środa, 1 maja 2013

One shot - "Co by było, gdyby..."

Wpadłam na głupi genialny pomysł! Otóż moi nieliczni, acz drodzy czytelnicy! Kimisiątko aka Nezumiątko wymyśliło sobie, że będzie tu wstawiać raz na miesiąc (gdzieś tak właśnie na początku miesiąca) jakieś inne opowiadanie, tak zwany one shot, coby się Wam nie nudziło comiesięczne wyczekiwanie na ten jeden upragniony rozdział. Teraz czekanie umilą Wam inne prace Kimisia, mniej lub bardziej... fajniejsze? Dzikie XD. Niektóre będą w częściach, inne dane w całościach, zależy od objętości tekstu. Mam nadzieję, że podoba Wam się pomysł, bo od razu coś wstawię. Ah, no i oczywiście nazwa tego chyba zawsze będzie "One shot - "tytuł opowiadania".
No to tego, miłego czytania!

Co by było, gdyby... 

tym kolorem oraz kursywą będą pisane moje przemyślenia na temat danego opowiadania. Tak więc do rzeczy. Opowiadanie pisane dosyć dawno temu, za które mi wstyd, bo mogło być napisane o wiele, wiele lepiej. Było napisane na szybko i zainspirowane jakimś filmikiem z youtube (niestety filmik już nie istnieje, a szkoda). Wstyd mi się przyznać do tego opowiadania, ale stwierdziłam, że je wstawię, bo jednak mimo wszystko jest jakimś tam moim wysiłkiem literackim (może być takie określenie? XD) z dawnych lat, gdy jeszcze szukałam własnego stylu w pisaniu. Sam pomysł nie uważam za zły, wprost przeciwnie, lecz styl oraz forma to zdecydowanie coś, do czego mam wielkie zastrzeżenia. Mimo wszystko - zapraszam do czytania i podzielenia się ze mną opinią ^^. (Aż się prosi żeby napisać) - Enjoy!  
P.S Wybaczcie brak akapitów, to był ten czas, gdy jeszcze nie umiałam ich robić i totalnie je olewałam, udając, że nie istnieją.



Tsuki ponownie spojrzał na zegarek. Jego przyjaciel spóźniał się już dobre pół godziny. Rozejrzał się po peronie. Plakaty reklamujące zegarki, biura podróży, telefony komórkowe wisiały na ścianach. Były też graffiti. Tu zielony napis, tam niebieski wulgaryzm, czerwony podpis. Było tylko jedno graffiti, na które Tsuki zwrócił większą uwagę. Był to wielki czarny napis „Co by było, gdyby…”.
Usłyszał znaną melodyjkę. Dostał SMSa. Wyciągnął komórkę z kieszeni i odczytał wiadomość. Była od jego przyjaciela.
„Tsu, był drobny wypadek. Nic się nie martw. Niedługo będę. N.”
Tsuki westchnął. Przymknął powieki, czując lekkie zirytowanie. Otworzył oczy, słysząc rozmowę.
- Wypadek? Co się stało, Yomi? Aha. To czekam.
Spojrzał na dziewczynę, która chowała telefon do kieszeni. Była śliczna. Czarne włosy, sięgające do łopatek, czarne oczy. Mlecznobiała twarz z lekko zaróżowionymi polikami. Długie rzęsy, smukłe brwi. Pięknie wykrojone usta.
Dziewczyna spojrzała na niego. Uśmiechnął się do niej. Ona również posłała mu uśmiech i Tsuki już się nie wahał. Podszedł do niej.
- Cześć – powiedział, uśmiechając się.
- Cześć – odpowiedziała, lekko zmieszana.
- Jestem Tsukiro Hiroto. – Wyciągnął rękę w jej stronę.
- Yoko. Yoko Mizu.
Uścisnęła jego rękę, patrząc mu prosto w oczy.
- Więc, panie Hiroto, co pan tu robi w taką pogodę? – zapytała, a on zaśmiał się.
- Czekam na przyjaciela. A pani? – Podjął grę.
- Również czekam na kogoś.
- To proponuję poczekać razem albo ewentualnie zachować się po chamsku, pójść stąd i napić się gorącej czekolady.
Yoko zamyśliła się. Spojrzała na tory, ale po chwili uśmiechnęła się.
- Gorąca czekolada to wspaniały pomysł – powiedziała.
- Też tak sądzę. – Podał jej dłoń, a gdy go złapała, pociągnął w stronę wyjścia.
Padał śnieg i pomimo późnej pory ulice były jasne. Oświetlone bożonarodzeniowymi ozdobami. Na oknach sklepowych widniały podobizny Mikołaja, na wystawach siedziały pluszowe renifery albo bałwanki. Nie brakowało też choinek, girland, włosów anielskich, mnóstwa kolorowych lampek i sztucznych prezentów. Było pięknie.
Yoko zatrzęsła się z zimna. Tsukiro spojrzał na nią, ściągnął szalik i zawinął wokół jej szyi. Dziewczyna spojrzała na niego z wdzięcznością.
~*~
Yoko po raz kolejny przejrzała się w lustrze. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i wyszła. Tsuki już na nią czekał.
- Witaj, piękna – powiedział, delikatnie całując ją w policzek. Yoko uśmiechnęła się i wyciągnęła mały pakunek zza pleców.
- Wesołych Świąt, Tsukiro! – powiedziała, wręczając prezent chłopakowi. Tsuki szybko odpakował go i zobaczył ręcznie robiony szalik. Wyjął go z paczuszki i przyjrzał mu się dokładnie. Szalik był czerwony, a na jednym z jego końców było wyszyte imię Tsuki’ego.
- Żebyś już nigdy nie musiał mi oddawać swojego szalika – powiedziała Yoko z uśmiechem. Tsukiro spojrzał na nią, przyciągnął do siebie i przytulił.
- Dziękuję. Jest przepiękny.
Owinął szalik wokół szyi, a Yoko uśmiechnęła się.
- Ja też mam coś dla ciebie – powiedział, wyjmując małe pudełeczko z kieszeni. – Taki drobiazg, który będzie ci o mnie przypominał.
Podał pudełeczko Yoko. Dziewczyna odwiązała czerwoną kokardkę i uniosła wieczko. Zamarła. Spojrzała zdumiona na Tsuki’ego.
- Przecież to jest…
- Pierścionek zaręczynowy. – Złapał ją za dłoń. – Yoko, zostaniesz moją żoną?
Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Przytaknęła i wtuliła się w Tsuki’ego.
- Kocham cię, Yoko – usłyszała.
To najpiękniejsze święta w moim życiu, pomyślała.
~*~
Kościół. Najpiękniejszy dzień dla Tsukiro i Yoko. Dzień ślubu.
- Czy ty, Tsukiro Hiroto bierzesz Yoko Mizu za swoją żonę?
- Tak.
- A czy ty, Yoko Mizu bierzesz Tsukiro Hiroto za swojego męża?
- Tak.
Łzy szczęścia. Brawa. Ryż. Limuzyna.
Sto lat młodej parze!
~*~
Tsuki męczył się nad krzyżówką z gazety, gdy obok niego usiadła Yoko. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Zanim zdążył coś powiedzieć, ona odezwała się:
- Musimy porozmawiać.
- O czym?
Uśmiechnęła się delikatnie.
- Będziesz ojcem.
Nie zrozumiał. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów Yoko. Zerwał się na nogi, przewracając krzesło, podbiegł do Yoko i wziął ją na ręce. Okręcił się parę razy, zdając sobie sprawę z tego, że płacze ze szczęścia.
- Będę tatą! – wykrzyknął. – Będę najwspanialszym tatą na świecie! Zobaczysz, Yoko.
- Wiem o tym. – Uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Jak ją nazwiemy? – zapytał, stawiając Yoko na ziemię.
- Ją?
Tsuki uśmiechnął się.
- To będzie dziewczynka, zobaczysz. Czuję to. Będziemy mieć córeczkę.
- Skoro córeczkę, to może… Myślałam, żeby dać jej imię powiązane z naszymi.
- Więc może Yotsu?
Yoko uśmiechnęła się promiennie.
- Przepiękne imię! Wiedziałam, że coś wymyślisz. – Pogładziła się po brzuchu. – Nasza mała Yotsu.
~*~
Tsuki zerwał się, słysząc trzask drzwi. Rozejrzał się po ciemnym pokoju, jednak nic nie zobaczył. Dopiero zapalając lampkę nocną zauważył Yotsu, stojącą obok łóżka.
- Co się stało, kochanie? – zapytał, przecierając zaspane oczy.
- Miałam zły sen – powiedziała dziewczynka, spuszczając głowę.
- Zły sen, mówisz? – Wziął Yotsu na ręce i posadził na swoich kolanach.
- Tak. Śniło mi się, że pod moim łóżkiem jest potwór.
Tsuki uśmiechnął się delikatnie i przeczesał włosy Yotsu.
- Jak chcesz, to możesz spać ze mną i z mamą – powiedział, a na twarzyczce dziewczynki pojawił się uśmiech.
Położyła się między rodzicami. Tsuki zgasił lampkę i również się położył.
- Dobranoc, tatusiu – powiedziała Yotsu.
- Dobranoc, kochanie.
Przez chwilę panowała cisza, jednak Yotsu przerwała ją:
- Wiesz tato, jesteś najwspanialszym tatą na świecie. Kocham cię.
Tsukiro uśmiechnął się i poczuł łzy wzruszenia pod powiekami.
- Też cię kocham, Yotsu.
~*~
Usłyszał znaną melodyjkę i otworzył oczy. Zobaczył peron. Rozejrzał się zdezorientowany. Wyjął telefon z kieszeni i odczytał SMSa.
„Tsu, był drobny wypadek. Nic się nie martw. Niedługo będę. N.”.
Usłyszał głos i ponowie się rozejrzał.
To ona! Była tam!
Rozmawiała przez telefon.
- Wypadek? Co się stało, Yomi? Aha. To czekam.
Rozłączyła się i schowała telefon do kieszeni. Rozejrzała się i wtedy go zobaczyła. Oboje uśmiechnęli się, a widząc uśmiech na swoich twarzach, uśmiechnęli się jeszcze szerzej.
Więc jednak!, pomyślał Tsuki.
To nie był sen, pomyślała Yoko.
Tsuki zrobił krok w jej stronę, gdy drogę zagrodził mu jego przyjaciel.
- Tsukiro! Wybacz spóźnienie – powiedział.
Yoko, widząc to, ruszyła w ich stronę, ale nagle ktoś złapał ją za dłoń. Odwróciła się i zobaczyła Yomi.
- W końcu jestem. Chodźmy, Yoko i tak już jesteśmy spóźnione – powiedziała Yomi i pociągnęła dziewczynę do wyjścia.
- Rusz się, Tsuki – powiedział Nero i pociągnął przyjaciela w drugą stronę, do drugiego wyjścia.
Ich oczy spotkały się ostatni raz, a gdy Yoko zniknęła spojrzał na ścianę. Było tam graffiti. Czarne litery układały się w wyraz: „Co by było, gdyby…”.



4 komentarze:

  1. O żesz... Gęsia skórka to mało powiedziane. I co Ty tam marudzisz, kurcze! Bardzo dobrze prowadzona opowieść, krótkie, szybkie zdania, jakby pospieszna wymiana dialogów. I zakończenie. Podczas czytania zastanawiałam się, co się stanie... I nie spodziewałam się czegoś takiego. Kurcze, no! Jeśli kolejne one shoty mają taki poziom, jak ten (w co nie wątpię), z niecierpliwości tupię nogą, oczekując ich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, dziękuję. Twoje komentarze zawsze wprawią mnie w tak niesamowicie dumny i szczęśliwy humor, że nie mogę. Zawsze napiszesz mi tyle miłych rzeczy, że potem przez przynajmniej godzinę nie mogę przestać się uśmiechać. Działaś, jak antydepresant, dziękuję <3.

      Usuń
    2. Haha :D Pisanie prawdy nie sprawia problemów - zresztą widać, że jak poniosą mnie emocje, komentarz może być naładowany wykrzyknikami. xD A tego, czyli emocji, sfałszować nie można, więc wniosek jest jeden - pisałam szczerze. :D

      Usuń
  2. Witam,
    wspaniały tekst, całą scenę bardzo ciekawie przedstawiłaś... czytając zastanawiałam co się stanie, ale takiego zakończenia się nie spodziewalam...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń