na chłopaka, który leżał w jego łóżku.
-
Eee… - zaczął inteligentnie. – Porąbało cię, koleś? Złaź z mojego łóżka!
-
Zmuś mnie – powiedział Matt, uśmiechając się do niego złośliwie. Chris zaczął
spychać go z łóżka, a gdy chłopak wylądował na podłodze szybko położył się tak,
by nikt więcej się nie zmieścił.
-
Ależ ty delikatny – powiedział Matt, zbierając się z podłogi. Chris był w takim
szoku, że sam nie wiedział, co ma powiedzieć. Patrzył tylko oniemiały na
chłopaka, który wciąż stał przy jego łóżku.
-
Pomyślałem, że chcesz się przytulić, skoro krzyczałeś przez sen – powiedział
Matt i odwrócił się.
-
Krzyczałem? – zapytał Chris, natychmiast siadając.
-
Owszem, Chrissy, krzyczałeś. I to raczej nie ze szczęścia.
- Co
krzyczałem?
-
Różne rzeczy – odpowiedział Matt, siadając na swoim łóżku.
- A
dokładniej?
Szarooki
jedynie machnął ręką, jakby odganiał się od muchy, po czym położył się na
łóżku, patrząc w sufit, jakby było tam coś ciekawego. Chris wstał i podszedł do
Matta. Stanął nad nim i zapytał:
- Co
dokładnie krzyczałem?
Chłopak
uśmiechnął się złośliwe i spojrzał na Chrisa. Przez chwilę milczał, jakby się
nad czymś zastanawiając.
- Co
będę z tego miał, jeśli ci powiem? – zapytał w końcu, a złośliwy uśmiech na
jego twarzy poszerzył się.
- No
chyba sobie żartujesz – powiedział bardziej do siebie. – Moją wdzięczność.
- A
co mi po niej? - Wydawał się dobrze bawić. Widział, że Chrisowi bardzo zależy,
żeby wiedzieć.
Blondyn jedynie nadymał policzki, jakby
chciał powiedzieć „to nie!” i wrócił do swojego łóżka. Był zły. Na wszystko i
na wszystkich. Na rodziców, że go tutaj posłali. Na tego całego Matta. Na
siebie. Wcale mu się tutaj nie podobało. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy,
próbując się uspokoić. W końcu spojrzał na współlokatora, który cały czas go
obserwował.
- A
co chcesz? – zapytał zrezygnowany. Matt uśmiechnął się i usiadł na łóżku.
-
Pomyślmy. – Zastanowił się, rozglądając po pokoju. – Czego bym chciał?
W
końcu spojrzał na Chrisa i powiedział:
-
Masz płytę Nirvany. W dodatku moją ulubioną.
-
Zapomnij – prychnął.
- To
nie, skoro ci nie zależy. Chociaż to, co wykrzykiwałeś było naprawdę
interesujące i chciałbym dowiedzieć się o tym parę rzeczy.
Chris
zawahał się. W sumie miał pieniądze, mógł kupić sobie jeszcze jeden egzemplarz
tej płyty. A informacje, które teraz posiadał o nim Matt mogły być ważne. Co
jeżeli ten zechce zwrócić je przeciwko niemu? Jeżeli dowiedział się o nim
czegoś ważnego? Co jeżeli mówił coś o swoim planie? Nie mógł pozwolić, żeby
wszystko się zepsuło tylko dlatego, że nie chciał oddać płyty, którą w każdej
chwili mógł sobie kupić.
-
Niech będzie. Weź sobie tę płytę.
Matt
jedynie uśmiechnął się i podszedł do szafki, w której Chris schował płyty.
Blondyn chciał coś jeszcze powiedzieć, już zaczynał, ale jednak się rozmyślił.
- O
co chodzi? – zapytał Matt.
- Akurat
tę płytę dostałem.
- Co
to byłaby za wymiana, gdyby ci nie zależało?
Chris
westchnął cicho i patrzył, jak chłopak bierze jego ukochaną płytę. Miał ochotę
rzucić się na niego i mu ją wyrwać. Albo chociaż go pobić. Cokolwiek. Ale na
pewno nie siedzieć tak bezczynnie i patrzeć, jak to właśnie teraz robił.
Jednak
bał się, że jeżeli chociaż uderzy Matta, ten nie powie mu wszystkiego, co
wiedział.
-
Nie bądź taki przerażony, Chrissy. Możesz ją pożyczać od czasu do czasu –
powiedział Matt, podchodząc do swojego łóżka. Chris jedynie zacisnął pięści,
powstrzymując się. W końcu Matt schował płytę u siebie i usiadł na łóżko,
patrząc w zielone oczy.
-
Krzyczałeś coś o jakimś planie – zaczął. - O tym, że na pewno uciekniesz, że to
jeszcze nie koniec. Bardzo to przeżywałeś, rzucałeś się po tym łóżku tak, że
myślałem, że spadniesz. Krzyczałeś też, że komuś czegoś nie wybaczysz. Nie wiem
dokładnie o co ci chodziło, ale wnioskuję, że chodziło ci o rodziców. Wiem też
tyle, by przypuszczać, że zamierzasz stąd uciec.
- To
wszystko? – zapytał jedynie Chris.
Matt
zamyślił się, po czym przytaknął głową.
- Mam
dosyć pokaźną kolekcję płyt. Chcesz jeszcze jakąś, żebyś zapomniał o tym co
słyszałeś? – Nie patrzył na chłopaka, wbił wzrok w swoje stopy.
-
Nic mi do tego, czy chcesz stad uciec, czy nie. – Chris spojrzał na niego
zdziwiony. – Chcesz uciekać, to uciekaj. To twoja przyszłość, nie moja. Masz
moje słowo, że nikomu o tym nie powiem, wymażę to z pamięci.
Chris
odetchnął z ulgą.
-
Chociaż mogłoby być fajnie, gdybyś został, Chrissy. A teraz już pójdę spać.
Rano trzeba wstać, nie chcę się spóźnić na pierwsze zajęcia. – Wkopał się pod
kołdrę. – Dobranoc, Chrissy. I z łaski swojej, zgaś światło.
Chris
nic nie odpowiedział. Szybko przebrał się w piżamę, zgasił światło i sam się
położył. Miał mętlik w głowie, już sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć.
Teraz był pewny tylko jednego: Matt to dziwny, ale intrygujący gość…
Dobra, tak więc trzeci rozdział. Miałam problem z umieszczeniem go tutaj, gdyż mój nowy laptop imieniem Ciel nie bardzo chciał odczytać ten plik. Aczkolwiek jak widzicie jakoś mi się udało. Nie pytajcie jak, sama do końca nie wiem. Whatever, chciałam podzielić ten rozdział na dwie części, ale stwierdziłam, że jednak nie ma to sensu (rozdzielę następny, może, muahahaha~!). Cóż, to chyba tyle z mojej strony, mam nadzieję, że rozdział się podobał. :)
Haha xD i jest tutaj trzeci xD
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńświetny rozdział, ciekawe jak to się dalej potoczy... ale trafił na wsplkokatora...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia